Papież przeprasza w Kanadzie. "Ja byłem pod wrażeniem. Ale taka postawa nie wszystkim w Watykanie się podoba"

- Nie można głosić Boga w sposób, który jest sprzeczny z Bogiem. A jednak, ileż razy działo się tak w historii - powiedział w Edmonton papież Franciszek, zwracając się do przedstawicieli rdzennej ludności Kanady. Te słowa w TOK FM komentował dr Sebastian Duda. - Papież przyjeżdża w pielgrzymce pokutnej, by pokazać, że chrześcijaństwo ma jeszcze jakąś moc i siłę w sobie - mówił, przyznając, że postawa Franciszka spotyka się również z krytyką.
Zobacz wideo

Spotkanie odbyło się w kościele Świętego Serca w Edmonton, do którego uczęszczają przedstawiciele tzw. Pierwszych Narodów, Metysów i Inuitów oraz imigranci z wielu krajów. Papież powiedział tam: "Jestem w waszym domu, jako przyjaciel i jako pielgrzym na waszej ziemi".

Dzieci wywodzące się z tych ludów, począwszy od lat 30. XIX wieku, przez kilkanaście dekad były przymusowo odbierane rodzicom i umieszczane w katolickich szkołach. W placówkach prowadzonych w imieniu rządu przez Kościoły chrześcijańskie, w tym przez Kościół katolicki, przepełnionych i  niedofinansowanych, często pozbawione były opieki medycznej, maltretowane, głodzone, zmuszane do pracy i do wyrzeczenia się swoich korzeni. Podróż Franciszka do Kanady ma być drogą do pojednania i leczenia wyrządzonych ran.

Watykańska rezerwa

- Nie można głosić Boga w sposób, który jest sprzeczny z Bogiem. A jednak, ileż razy działo się tak w historii! Podczas gdy Bóg zwyczajnie i pokornie proponuje siebie, my zawsze mamy pokusę, by narzucać go, i w jego imię narzucać siebie - mówił Franciszek.

- To bardzo mocne słowa - stwierdził dr Sebastian Duda, filozof, teolog, redaktor kwartalnika "Więź", który był gościem Jakuba Janiszewskiego w audycji "Połączenie". Przypomniał, że jest to kolejny krok w procesie, który trwa od lat - chodzi o przyznawanie, że w historii Kościoła działy się rzeczy straszne, dokonywane w imię Ewangelii, z pełną premedytacją.

- Zaczęło się od Jana Pawła II, gdy zbliżał się rok 2000. Papież dokonał aktu ekspiacyjnego za grzechy ludzi Kościoła, ale spotkało się to z rezerwą dygnitarzy watykańskich, duchownych, a także części wiernych. Uważali, że nie jest to akt pożądany, usprawiedliwiony - przypominał gość TOK FM. Wskazał jednak, że wówczas słowa te padły w bazylice św. Piotra, przy całym jej majestacie, powadze i wśród marmurów. W tym przypadku Franciszek wypowiada przeprosiny w obliczu ludzi, którzy są ocaleńcami, którzy byli męczeni, głodzeni, gwałceni, zabijani, chowani bez pogrzebu. 

Dr Duda zwracał jednak uwagę, że taka postawa ze strony papieży spotykała się z rezerwą, a nawet krytyką w niektórych kręgach watykańskich. - Nie wszyscy widzieli sensowność takiego działania. Uważali, że dla Kościoła będzie to przeciwskuteczne - wskazywał. Czy tak będzie również w przypadku kanadyjskiej podróży Franciszka?

- Jest np. taki hierarcha, jak kard. Gerhard Müller, który był szefem Kongregacji Nauki Wiary, ale już nim nie jest, co jest niespotykane. Jeździ po świecie i krytykuje poczynania Franciszka. Są ludzie, którzy twierdzą, że trzeba podkreślać przede wszystkim świętość Kościoła. Stwierdzenie "święty Kościół grzesznych ludzi" bywa tanim usprawiedliwieniem różnych podłości - wskazywał rozmówca Jakuba Janiszewskiego. 

W Kanadzie Kościół jest skompromitowany

Sebastian Duda przyznał, że w Kanadzie ujawnienie raportu na temat przymusowych szkół wywołało ogólnonarodową traumę. - Utożsamiono chrześcijaństwo z imperialnym działaniem białego człowieka, kulturalnego Europejczyka. To było koszmarne, sprowadziło bardzo wiele zła - mówił teolog.

Jak dodał, w tej sytuacji Kanada jest jednym z najszybciej sekularyzujących się krajów w świecie zachodnim. Kanadyjczycy nie znajdują w katolicyzmie trafiającego do nich poglądu na świat, a odejściu sprzyjają kolejne skandale. - Jest to bardzo widoczne w Quebecu. Pół wieku temu to była ostoja tradycji, tożsamości narodowej, odrębności francuskich Kanadyjczyków. I nagle nie zostało z tego prawie nic, zgliszcza, poczucie żalu i wstyd - wyliczał Duda. I w tej sytuacji w kraju pojawia się papież.

- W pielgrzymce pokutnej przyjeżdża, by pokazać, że chrześcijaństwo ma jeszcze jakąś moc i siłę w sobie. Mówi o swoim wstydzie, i o tym, jak dalej z tym żyć. Powiedział coś takiego, że ta prośba o przebaczenie nie będzie miała końca - tłumaczył dr Duda. Jego zdaniem papież stoi przed wyzwaniem przekonania o autentyczności, pokazania, że katolicyzm ma siłę przekonywania i przyciągania. 

Jak mu to wychodzi? - Ja byłem pod wielkim wrażeniem tego, co zostało powiedziane. I o cierpieniu rdzennych Kanadyjczyków, o grzechach Kościoła, chrześcijan popełnianych w imię wiary, o tym zaprzeczeniu. Ta perspektywa pojednania jako wezwanie do utożsamienia się z cierpieniem drugiego człowieka, które może mieć moc ocalającą, to było mocne - wskazywał gość TOK FM.

Teraz pozostaje pytanie o to, jak Kościół podejdzie do roszczeń dotyczących reparacji dla poszkodowanych. - Myślę, że to oczekiwanie jest odczytywane jako słuszne. Ta pokuta powinna mieć widoczny wymiar wsparcia materialnego, inaczej nie będzie wiarygodności i pojednania - podkreślił dr Sebastian Duda.

DOSTĘP PREMIUM