Burza wokół Grzegorza Brauna. "Dlaczego polskie państwo nie pokazuje pazurów?"
- Grzegorz Braun wtargnął w środę do szpitala w Oleśnicy
- Wiceprzewodnicząca Nowej Lewicy Anita Kucharska-Dziedzic skrytykowała brak zdecydowanej reakcji policji;
- Podkreśliła, że immunitet nie chroni posła w przypadku przyłapania na gorącym uczynku i wskazała na możliwe naruszenia prawa.
Prokuratura zajmuje się sprawą najścia Grzegorza Brauna na lekarkę Gizelę Jagielską w szpitalu w Oleśnicy. Kandydat na prezydenta szarpał i wyzywał ginekolożkę, chcąc dokonać - jak mówił - "obywatelskiego zatrzymania". Europoseł nie pozwalał jej opuścić gabinetu.
Według wiceprzewodniczącej Nowej Lewicy Anity Kucharskiej-Dziedzic policja powinna podjąć stanowcze działania wobec Grzegorza Brauna. - Dlaczego policja nie wyprowadziła pana Brauna? Dlaczego się wystraszyła czegoś takiego jak immunitet poselski? - pytała polityczka w "A teraz na poważnie" w TOK FM.
- Gdyby tam były dzieciaki z Ostatniego Pokolenia, to natychmiast by je wyprowadzono. Gdybyśmy mieli do czynienia z protestami kobiet, to też natychmiast zostałyby one wyprowadzone - dodała, nie kryjąc zbulwersowania.
"Dlaczego polskie państwo w tym momencie nie pokazuje pazurów?"
Rozmówczyni Mikołaja Lizuta przekonywała, że immunitet poselski nie obowiązuje w sytuacji, kiedy policja nakrywa kogoś na gorącym uczynku. - A tu mieliśmy do czynienia prawdopodobnie ze złamaniem art. 191. Kodeksu karnego, bo przecież tam była przemoc, groźby, naruszenie miru. Tam było także łamanie ustawy o działalności leczniczej - wymieniła Kucharska-Dziedzic.
Dodała, że jeśli Grzegorz Braun swoje zgromadzenie w Oleśnicy zgłosił wcześniej odpowiednim organom, to można było je rozwiązać, a jeśli nie zgłosił, to - jak wskazała - "tym bardziej powinno się go wyprowadzić".
- W związku z tym nie rozumiem tej bezczynności w sytuacji, kiedy ktoś poniewiera kobietami, dziećmi, lekarzami w placówkach zdrowia. Dlaczego polskie państwo w tym momencie nie pokazuje pazurów? - pytała retorycznie polityczka.
Jak mówiła, "mamy codzienne awantury pod przychodnią aborcyjną na ulicy Wiejskiej w Warszawie i policja się temu przegląda". - Mieliśmy do czynienia z akcją pana posła Brauna i policja też raczej negocjowała, mediowała, zamiast po prostu sobie poradzić z grupką agresywnych ludzi, którzy zagrażali pacjentom, a już na pewno zagrażali lekarce - podkreśliła.
Policja nie zareagowała właściwie?
Policja bada przebieg interwencji i zachowanie funkcjonariuszy, którzy pojawili się w szpitalu w Oleśnicy. Były minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński stwierdził w TOK FM, że reakcja funkcjonariuszy w tej sprawie powinna być bardziej zdecydowana.
- Jest jeszcze za wcześnie na takie oceny - mówił z kolei reporterowi TOK FM Łukasz Dutkowiak z Komendy Wojewódzkiej we Wrocławiu. - Wstępna ocena tych działań wskazuje, że były one skuteczne. Ale prowadzona jest analiza zgromadzonych materiałów - dodał.
Śledztwo prokuratury
W związku z doniesieniami medialnymi oraz informacjami przekazanymi przez policję dotyczącymi zdarzenia, postępowanie zostało wszczęte przez Prokuraturę Rejonową w Oleśnicy. Jak przekazano w komunikacie, "to postępowanie dotyczące pozbawienia wolności lekarki ginekolog". Prowadzone jest też postępowanie mające wyjaśnić, czy w trakcie zdarzenia nie doszło do naruszenia nietykalności cielesnej lekarza i do jej znieważenia.
Przedmiotem śledztwa będzie też "narażenie pacjentek hospitalizowanych na Oddziale Ginekologiczno–Położniczym Powiatowego Zespołu Szpitali w Oleśnicy, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, poprzez uniemożliwienie lekarz ginekolog opieki medycznej nad nimi"
Posłuchaj podcastu!