"Wojna pod dywanem" na szczytach rosyjskiej władzy. "Dni Szojgu są policzone. Zostanie kozłem ofiarnym"

Michał Potocki uważa, że Rosja znalazła się w punkcie przełomowym i nie da się uniknąć rozliczeń związanych z sytuacją na froncie. Zdaniem dziennikarza "Dziennika Gazety Prawnej", Kreml ma już winnego klęski Rosjan na froncie.
Zobacz wideo

Rozpętana przez Rosję wojna w Ukrainie trwa prawie dziewięć miesięcy. Sytuacja na froncie pokazuje, że Moskwa ma na koncie niewiele sukcesów. Ostatnią porażką jest oddanie Chersonia, który Rosjanie zajęli zimą. A przecież niedawno przeprowadzono tam pseudoreferendum, w wyniku którego okupowany teren miał stać się częścią Rosji.

Jak mówił w TOK FM Michał Potocki, konieczność opuszczenia Chersonia jest jeszcze większą porażką wizerunkową Kremla, niż odbicie przez Ukraińców Charkowszczyzny. - Na zapleczu Kremla pojawiają się głosy, że trzeba coś z tym zrobić. Pytanie, z czym i co konkretnie - dodał dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej". 

"Siergiej Szojgu na pożarcie"

Przypomnijmy, że decyzję o wycofaniu się Rosjan z Chersonia ogłosił 9 listopada minister obrony Siergiej Szojgu i gen. Siergiej Surowikin. Jak ocenił gość "Połączenia", to zdarzenie oraz fakt, że Władimir Putin zdaje się zupełnie odcinać od porażek armii, może wskazywać na to, że winą za nie zostanie obarczony właśnie minister obrony.

- Dni Sergieja Szojgu na stanowisku ministra obrony są policzone. Prędzej czy później zostanie głównym kozłem ofiarnym rosyjskich porażek na froncie i niepowodzenia tzw. specjalnej operacji wojskowej. Na rzucenie Szojgu na pożarcie wyraźnie szykują się przedstawiciele innych struktur siłowych, na czele z założycielem Grupy Wagnera - Jewgienijem Prigożynem. To wszystko sprawia, że można mówić o jakiejś wojnie pod dywanem. Rosja jest w pewnym punkcie przełomowym, w którym musi dojść do rozliczeń - podkreślił Michał Potocki w rozmowie z Jakubem Janiszewskim. 

"Putin siedzi w bunkrze, a Zełenski odwiedza nowo wyzwolone miasta"

Po zajęciu Chersonia przez Ukraińców, miasto bardzo szybko odwiedził Wołodymyr Zełenski. A przecież Rosjanie cały czas znajdują się blisko miasta, mogliby spróbować uderzyć w czasie wizyty ukraińskiego przywódcy.  Tymczasem ani razu nie byliśmy świadkami wizyty prezydenta Rosji na froncie.

Choć przecież - jak mówił Potocki - na początku wojny można było przypuszczać, że to raczej Putin, "jako twardy KGB-ista, człowiek, który wielokrotnie odwoływał się do ideałów machismo, będzie tym, który odwiedza swoich żołnierzy na froncie".

- A Zełenski - jako były aktor i człowiek z niepoważnie brzmiącej branży - będzie tym, który ucieknie na Zachód, by stworzyć emigracyjną prezydenturę. Okazało się, że jest zupełnie odwrotnie. Putin siedzi w bunkrze, a tymczasem prezydent Ukrainy odwiedza wszystkie nowo wyzwolone miasta. To niesamowity sukces wizerunkowy Ukraińców w wojnie informacyjnej, pokazujący, że prawdziwym samcem alfa jest nie Putin, a Zełenski - stwierdził gość Jakuba Janiszewskiego.

"Złamać kręgosłup państwom Europy Zachodniej"

Co więc mogą w najbliższym czasie zrobić Rosjanie? Zdaniem dziennikarza "DGP", Moskwa będzie się starała "zamrozić front takim, jakim on jest teraz i doczekać zimy". - A w ciągu zimy Rosja będzie chciała złamać kręgosłup wspierającym Ukraińców państwom Europy Zachodniej, poprzez kryzys energetyczny.  W międzyczasie postarają się też przeszkolić i zmotywować świeżo zmobilizowanych rezerwistów i być może spróbować jeszcze jednej ofensywy w lutym lub w marcu przyszłego roku - ocenił gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM