Dzieci w kartonowych czołgach. "Rosja się militaryzuje. A weterani, którzy pamiętają koszmar wojny, umierają"

- Odchodzą ostatni weterani II wojny światowej, którzy pamiętali o jej koszmarze, o cenie, jaką Rosja zapłaciła za zwycięstwo. Nie mówi się o wojnie jako wielkim nieszczęściu, za to narracja jest triumfalistyczna, sakralna - mówił w TOK FM dr Adam Eberhardt, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.

W Moskwie na Placu Czerwonym jak co roku Rosja świętowała zakończenie II wojny światowej, nazywanej Wielką Wojną Ojczyźnianą i zwycięstwem nad faszyzmem. Świat z niepokojem oczekiwał wystąpienia Władimira Putina. Spodziewano się, że może on wykorzystać tę okazję do otwartego wypowiedzenia wojny zaatakowanej przez Rosję Ukrainie.

Prezydent Rosji ani razu nie wymienił nazwy kraju, który rosyjska armia zaatakowała na jego rozkaz 24 lutego. Kilkukrotnie mówił za to o Donbasie jako miejscu, w którym działają teraz rosyjscy żołnierze: "Dziś żołnierze walczą o bezpieczeństwo ojczyzny i w obronie naszych ludzi w Donbasie".

- W strategii politycznej Rosji nie ma Ukrainy, więc Władimir Putin nie używa tego słowa. Tak jak mówiąc o opozycji, nie używał nazwiska Aleksieja Nawalnego - wyjaśnił w audycji "A Teraz Na Poważnie" dr Adam Eberhardt. Jak dodał, taka strategia ma jasny cel i proste wytłumaczenie - "Łatwiej jest zunifikować naród hasłem wojny z całym Zachodem czy z jakimiś faszystami, niż z Ukraińcami". 

Wystąpienie na wewnętrzny użytek

W wystąpieniu Putina mowa była o zagrożeniu, jakie wobec Rosji stanowić ma NATO i planowanych rzekomo przez Sojusz akcjach na rosyjskich granicach. Jak komentował dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, jest to narracja spójna z propagandowymi przekazami powtarzanymi w Rosji - na wewnętrzny użytek.  

- To budowa przekazu o rzekomo prewencyjnym charakterze ataku Rosji na Ukrainę, o tym, że Rosja oferowała Zachodowi układy międzynarodowe, system globalnego bezpieczeństwa, ale NATO i USA nie chcieli słuchać, szykowali się do wojny, wykorzystywali Ukrainę jako antyRosję - wyjaśniał dyrektor OSW w rozmowie z Mikołajem Lizutem. I zaraz dodał, że owe "oferty" wcale nie miały zostać przyjęte - Kreml na to nie liczył. To był po prostu pretekst do ataku na Ukrainę.

- Pięknie się to wszystko wpisuje w mit wojny ojczyźnianej, kiedy to konsolidowano społeczeństwo wokół twardej władzy Stalina i wokół wojennej wygranej, osiągniętej dzięki sile militarnej - mówił gość TOK FM. Tę militaryzację widać również dziś - w Dzień Zwycięstwa ulicami wielu rosyjskich miast maszerowały nawet kilkuletnie dzieci ubrane w stroje wojskowe, w kartonowych czołgach. - To jest militaryzacja społeczeństwa od najmłodszych lat. Jest to fundamentalnie istotny cel polityki wewnętrznej, organizowanie społeczeństwa wokół autorytarnej władzy - dodał Eberhardt.

Wyidealizowana wojna

Gość TOK FM wskazywał też, że sojusznikiem Putina w tej strategii jest czas - umierają ostatni weterani II wojny światowej. Ci, którzy pamiętają koszmar wojny, ogromną cenę, jaką Rosja zapłaciła za zwycięstwo, miliony poległych. - To zanika w narracji Putina, nie mówi się o wojnie jako wielkim nieszczęściu, ale jest triumfalistyczna, sakralna narracja. Wojna jako coś, co dało nam wielkość, potęgę i sławę - wyjaśnił.

W Rosji relatywizuje się nie tylko wojnę, ale również jej przywódcę - silnego Stalina, którego władza doprowadziła do wygranej. - Nie pamięta się o czystkach lat trzydziestych XX wieku, o zbrodniach wobec własnych obywateli. Pamięta się, że stworzył silną władzę i dzięki temu był w stanie pokonać wrogów - podkreślił dyrektor OSW. W efekcie Dzień Zwycięstwa i tak zbudowana wokół niego narracja sprawia, że poziom relatywizowania zbrodni sowieckich stalinowskich jest wyższy niż pod koniec ZSRR.

DOSTĘP PREMIUM