Węgry wybierają dziś pomiędzy Rosją a Zachodem? Ekspert: Orban jest wasalem Putina

3 kwietnia na Węgrzech odbywają się wybory parlamentarne. Ostatnie przedwyborcze sondaże wskazują na wygraną Fideszu - partii urzędującego premiera Victora Orbana. Jednym z głównych tematów kampanii była postawa Orbana wobec wojny w Ukrainie. - Pokazuje ona bardzo wyraźnie po której stronie opowiada się węgierski premier, z kim buduje personalny sojusz i od kogo jest zależny - mówił w TOK FM Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Visegrad Insight.
Zobacz wideo

Węgrzy wybierają nowy parlament. Wyniki ostatniego badania Zavecz Research pokazują, że na Fidesz chce głosować 39 proc. ankietowanych, a na zjednoczoną opozycję - 36 proc., przy czym 19 proc. respondentów nie ma preferencji. Z kolei sondaż ośrodka IDEA wśród aktywnych wyborców daje Fideszowi 50 proc., zaś opozycji 45 proc. 

Oznacza to, że premierem Węgier może w dalszym ciągu pozostać Victor Orban, który od lat jest szeroko krytykowany przez wielu europejskich przywódców za łamanie zasad praworządności czy wolności mediów a także proputinowski kurs w polityce zagranicznej. Orban nie zrezygnował z niego nawet w obliczu agresji Rosji na Ukrainę. W swoim sobotnim wystąpieniu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nazwał premiera Węgier "jedynym politykiem w Europie, który otwarcie popiera Putina". - Wydaje się, że w kontaktach z Moskwą zgubił swoją uczciwość - dodał Zełenski. 

Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Visegrad Insight zgodził się w TOK FM, ze stwierdzeniem, że Węgry dokonują teraz wyboru między Rosją a Zachodem. Wskazał, że stosunek do Rosji był tematem, który mocno zdominował kampanię wyborczą na Węgrzech.

Przypomniał, że rząd przez pierwsze tygodnie wojny posługiwał się "narracją jeden do jednego z telewizji rosyjskich", nie mówił o wojnie a o "specjalnej misji wojskowej", o uprawnionej obronie Rosji przed agresją Ukrainy. - A kiedy sprawy były już oczywiste i trudno było zafałszować tę rzeczywistość o której pisały wszystkie media na świecie to Orban zmienił taktykę i mówił o tym, że opozycja chce wciągnąć Węgry do wojny - wskazał.

Ekspert podkreślił, że do tej pory Węgry nie dostarczają Ukrainie nawet sprzętu obronnego, takiego jak kamizelki czy hełmy. - Nie zgadzają się też na przerzut przez swoje terytorium żadnego uzbrojenia mimo że śmiercionośne uzbrojenie w 2019 roku przepuszczali w drugą stronę - tzn. kiedy rosyjskie uzbrojenie jechało do Serbii - podkreślił.

- To pokazuje bardzo wyraźnie po której stronie opowiada się Victor Orban, z kim buduje personalny sojusz i od kogo jest zależny. Niektórzy mówią o wasalizacji - wskazał i przypomniał, że jeszcze w lutym, tuż przed wojną Orban pojechał do Moskwy i bratał się na Kremlu z Putinem. - A ten na koniec pokazał mu gdzie jego miejsce. Kiedy mowa była o wojnie to nie dał Orbanowi dojść do słowa tylko pokazał mu ręką drzwi - relacjonował Przybylski.

Węgierskie społeczeństwo jest w dużym stopniu prorosyjskie. Mają "fałszywą świadomość".

Gość Anny Piekutowskiej podkreślił, że także wyborcy Fideszu, co pokazują badania, w ok. 40 proc. mają sympatie prorosyjskie zaś aż połowa węgierskiego społeczeństwa uważa, że winnymi wojny w Ukrainie są obydwie strony - ukraińska i rosyjska. Zarazem około 60 procent wskazuje na uzależnienie polityki węgierskiej od Rosji jako fakt. - Ta węgierska opinia publiczna to zupełnie inna opinia publiczna niż w Polsce. A nawet, w świetle ostatnich badań, także inna niż w Niemczech, we Francji czy we Włoszech - ocenił Przybylski.

Jego zdaniem jest tak dlatego, że Węgry mają "fałszywą świadomość". - Mają zbudowane przeświadczenie na temat ładu światowego na fałszywych przesłankach, na fałszywym wyobrażeniu także własnej historii, na temat swojej roli w niej jako ofiary - mówił. I dodał, że wbrew temu co myślą Węgrzy, podczas II wojny światowej władze węgierskie to były władze kolaboracyjne. - A w konsekwencji także władze zbrodnicze, bo pod koniec wojny przeprowadzały egzekucje ludności żydowskiej na brzegu Dunaju na życzenie nazistowskich Niemiec. To wszystko zostało wyparte ze świadomości węgierskiej - podkreślił.

Przybylski zwrócił uwagę, że do zniekształcania obrazu historii służy propaganda, którą uprawiają osoby powiązane z węgierską władzą. - Doradczyni ds. polityki historycznej Maria Schmidt napisała w sobotę na Twitterze, że w 1956 r., kiedy Węgry zorganizowały powstanie i zostały najechane przez sowieckie czołgi, uczestniczyły w tym czołgi wyprodukowane w Ukrainie, byli tam ukraińscy żołnierze a Nikita Chruszczow też był Ukraińcem - wyśmiał redaktor naczelny Visegrad Insight.

Co kolejne zwycięstwo Orbana będzie znaczyło dla Polski?

Patrzymy na postawę Węgier krytycznie, liczymy na większe ich zaangażowanie - tak prezes PiS, wicepremier Jarosław Kaczyński w najnowszym wywiadzie w tygodniku "Sieci" skomentował stosunek Węgier do rosyjskiej agresji w Ukrainie. Jak podkreślił, "nie oznacza to jednak, że mamy przestać współpracować w sferach, które są możliwe" i "w żadnym wypadku nie przekreślamy naszych relacji".

Zdaniem Przybylskiego polskie media muszą nieustannie przypominać o prorosyjskiej postawie Węgier. - Jeżeli polska opinia publiczna zapomni o tych faktach to jestem przekonany, że polski rząd bardzo szybko powróci do taktycznego sojuszu z Victorem Orbanem - ocenił.

Jak dodał, tym wywiadem Kaczyński "buduje już sobie taki przyczółek, żeby do tej współpracy powrócić". - Moim zdaniem jest to skompromitowane moralnie, skompromitowane także w oczach elektoratu PiS-u - stwierdził. - Głównym zadaniem jest to, żebyśmy my jako Polska w konsekwencji nie byli skompromitowani dalszą współpracą z takim wasalem Rosji - alarmował redaktor naczelny Visegrad Insight.

DOSTĘP PREMIUM