Aplikanci sądowi czują się oszukani przez państwo

Aplikanci, którzy właśnie zdali egzamin sędziowski, przypadkowo dowiedzieli się o propozycji zmian w Ustawie o sądach powszechnych. Uważają, że w trakcie gry ktoś chce zmienić jej reguły. I choć Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że będzie tak jak dawniej, oni już w te zapewnienia nie wierzą.

Aplikanci sądowi, którzy we wrześniu zdawali egzamin, szli tzw. starym trybem. Odbyli trudną trzyletnią aplikację. Po niej mieli zostać asystentami sędziów, by po dwóch latach móc się starać o stanowisko sędziego. Zbulwersowała ich informacja z ministerstwa, którą poznali już po egzaminach sędziowskich, że na stanowisku asystenta będą musieli przepracować nie 2 lata, jak zakładały to dotychczasowe przepisy, ale co najmniej 6 lat. - Ja się czuję tak jakbym wystartował w biegu na 800 metrów na olimpiadzie. Po 100 metrach dostałem informację, że bieg jest anulowany, ale żebyśmy biegli, bo może coś się wymyśli. Po jakichś 200 metrach dowiedzieliśmy się, że możemy dostać medale, ale w skoku wzwyż. Ewentualnie możemy jeszcze pobiec dalej, ale nie wiemy, czy to się nie przerodzi w maraton - mówi z rozgoryczeniem Szymon, który właśnie zdał egzamin sędziowski.

Na czym stoimy?

W podobnej sytuacji jak Szymon jest Paulina. W swoim gronie zdała najlepiej. Przyznaje, że nie wie, na czym stoi. - Nasza sytuacja jest beznadziejna. Czujemy się oszukani przez państwo, ponieważ kiedy zdawaliśmy na aplikację sędziowską marzyliśmy o tym, by zostać sędziami. W tej chwili wydaje się, że ministerstwo podejmuje działania, które zmierzają do tego, żeby jednak tą drogę faktycznie nam zablokować - mówi Paulina. Podkreśla, że jeśli przez sześć lat będzie musiała pracować jako asystent sędziego, to potem nie widzi szans na zostanie samodzielnym sędzią. - Zanim te sześć lat upłynie, na rynek wejdą absolwenci nowej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury mającej siedziby w Krakowie i Lublinie. I jesteśmy pewni, że osoby te będą miały pierwszeństwo, zwłaszcza, że obowiązuje ich tak zwany "nakaz pracy" - mówi Paulina.

Dyskryminacja?

Aplikanci nie kryją, że ktoś na górze chce ich zróżnicować: na tych gorszych (po starej aplikacji) i tych lepszych, po nowej szkole. - Nie rozumiemy tych założeń - mówią. Nie rozumieją ich także doświadczeni sędziowie. - Myślę, że mniej więcej 90 procent sędziów w Polsce to są sędziowie, którzy przeszli właśnie taką aplikację, na starych zasadach, odbywającą się w poszczególnych apelacjach, a nie tak jak jest to obecnie w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury - mówi sędzia Anna Adamska - Gallant ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia". Stowarzyszenie podjęło uchwałę w sprawie aplikantów. - Zwracamy uwagę na ryzyko, że państwo będzie próbowało pozbawić "starych" aplikantów możliwości dojścia do zawodu sędziego - dodaje sędzia Gallant.

- Propozycja ministerstwa wywołała burzę, zwłaszcza wśród tych młodych ludzi, którzy czują się odrzuceni i oszukani - mówi sędzia Cezary Wójcik, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Był w komisji egzaminującej aplikantów. Podkreśla, że poziom wiedzy i merytorycznego przygotowania był bardzo wysoki. - Mam nadzieje, że te projekty rządowe zostaną wycofane. Wydaje się, że szkoda byłoby pozostawić tych ludzi bez określenia jasnych zasad dochodzenia do stanowiska sędziego - mówi Wójcik.

Ministerstwo zamieściło na swojej stronie krótkie wyjaśnienie, z którego wynika, że jakaś nadzieja dla aplikantów jednak jest. Ale zdaniem aplikantów, to niczego nie wyjaśnia. - Bo jest zapowiedź jakichś przepisów, które mają zostać wprowadzone, ale tak naprawdę nie wiemy, czy te przepisy kiedykolwiek wejdą w życie. Z tego wyjaśnienia wynika, że będziemy mogli zostać sędziemi, tylko nie wiadomo kiedy i na jakich zasadach. Czyli nic nie wynika - mówi zdenerwowany Rafał, po aplikacji sędziowskiej.

Aplikanci sądowi to najlepsi z najlepszych. Gdy starali się o przyjęcie na aplikację, na jedno miejsce np. w Lublinie było 11 osób. Ci najlepsi najczęściej dostali się i na aplikację sędziowską, i na adwokacką. Wybrali zawód sędziego. - I dziś mamy prawo tego żałować - mówią. Część z nich nie wiedząc na czym stoi, już teraz szuka możliwości pracy w innych zawodach prawniczych.

Ministerstwo Sprawiedliwości nie odpowiedziało na zapytanie wystosowane przez TOK FM w poniedziałek e-mailem.

DOSTĘP PREMIUM