Hołownia może "dobić swoją partię". Przed nim "niezwykle ryzykowna decyzja"
Szymon Hołownia nie kryje, że chciałby wystartować w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Jednak na razie sondaże nie dają mu żadnych szans na wygraną. Wskazują, że poparłoby go nie więcej niż 10 proc. wyborców. Badania opinii publicznej pokazują również, że Polki i Polacy z coraz mniejszą sympatią patrzą na jego partię Polskę 2050. W czerwcu Hołownia zapowiedział zmiany personalne i strukturalne w ugrupowaniu. - Ale czy w ogóle jeszcze istnieje coś takiego, jak Polska 2050, czy to tylko nazwa, za którą kryje się tylko próżnia - pytała Karolina Lewicka w pierwszym wydaniu podcastu "Dzieje się".
- Polska 2050 jest w bardzo trudnej sytuacji, dlatego że PSL postanowiło zaakcentować swoją tożsamość konserwatywną, a duża część elektoratu Polski 2050 ma inne poglądy (obie partie tworzą Trzecią Drogę - przyp. red.). Więc ta część wyborców może być rozgoryczona. Sam Szymon Hołownia też jest w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ musi podjąć niezwykle ryzykowną decyzję. Chodzi o start w wyborach prezydenckich. Jeśli uzyska bardzo słaby wynik, to de facto dobije partię de facto - mówiła Dominika Wielowieyska, prowadząca "Poranek Radia TOK FM".
Hołownia zagra va banque?
Dlatego - zdaniem dziennikarki - Szymon Hołownia może rozważać pójście z propozycją do premiera Tuska. Według Wielowieyskiej brzmiałaby tak: "Donald, ja jednak zrezygnuję ze startu, ale chciałbym za to być marszałkiem Sejmu do końca kadencji. Wymyślmy coś razem dla Włodka Czarzastego, żeby nie był rozgoryczony". Przypomnijmy, w umowę koalicyjną wpisano, że Hołownia będzie marszałkiem przez pierwsze dwa lata kadencji izby, a drugie dwa przypadną na tym stanowisku Czarzastemu.
Karolina Lewicka zwróciła jednak uwagę, że w tej układance musiałby się pojawić jeszcze Władysław Kosiniak-Kamysz, który również musiałby coś dostać w ramach takiego politycznego "dealu". Sam bowiem nie chce startować, a chodzi o to, by miał kogo poprzeć w wyborach. - Słyszałam, że namawiał Donalda Tuska, żeby wystawił w wyborach prezydenckich Radosława Sikorskiego. Miałby być to taki wspólny kandydat w ramach Europejskiej Partii Ludowej, bo PSL co jakiś czas sobie o tym przypomina, że jest z Platformą w tej frakcji - mówiła ironicznie dziennikarka.
- A ja słyszałem, że Platforma namawia, by wystawić Hołownię jako kandydata całej koalicji w zamian za oddanie partii Polska 2050 i wchłonięcie jej przez KO. Nie wierzę w to, ale tych wersji jest dużo - dodał Andrzej Bobiński z Polityki Insight.
Zapytał też retorycznie: "Czy Hołownia może w ogóle pozwolić sobie na to, że nie wystartuje w wyścigu o prezydenturę?". - Mam wrażenie, że nie jest świetny w budowaniu partii. To nie jest jego żywioł. Nie ma też swojego Grzegorza Schetyny, który byłby w tym dobry. Dlatego nie wyobrażam sobie, że mógłby nie wystartować w wyborach prezydenckich. Bo ta partia jest w stanie się toczyć tylko w sytuacji, gdy ma silnego frontmana. Jeśli Hołownia by nie wystartował, to nie wiem, jaki byłby pomysł na dalsze budowanie tej partii - podkreślił Bobiński.
Hołownia w potrzasku. "Co mu zostanie?"
Z kolei Mariusz Gierszewski z Radia ZET przypomniał, że marszałek Sejmu obiecał, iż po wakacjach odda funkcję szefa partii komuś innemu. Dlatego wszystko wskazuje na to, że Hołownia teraz kalkuluje: "Tutaj zrezygnuje z przewodniczenia ugrupowaniu, a być może za jakiś czas będzie musiał oddać funkcję marszałka. Więc co mi zostanie? Kim będę? Szeregowym posłem?". - Dlatego myślę, że on nie zrezygnuje oczywiście z kandydowania - prognozował.
Według Karoliny Lewickiej lider Polski2050 znalazł się w potrzasku. Bo w przyszłorocznych wyborach nie ma szans na dobry wynik, a ten zły podkopie jego pozycję nie tylko w partii, ale w rozmowach koalicyjnych z KO i PSL.