Le Pen nie może kandydować w wyborach. "To najgorszy sposób na populistów"
- Francuski sąd skazał Marine Le Pen za defraudację środków publicznych m.in. na pięcioletni zakaz ubiegania się o stanowiska publiczne;
- Zdaniem Grzegorza Sroczyńskiego, to najgorszy sposób, w jaki mainstream powinien reagować na tzw. populistów;
- Kara może z jednej strony poprawić notowania partii Le Pen i Zjednoczenia Narodowego;
- Z drugiej strony na jej miejsce może wejść ktoś bardziej radykalny.
Sąd w Paryżu orzekł w poniedziałek karę czterech lat pozbawienia wolności, w tym dwóch w zawieszeniu, dla liderki skrajnej prawicy Marine Le Pen za defraudację środków publicznych. Orzekł również pięcioletni zakaz ubiegania się przez nią o stanowiska publiczne. Zakaz ma być egzekwowany natychmiast, więc w praktyce pozbawia polityczkę możliwości startu w wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
- To bardzo zła sytuacja, to jest najgorszy sposób, w jaki partie liberalno-mainstreamowe mogą reagować na tak zwanych populistów - stwierdził w 'Sabacie symetrystów' Grzegorz Sroczyński. - Rozumiem tłumaczenia, że to sąd, a nie Macron. Ale to wszystko to odwracanie kota ogonem. Źle się stało, to oczywiście też wybije jeszcze większą popularnością Zjednoczenia Narodowego - ocenił.
Galopujący Major przyznał, że cieszy go fakt skazywania polityków za oszustwa. - Natomiast mam pewne wątpliwości, czy akurat w tym wyroku i w tej sprawie zakaz pełnienia funkcji publicznych… Czy w ogóle taka kara powinna być przewidziana dla polityków. Poza oczywiście tymi klasycznymi sprawami: Trybunał Stanu, zdrada - dodał.
Kara, jak przekonywał, jest symboliczna, ale może być odbierana jako zemsta mainstreamu sądowo-politycznego i próba odegrania się na polityku. - A ponieważ mamy dosyć duży poziom nieufności do instytucji, to powoduje, że to jeszcze nakręca tę nieufność - podkreślił.
Zdaniem Majora uzasadnioną karą byłaby grzywna czy nakaz meldowania się na komisariacie. -Demokratyczne państwo prawa samo sobie strzela w stopę. Z jednej strony trzeba takie osoby karać, ale z drugiej strony, kara powinna być w miarę adekwatna do przewinienia - zaznaczył.
Francuzi podzieleni
Czterdzieści dziewięć procent Francuzów opowiada się za tym, by liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen kandydowała w wyborach prezydenckich. Niewiele więcej - 51 procent - jest temu przeciwnych. Sondaż przeprowadził ośrodek Ifop dla rozgłośni Sud Radio.
Odsetek popierających start Le Pen w wyborach wzrósł o siedem punktów procentowych w ciągu miesiąca. Jednocześnie tylko 37 proc. Francuzów uważa, że Le Pen faktycznie będzie mogła kandydować. Większymi optymistami są w tej sprawie wyborcy partii Le Pen, Zjednoczenia Narodowego (RN) - 69 proc. z nich wierzy w to, że Le Pen ostatecznie weźmie udział w wyborach.
Inba w Sejmie, Norymberga dla Giertycha. 'Jak to widzę to chce mi się płakać' [SABAT SYMETRYSTÓW]
Współgospodarz 'Sabatu symetrystów' zwrócił uwagę na jeszcze jeden aspekt całego zamieszania: system sprawiedliwości powinien być obiektywny. - Czyli taka utopia, w której sędzia powinien być ślepy na odbiór społeczny wyroku, na to, jaka jest atmosfera. Problem w tym, że jak Temida jest ślepa i nie bierze pod uwagę Zeitgeistu (ducha czasu-red.), to zaraz Temidę mogą zastąpić swoimi komisarzami - dodał Galopujący Major.
Zakaz kandydowania to - jak stwierdzili razem Sroczyński i Major - ingerencja w inną władzę, w system władzy wyborczo-ustawodawczej. - To może nakręcić nie tylko zwolenników, ale w sytuacji, kiedy ktoś - bardziej mentzenowo-bosakowy po naszemu - zastąpi Le Pen, może spowodować, że ruch polityczny nabierze jeszcze siły - ocenił Major.
Koniec dediabolizacji?
Takim kimś mógłby być 29-letni przewodniczący Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella. Sama Marine Le Pen odsunęła niegdyś od władzy radykalnego twórcę ruchu, swojego ojca, dzięki czemu ugrupowanie zaczęło zyskiwać na popularności.
Marta Nowak stwierdziła, że jeżeli teraz Le Pen zacznie atakować wymiar sprawiedliwości, wróci do swojego wizerunku radykałki, który 'starała się pracowicie przez ostatnie lata zrzucić'. - Stara się od wielu lat stać się bardziej strawną polityczką dla mainstreamu. To konieczne, żeby wygrać wybory prezydenckie. Ostry sprzeciw, wychodzimy na ulice przeciwko sądom, którymi steruje klasa polityczna i skorumpowany Macron, to jest odwrócenie tego wizerunku, strategii dediabolizacji, jak to się we Francji mówi - dodała.