Wybory w USA. Co będziemy wiedzieli rano? "Chaos, który może być niebezpieczny"
47. prezydentem USA może zostać ponownie Donald Trump albo po raz pierwszy wybory wygra kobieta - Kamala Harris. Głosowanie trwa, ale lepiej uzbroić się w cierpliwość. Bo nie można wykluczyć, że na wyniki przyjdzie nam trochę poczekać.
- Raczej będzie to szybciej niż w 2020 roku, gdy czekaliśmy na wyniki ponad cztery dni - oceniła w "TOK 360" Magdalena Górnicka-Partyka, autorka podcastu o wyborach w Stanach Zjednoczonych.
Wybory w USA. Kiedy poznamy wyniki?
Zdaniem rozmówczyni Adama Ozgi wszystko zależy od tego, jak duża różnica poparcia będzie między Harris i Trumpem. - Jeśli różnica będzie niewielka, to pewnie będziemy poczekać na wyniki jeszcze kilka dni, żeby stany dokładnie przeliczyły głosy. Być może będzie konieczne dodatkowe przeliczanie - mówiła.
Długi czas oczekiwania wynika między innymi z różnic, dotyczących sposobu liczenia głosów w poszczególnych stanach.
- Na przykład w Pensylwanii, która jest kluczowym stanem dla tych wyborów, głosy oddane korespondencyjnie mogą być zliczane dopiero dziś - w dniu wyborów. Natomiast w innych stanach można je zliczać wcześniej - wyjaśniła Magdalena Górnicka-Partyka.
Wybory prezydenckie w USA. Co będziemy wiedzieli rano?
Adam Ozga przypomniał, że kiedy Barack Obama wygrywał wybory, to wszystko było jasne już rano polskiego czasu. I Obama mógł już wygłaszać przemówienie. - Co będziemy wiedzieli o godz. 6 czy 7 rano? - pytał dziennikarz swoją rozmówczynię.
- Że Donald Trump wygrał wybory. Bo Donald Trump ogłosi zwycięstwo, nawet jeśli wyniki nie będą jasne - uważa autorka podcastu o wyborach w Stanach Zjednoczonych.
Jak zagłosują Polacy w USA? 'To tłumaczy, dlaczego nie było większych zabiegów o Polonię'
Zdaniem gościni TOK FM można oczekiwać, że dopóki wyniki nie będą znane, "być może pojawi się chaos". - Może się pojawić dezinformacja dotycząca przebiegu głosowania, że ktoś nieuprawniony zagłosował. To jest chaos, szum informacyjny, który może być dość niebezpieczny, bo może budzić niepokój, destabilizację - argumentowała Górnicka-Partyka.