,
Obserwuj
Świat

Wizyta Bidena w Izraelu to dla USA "katastrofa". Kto jest teraz "jedynym rozdającym"?

2 min. czytania
18.10.2023 17:06
Prezydent USA miał odwiedzić Izrael, a potem wziąć udział w szczycie w Jordanii (razem z przywódcami Egiptu i Autonomii Palestyńskiej). Wtorkowy atak na szpital w Strefie Gazy, o którą świat arabski oskarża Izraelczyków, spowodował, że plany zostały bardzo okrojone. I Joe Biden składa jedynie wizytę w Izraelu. - To nie wróży dobrze jakimikolwiek próbom znalezienia rozwiązania tego konfliktu - ocenił w TOK FM były ambasador w Izraelu Maciej Kozłowski.
|
|
fot. Evan Vucci / AP Photo

Prezydent Stanów Zjednoczonych Biden przybył w środę do Izraela, aby przedyskutować kwestie dotyczące wojny z Hamasem oraz sytuacji humanitarnej w Strefie Gazy. W programie wizyty znalazło się spotkanie z między innymi przedstawicielami tzw. gabinetu wojennego, czyli organu powołanego w tym kraju po wybuchu wojny z Hamasem. W jego skład wchodzą m.in. premier, lider opozycji, minister obrony.

Jak ocenił w TOK FM były ambasador Polski w Izraelu Maciej Kozłowski, dla Izraelczyków wizyta prezydenta Bidena to wydarzenie "dające nadzieję, radosne". Z perspektywy amerykańskiej jest to jednak "absolutna katastrofa". A to dlatego, że pierwotnie wizyta Joe Bidena na Bliskim Wschodzie miała wyglądać zupełnie inaczej.

Jeszcze we wtorek zapowiadano, że prezydent USA zamierza udać się z Izraela do Ammanu i wziąć tam udział w rozmowach z przywódcami Jordanii, Egiptu i Autonomii Palestyńskiej. Szczyt został jednak odwołany po wieczornym ataku na szpital w Strefie Gazy, w wyniku którego prawdopodobnie zginęło kilkuset cywilów. Zarówno Biden, jak i sami Izraelczycy twierdzą, że za atakiem stoją palestyńscy terroryści. Ale kraje arabskie winą obarczają Izraelczyków.

- Wizyta w Jordanii byłaby wizytą o wymiarze, jeżeli nie regionalnym, to wręcz światowym, oto przywódca wielkiego mocarstwa mediuje, szuka drogi do rozwiązania trwającej wojny. A teraz wygląda to tak, że przywódca wielkiego mocarstwa po prostu przyjeżdża do Izraela. I rozmawia tylko z Izraelem. A to nie wróży dobrze jakimkolwiek próbom znalezienia rozwiązania tego konfliktu - wyjaśnił Maciej Kozłowski w "A teraz na poważnie".

"Wstrzemięźliwość Izraela jest teraz atutem w grze Rosji"

Zdaniem rozmówcy Mikołaja Lizuta, wraz z niedoszłą wizytą Bidena w Jordanii, Stanom Zjednoczonym przepadła szansa na mediację w konflikcie izraelsko-palestyńskim. A tymczasem - jak wskazał były ambasador - "do mediacji wyrywa się Rosja".

- Rosja w tej chwili uzurpuje sobie rolę głównego rozdającego, co niestety jest prawdą. Ponieważ w tej chwili to jedyny kraj na świecie, który ma poprawne stosunki ze wszystkimi głównymi graczami, przede wszystkim z Iranem, czyli Hezbollahem, z Hamasem, z Izraelem, którego wstrzemięźliwość w popieraniu Ukrainy w pewnym sensie jest teraz atutem w grze Rosji - wyliczał Maciej Kozłowski, dodając, że Moskwa utrzymuje też relacje z Turcją i Stanami Zjednoczonymi. - Relacje z USA są napięte, ale one istnieją, Rosja jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa - przypomniał gość TOK FM.

Jak Putin rozegra atak Hamasu na Izrael? 'Chce wbić klin we wsparcie dla Ukrainy'