,
Obserwuj
Polityka

"Pocałunek śmierci Kaczyńskiego". Błaszczak ma powody do obaw?

2 min. czytania
06.09.2024 10:37
Jarosław Kaczyński publicznie stwierdził, że Mariusz Błaszczak byłby dobrym kandydatem na urząd prezydenta. - U nas w polityce tak troszkę jest, że jak prezes zaczyna kogoś za bardzo kochać, to temu komuś jeży się grzywka - mówiła w TOK FM Ewa Pietrzyk-Zieniewicz.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

- Jak wygląda sytuacja po stronie Prawa i Sprawiedliwości, jeśli chodzi o kandydata na prezydenta? Bo wydaje się, że coraz gorzej i coraz mniej jest kandydatów - zastanawiał się w prowadzący "Pierwszy program" Filip Kekusz.

Z odpowiedzią na to pytanie pospieszyła dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego. - Nawet nie wiem, ilu ich jest, ale oni są tak przezroczyści, w sensie nierozpoznawalni, że ich może być jeszcze z piętnastu - stwierdziła gościni TOK FM. Jak dodała, nie widać, żeby w PiS rozpoczęły się jakieś prace w kierunku kreowania kandydata.

- Pan prezes ciągle się waha, zupełnie jak panienka i ten pocałunek śmierci, który ostatnio otrzymał pan Błaszczak jest rzeczywiście zdumiewający - oceniła politolożka z UW.

Jarosław Kaczyński powiedział niedawno o przewodniczącym klubu PiS Mariuszu Błaszczaku, że gdyby ich partia rządziła, byłby prezydentem. Prezes PiS chciałby też, żeby to on zastąpił go w przyszłości na czele ugrupowania.

Kaczyński stawia na Błaszczaka. Wychwalanie jak u Sienkiewicza

- Przecież takie wychwalanie przez Kaczyńskiego przypomina Sienkiewicza, ale nie byłego ministra z KO, tylko jego przodka Henryka. W "Quo vadis", kiedy Neron zawołał, że "już tylko ja i Petroniusz się rozumiemy, jesteśmy przyjaciółmi", Petroniusz pomyślał, że to zły znak. U nas w polityce też tak troszkę jest, że jak prezes zaczyna kogoś za bardzo kochać, to temu komuś jeży się grzywka - mówiła Pietrzyk-Zieniewicz.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

- Mariusz Błaszczak ma się czego obawiać? Jeden z najwierniejszych akolitów prezesa Prawa i Sprawiedliwości? - nie dowierzał Kekusz.

- Nie przesadzajmy ze słówkiem "obawiać". Chyba że bardzo chciał zostać kandydatem na prezydenta, to tu się może rzeczywiście obawiać, że nim jednak nie zostanie - odparła politolożka.

- Prezes powiedział, że pana Błaszczaka kocha, tak mówiąc lapidarnie, ale z drugiej strony, że pan prezydent to ma być wysoki, przystojny, znający języki obce, rodzinny. Do tego obrazu, przepraszam pana Błaszczaka, ale on nie bardzo pasuje. Wystarczy się przyjrzeć, chociaż z drugiej strony o gustach się nie dyskutuje - skwitowała gościni "Pierwszego programu".