"Nienażarte pisowskie gęby". Poseł Szczerba o "konserwatorze" Glińskim
Polscy przewoźnicy nie zamierzają przerywać blokady granicy z Ukrainą. Przedstawiciele ukraińskich organizacji chcą szukać sposobu na rozwiązanie sporu, rozmawiając z Donaldem Tuskiem. Blokada trwa od 6 listopada. Kierowcy na przekroczenie granicy czekają nawet kilkanaście dni. Protestujący przekonują, że po zniesieniu przez Komisję Europejską zezwoleń na wjazd do Polski dla ukraińskich kierowców ciężarówki zza wschodniej granicy wypierają z rynku polskie firmy.
Jak ocenił w TOK FM Michał Szczerba, kreatorem problemów na granicy jest rząd Zjednoczonej Prawicy. - Zabawa trwa, a problemy - jak były, tak i są - mówił gość "Poranka Radia TOK FM", nawiązując do poniedziałkowego zaprzysiężenia rządu Mateusza Morawieckiego. Rządu, który z dużym prawdopodobieństwem nie otrzyma wsparcia sejmowej większości.
Zdaniem posła KO w sprawie protestu warto przypomnieć, co działo się wokół przepisów dotyczących transportu w ubiegłym roku. Jak mówił - do zniesienia zezwoleń dla ukraińskich przewoźników w ruchu między Ukrainą i Unią Europejską doszło latem 2022 roku, żeby umożliwić wywóz zboża. Zwrócił uwagę na to, że - choć wiadomo było o krytyce przepisów, jaką w Polsce zgłaszali m.in. przewoźnicy i rolnicy - rząd Morawieckiego nie protestował, gdy przedłużono obowiązywanie regulacji.
Gość TOK FM poinformował, że w marcu - podczas spotkania w Brukseli w tej sprawie - polski rząd reprezentowali Bartosz Grodecki (wiceminister spraw wewnętrznych i administracji) i Sebastian Kaleta. - Więc dzięki Kalecie mamy ten protest, bo wtedy, kiedy można było negocjować jakieś rozwiązania dotyczące ruchu dwustronnego, to milczał. Akceptująco przyjmował te rozwiązania. A dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją kompromitującą, ponieważ ona pokazuje bezradność tego rządu. Każdy dzień tego rządu przynosi Polsce straty, nie tylko wizerunkowe - podkreślił Szczerba.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Piotr Gliński do końca walczy o posady
Parlamentarzysta KO nie szczędził krytyki również innym politykom PiS, jak choćby Piotrowi Glińskiemu. - Był ministrem kultury, a okazało się, że jego prawdziwy zawód to konserwator. Biega do Otwocka, gdzie zabetonował Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej, który karmił Roberta Bąkiewicza. Później pojawił się w Chełmie, gdzie przekonywał [radnych], że najważniejszą inwestycją w kulturę jest Centrum Prawdy i Pojednania im. Lecha Kaczyńskiego, na które chce wydać 200 mln złotych. To betonowanie spółek mediowych jest bardzo niepokojące. To pokazuje, czego boi się PiS, a boi się prawdy - komentował Michał Szczerba.
Przypomnijmy - Gliński wczoraj (w poniedziałek 27 listopada) zgłosił projekt zmiany zapisów w statutach TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. W zmianie chodzi o to, że po przejęciu władzy przez koalicję KO, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy likwidatorami w tych spółkach staliby się z automatu członkowie zarządów spółek, czyli ludzie z obecnego rozdania. A to znacząco utrudni jakiekolwiek zmiany.
Gość TOK FM podkreślił, że sprawa mediów państwowych nie jest jedyną, o którą przed odejściem zadbał Piotr Gliński. - Wczoraj poinformowałem, że na odchodne Piotr Gliński zmienił statut Filmoteki Narodowej - Instytutu Audiowizualnego i wicedyrektorów będzie sześciu. Za rządów Donalda Tuska Filmoteka miała dwóch wicedyrektorów. Te nienażarte pisowskie gęby nawet na biednej Filmotece Narodowej próbują się jeszcze uwłaszczyć - podsumował Michał Szczerba w rozmowie z Janem Wróblem.
Gliński gmera przy TVP i Polskim Radiu. 'Te wysiłki nic nie dadzą'