,
Obserwuj
Polska

Tu zaglądają "poszukiwacze prawdy". 22 polskojęzyczne kanały z rosyjską dezinformacją

5 min. czytania
25.06.2025 12:09
Na Telegramie działa co najmniej 22 polskojęzycznych kanałów z rosyjską dezinformacją, które obserwuje ponad 150 tys. osób - podała BBC. Jakub Olchowski z UMCS powiedział PAP, że w Polsce jest wielu "poszukiwaczy prawdy", dla których Telegram to główne źródło informacji.
|
|
fot. Agencja Wyborcza
  • BBC ujawniła istnienie co najmniej 22 polskojęzycznych kanałów szerzących rosyjską propagandę, obserwowanych przez ponad 150 tys. osób; ich treści trafiają potem na inne platformy społecznościowe;
  • Rosyjskie służby inscenizują fałszywe filmy (np. rzekomi ukraińscy żołnierze palący amerykańską flagę), by podważać wiarygodność Ukrainy i Zachodu oraz siać chaos informacyjny;
  • Eksperci ostrzegają, że rosyjska machina dezinformacyjna działa jak przemysł - masowo, skutecznie i z uwzględnieniem lokalnych narracji, trafiając do osób podatnych na alternatywne przekazy informacyjne.

 

 

Rosyjska dezinformacja na Telegramie. BBC ujawniła istnienie 22 polskojęzycznych kanałów

 

Na polskojęzycznym Telegramie pojawiło się fałszywe nagranie, na którym dwaj mężczyźni w mundurach przypominających ukraińskie, palą amerykańską flagę oraz portrety Donalda Trumpa, J.D. Vance’a i Elona Muska, demonstrując, że nie chcą ich pomocy wojskowej. Scena nie przedstawia prawdziwych ukraińskich żołnierzy i została zainscenizowana przez Rosjan.

Brytyjski serwis przywołał również przykład filmu z 2022 roku, w którym domniemani ukraińscy wojskowi charakteryzują aktorów i pokrywają ich sztuczną krwią. Nagranie miało rzekomo dowodzić, że zbrodnia dokonana przez rosyjskich żołnierzy na mieszkańcach podkijowskiej Buczy w marcu 2022 roku nigdy nie miała miejsca, a była mistyfikacją ukraińskich służb.

Trzęsienie ziemi na polskiej scenie politycznej? Senator zapowiada nową partię

 

Filmik o zatrzymaniu Polaków na Ukrainie krążył w sieci

 

W ubiegłym tygodniu PAP ujawniła inny sfabrykowany film, który najpierw pojawił się na Telegramie, a następnie rozprzestrzenił się na innych, bardziej popularnych w Polsce platformach społecznościowych. Materiał przedstawiał rzekome aresztowanie przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy dwóch Polaków pod zarzutem posiadania w domu polskich symboli narodowych. Prof. Roman Baecker z UMK, z którym rozmawiała PAP, potwierdził, że jest to kolejna inscenizacja rosyjskich służb propagandowych.

W analizie BBC zwróciła uwagę, że treści publikowane na Telegramie a później powielane na innych platformach społecznościowych regularnie powtarzają przekazy rosyjskich mediów, takich jak RT i Sputnik, które zostały zablokowane w Unii Europejskiej.

Często cytowani są tam rosyjscy politycy i oficjele - Władimir Putin, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew, rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa oraz „eksperci” powiązani z Kremlem i osoby medialne działające na jego usługach.

Według BBC niektóre z polskojęzycznych kanałów są częścią większych sieci. Na przykład UKR LEAKS_pl ma być elementem struktury UKR LEAKS - wielojęzycznej sieci kanałów na Telegramie i innych powiązanych platformach, prowadzonych przez byłego oficera SBU, Wasilija Prozorowa, który uciekł do Rosji.

Z kolei InfoDefensePOLAND ma być częścią działającej w ponad 30 krajach grupy InfoDefense powiązanej z Jurijem Podoliaką, również pochodzącym z Ukrainy prokremlowskim blogerem.

Manowska w ogniu krytyki. 'Daleko idący element buńczuczności'

 

Ekspert: Setki, a nawet tysiące kont mogą być zarządzane przez jedną osobę

 

Jak w rozmowie z PAP wyjaśnił dr Jakub Olchowski, ekspert Centrum Europy Wschodniej i Zespołu Badań Propagandy i Dezinformacji UMCS, Telegram to podstawowa platforma społecznościowa w państwach postsowieckich, w innych krajach używana rzadko, jednak nie na tyle, żeby publikacja treści w narodowych językach była dla rosyjskiego aparatu propagandowego nieopłacalna.

Jak przekonywał ekspert, od przeszło trzech lat, czyli od rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Telegram jest śledzony w Polsce i na świecie bardziej wnikliwie. Stał się ważnym źródłem informacji na przykład dla analityków, którzy zajmują się OSINT (białym wywiadem, pozyskiwaniem informacji z otwartych źródeł - PAP). Ci jednak nie dają się nabrać na rosyjskie działania dezinformacyjne.

Zdaniem Olchowskiego jest jednak rzesza osób, które traktują Telegram jako rzetelne źródło. Według nich zachodnie media sieją dezinformację, a doniesienia z Telegrama - ich zdaniem - są nie tylko niezmanipulowane, lecz czerpane w pobliżu osi wydarzeń, a więc rzetelne.

To właśnie tacy „poszukiwacze prawdy” przerzucają kontent z Telegrama na TikToka, X czy na Facebooka. - „Bo przecież na Telegramie mają informacje z pierwszej ręki”. I to się rozprzestrzenia jak wirus - podkreślił ekspert.

Rozmówca PAP wskazał, że infekowanie infosfery materiałami propagandowymi Kremla odbywa się także za sprawą mieszkańców krajów zachodnich, także Polski, dla których to może nie jest praca, ale źródło dodatkowego dochodu. Są wreszcie sieci fałszywych kont i botów. - Ich setki, a nawet tysiące mogą być zarządzane przez jedną osobę. A ta może być gdziekolwiek - pod Petersburgiem, Londynem lub Białymstokiem - przekonywał Olchowski.

Kolejne nieprawidłowości w liczeniu głosów. 'Stwierdzono w worku wyborczym'

 

Ekspert stwierdził, że podobnie jak w biznesie każda firma profiluje swoje produkty do określonego rynku, tak robi to rosyjska machina propagandowa z generowanymi przez siebie treściami - oś narracyjna jest podobna, ale obudowana w przekaz szyty na miarę. To potężna machina, a w pracę koncepcyjną zaangażowane są tysiące osób.

- Na przykład w Polsce gra się sprawą rzezi na Wołyniu, Niemcy dostają przekaz, że bez interesów z Rosją ich gospodarka dołuje i będzie się to pogłębiać, a mieszkańcy Globalnego Południa otrzymują kolejne „dowody” na to, że imperialistyczny Zachód wywołał wojnę na Ukrainie, a Rosja musi się bronić - wyliczył Jakub Olchowski.

Z jego obserwacji wynika, że podatność społeczeństw na te treści zmienia się, ale - niestety w niepożądanym kierunku. - Żyjemy w erze, w której informacja jest zasobem, produktem i bronią. Jest najważniejsza. Zarazem mamy do czynienia z jej nadmiarem. Ludzie codziennie są bombardowani taką liczbą bitów informacji, że nie mają zdolności kognitywnych, żeby to wszystko przetworzyć. Więc uwierzą we wszystko, jeśli jest to podawane w sposób przemyślany i skoordynowany - tłumaczył rozmówca PAP.

'Mamy minister, która odbiera nam polskość'. Policja działa ws. dyrektora liceum w Krakowie

 

Przyznał, że rosyjska propaganda często serwuje nam informacje wyssane z palca. Ale uczulił, że równie często podaje prawdziwe fakty odpowiednio obudowane narracyjnie, przyprawione szczyptą kłamstw oraz wzbogacone w element emocji. - W ten sposób produkt końcowy staje się przyjemny w odbiorze, wiarygodny - podkreślił.

W ocenie eksperta nie da się wyeliminować tego zjawiska, bo - podobnie jak terroryzm - to metoda walki. A nie da się skutecznie zwalczyć metody. - Wyjątkowo skutecznej, skoro Donald Trump, jego administracja i związani z tym środowiskiem dziennikarze zaczęli wprost - bez żadnych niuansów i subtelności - powtarzać rosyjskie tezy - podsumował Jakub Olchowski.

Posłuchaj: