Cieszyński nie ma sobie nic do zarzucenia. "Nie ma przekonania", by zapis "bezkarność plus" jego dotyczył

W Niemczech było tak, że kilku deputowanych do Bundestagu, zostało złapanych na tym, że zostali bezpośrednio wsparci przez przedsiębiorców, którzy sprzedawali coś do rządu. W Polsce takich sytuacji nie było - mówił Janusz Cieszyński, pytany o słynny zapis "bezkarność plus", który znalazł się w rządowym projekcie dot. uchodźców. Były wiceminister zdrowia deklarował, że ws. słynnych respiratorów od handlarza bronią jest gotów zeznawać w prokuraturze.
Zobacz wideo

Straż Graniczna szacuje, że od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę granicę z Polską przekroczyło już 1,2 mln Ukraińców. Sejm pracuje nad rządową specustawą, która ma m.in. regulować prawo do legalnego pobytu i dostęp do pracy w naszym kraju przez 18 miesięcy. Uchodźcy wojenni z Ukrainy będą mogli korzystać z opieki zdrowotnej, edukacji. Do tego będzie potrzebny numer PESEL.

A trzeba to zrobić, składając osobiście wniosek w urzędzie gminy. "Jak to wejdzie, czeka nas armagedon w urzędach. Trzeba będzie obsłużyć fizycznie pewnie z 800 tys. osób!" - napisał na Twitterze prof. Maciej Duszczyk, który w latach 2012–2014 kierowa zespołem ds. wypracowania polskiej polityki migracyjnej, który działał w KPRM. 

Tych obaw nie podziela Janusz Cieszyński. Jak stwierdził w Poranku Radia TOK FM pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa, by takich sytuacji unikać, już wcześniej prowadzono rozmowy z samorządami, a poza tym "dostały one stacje mobilne, które pozwalają na to, by urzędnik w domu obywatela pomógł mu złożyć wniosek o dowód osobisty". - Teraz wprowadzono pewne modyfikacje do tych stacji tak, żeby one mógłby być wykorzystywane np. w punktach recepcyjnych - mówił. 

Zdaniem Cieszyńskiego samorządy po prostu powinny teraz pracować intensywniej, by ułatwić Ukraińcom korzystanie z polskich usług publicznych. - Czas, który  poświecimy teraz na to, żeby obywatelom Ukrainy nadal numer PESEL zaoszczędzimy później przy udostępnianiu im kolejnych usług publicznych. Bez numeru PESEL nie można wykupić recepty elektronicznej, korzystać z konta pacjenta, złożyć wniosku oświadczenie 500 plus - tłumaczył. 

Zapewnił, że "stopniowo usługi udostępniane będą też w języku ukraińskim".

"Jestem gotowy do złożenia wszelkich wyjaśnień. Składałem je już przed prokuraturą"

W projekcie ustawy, która dotyczyć ma pomocy uchodźcom wojennym z Ukrainy, niespodziewanie znalazł się też zapis, który zapewnia bezkarność urzędnikom, za decyzje podejmowane w czasie pandemii COVID-19. Zdaniem krytyków dzięki takiemu zapisowi nie byłoby szans na wyjaśnienie zmarnowania 70 mln złotych na organizację wyborów kopertowych, które się nie odbyły, czy zakupu przez resort zdrowia respiratorów od handlarza bronią. Przepis nazwany "bezkarność plus" został odrzucony przez sejmową komisję, pracującą nad ustawą.

Przypomnijmy, że w czasie podpisania umowy na respiratory Janusz Cieszyński był wiceministrem zdrowia. Jak stwierdził, "nie ma przekonania", by kontrowersyjny zapis jego dotyczył.

- Jestem gotowy do złożenia wszelkich wyjaśnień. Składałem je już przed prokuraturą - zadeklarował. I dodał od razu: "Politycy opozycji mówią, że intencją rządu, czy PiS jest to, by w jakiś sposób skorzystać na tych kryzysowych sytuacjach. Jednak nie przypominam sobie tego, żeby ktoś wskazał konkretne przypadki, kiedy osoby powiązane z PiS takie korzyści odnosiły. A przypomnę, w Niemczech było tak, że kilku deputowanych do Bundestagu, zostało złapanych na tym, że zostali bezpośrednio wsparci przez przedsiębiorców, którzy sprzedawali coś do rządu. W Polsce takich sytuacji nie było". 

Dopytywany przez Dominikę Wielowieyską o zakup respiratorów, przekonywał, że "od samego początku, kiedy okazało się, że kontrahent nie wywiązuje się z umowy, prowadzona jest egzekucja sądowa".

- Problem polega też na ty, że  ponad 400 respiratorów w ogóle się nie nadaje  do niczego, nikt nie chciał ich kupić - zauważyła dziennikarka.

 - To nieprawda - ripostował gość TOK FM.

- Nie, była aukcja. Nikt nie chciał ich kupić. Ministerstwo je przejęło i postanowiło przerobić, tak żeby służyły jednak polskim szpitalom - doprecyzowała Dominika Wielowieyska

- Pani wie, na czym ta przeróbka polega? Na tym, że wymieniane są części eksploatacyjne, czyli takie końcówki do podłączenia sprzętu oraz wtyczka, z zagranicznej na polską - skwitował Janusz Cieszyński.

W czasie pierwszej fali pandemii w 2020 roku - przypomnijmy - resort zdrowia zawarł umowę na ponad 1200 respiratorów za 200 mln zł. Do tej pory dostarczona została zaledwie niewielka część sprzętu. Prokuratura, która podlega Zbigniewowi Ziobrze, umorzyła postępowanie w tej sprawie.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM