Berlin nadal w ostatnim wagonie "sankcyjnego pociągu". "Niemców już drażni to chowanie się za plecami innych"

- Widać, że chowanie się Berlina za plecami innych, takie notoryczne uciekanie od odpowiedzialności, drażni Niemców, w sytuacji gdy widzą na ekranach swoich telewizorów, na łamach gazet, zbrodnie, których dokonują Rosjanie - mówił w TOK FM Adam Traczyk, ekspert think-tanku Global Lab.
Zobacz wideo

Po ujawnieniu zbrodni dokonanych na cywilach w ukraińskiej Buczy, Unia Europejska zapowiada nałożenie nowych sankcji na Rosję. - Wprowadzimy zakaz importu węgla z Rosji o wartości 4 mld euro rocznie, zaproponujemy zakaz dla rosyjskich i białoruskich przewoźników drogowych i wprowadzimy całkowity zakaz transakcji w przypadku czterech kluczowych banków rosyjskich, w tym drugiego co do wielkości banku VTB - ogłosiła we wtorek szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Sankcje UE wymagają jednomyślności 27 państw członkowskich.

Czy na sankcje zgodzą się Niemcy? Rząd w Berlinie do tej pory bardzo ostrożnie zmienia swoje podejście do reżimu Władimira Putina. - Niemcy są pewnym hamulcowym, jeśli chodzi o sankcje, przede wszystkim te dotyczące rosyjskich surowców, w szczególności gazu, ale także ropy. Narracja rządu niemieckiego jest taka, że te miliardy, które się wysyła Rosji za surowce energetyczne, nie mają aż takiego bezpośredniego wpływu na przebieg wojny, bo inne sankcje uniemożliwiają Rosji wykorzystanie tych środków do celów wojennych - mówił w TOK FM Adam Traczyk, ekspert think-tanku Global Lab.

Jak podkreślił rozmówca Pawła Sulika, Niemcy robią za mało, żeby powstrzymać Rosję, ale nie jest też tak, że "Berlin nie robi nic". Podjął bowiem strategiczną decyzję uniezależniania się od rosyjskich surowców. - Nie tak szybko, jak byśmy chcieli. Nie jest to embargo z dnia na dzień, ale pewne procesy zostały już wdrożone - ocenił Traczyk. 

Zdaniem Traczyka, Niemcy za bardzo obawiają się negatywnych skutków gospodarczych sankcji, dlatego zbyt wolno dokonują zwrotu w swojej politycy wobec Moskwy. - Wydaje się, że niemieckie społeczeństwo jest bardziej chętne do wzięcia na swoje barki pewnych kosztów, niż niemieckie elity polityczne są gotowe im nałożyć - ocenił.

Jak dodał, być może jest to też "jakaś wewnętrzna chęć niezrywania wszystkich więzów z Rosją". - Może to jakieś historyczne wspomnienie kryzysów z czasów Republiki Weimarskiej, które doprowadziły do przejęcia władzy przez nazistów i Hitlera. Być może jest to miks tych wszystkich czynników, włącznie z takim myśleniem Berlina, czyli niegotowością wzięcia tych kosztów teraz, żeby nie trzeba ich było brać za rok, za dwa, czy za dekadę w dużo większym stopniu - zastanawiał się ekspert Global Lab.

"Chowanie się Berlina za plecami innych drażni Niemców"

To, że Niemcy nie są liderem w Unii Europejskiej jeśli chodzi o sankcje, coraz bardziej nie podoba się niemieckiemu społeczeństwu. - Są takim hamulcowym albo siedzą w ostatnim wagonie tego sankcyjnego pociągu. Społeczeństwo oczekuje pewnych działań ze strony rządzących - mówił Traczyk.

Ekspert przytoczył spadające sondaże kanclerza Olafa Scholza i jego partii tuż przed wybuchem wojny i w jej pierwszych dniach, gdy Scholz "siedział cicho". - W momencie kiedy zaczął być aktywny, kiedy ogłosił zawieszenie certyfikacji Nord Stream 2, kiedy wygłosił słynne przemówienie w Bundestagu, zapowiadające pewien zwrot polityki wobec Rosji, ale także polityki bezpieczeństwa, to mu te sondaże znowu urosły - podkreślił Traczyk.

Jego zdaniem władze niemieckie są więc poddawane pewnej presji ze strony swoich obywateli. - Widać, że chowanie się Berlina za plecami innych, takie notoryczne uciekanie od odpowiedzialności drażni Niemców, w sytuacji gdy widzą na ekranach swoich telewizorów, na łamach gazet, zbrodnie, których dokonują Rosjanie - wskazał. - Przestrzeganie praw człowieka, odraza do zbrodni wojennych, są istotnym czynnikiem, który także wpływa na to, jak niemiecka opinia publiczna postrzega rzeczywistość. To zmusza trochę Niemców do podjęcia pewnych kroków - podsumował ekspert think-tanku Global Lab.

DOSTĘP PREMIUM