,
Obserwuj
Polityka

Członek kolegium IPN krytycznie o Nawrockim. "Nawet kot nie zamiauczy bez pozwolenia prezesa"

mm
3 min. czytania
13.01.2025 13:19
IPN nigdy nie był taki bogaty i nigdy produkcja, zwłaszcza naukowa, która z niego wychodziła, nie była tak płytka i nic nie znaczyła - ocenił w TOK FM prof. Grzegorz Motyka. Historyk ostro krytykował też prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Karola Nawrockiego.
|
|
fot. Martyna Niećko / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Prof. Grzegorz Motyka krytycznie ocenia zarządzenie Instytutem Pamięci Narodowej przez Karola Nawrockiego;
  • - IPN nigdy nie był taki bogaty i nigdy produkcja, zwłaszcza naukowa, nie była tak płytka - mówił w 'Poranku Radia TOK FM';
  • Zdaniem historyka - członka Kolegium IPN-u Karol Nawrocki wprowadził autorytarne rządy. - Wszyscy wiedzą, że nawet kot nie zamiauczy bez zgody prezesa. Chyba że to jest kot Kaczyńskiego, to wtedy może miauczeć, nawet jeść z porcelanowego talerzyka - powiedział.

 

Prof. Grzegorz Motyka należy do tych, którzy od lat krytykowali to, co działo się w Instytucie Pamięci Narodowej za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości. - IPN nigdy nie był taki bogaty i nigdy produkcja, zwłaszcza naukowa, która z niego wychodziła, nie była tak płytka i nic nie znaczyła - ocenił w 'Poranku Radia TOK FM' historyk, który jest członkiem Kolegium IPN.

Rozmówca Dominiki Wielowieyskiej zgodził się z krytyczną opinią na temat Karola Nawrockiego, jaką niedawno wygłosił prof. Antoni Dudek, który zarzucił kandydatowi na prezydenta, że wprowadził autorytarne rządy. - Potwierdzam słowa profesora Dudka. Powszechnie wiadomo, że w IPN, tam nawet kot nie zamiauczy bez pozwolenia prezesa Nawrockiego, a co tu mówić o dyrektorach oddziałów - podkreślił profesor Grzegorz Motyka.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Rządy twardej ręki w IPN. Naukowcy zwalniani za publikacje naukowe?

Gość TOK FM wspominał, że 'zaczęło się w ogóle od tego, że wyrzucono człowieka za napisanie artykułu naukowego' . Chodziło o dr Sławomira Poleszaka, który pracował w Instytucie Pamięci Narodowej ponad 20 lat.

- Teraz mamy przykład doktora Michała Siedziako wyrzuconego za napisanie książki naukowej. Jest wiele przykładów ludzi, na których właściwie de facto wymuszono, odejście. Wszystkich, którzy nie pasują do takiej narodowo-endeckiej wizji historii, powoli gdzieś tam spycha się do tego stopnia, że oni nie znajdują swojego miejsca - relacjonował historyk. Dominika Wielowieyska przypomniała, że Karol Nawrocki opublikował na Platformie X pismo od Michała Siedziako już po zwolnieniu z IPN no i 'Karol Nawrocki to zwolnienie cofnął'.

- No tak, cofnął. Zaproponowano panu doktorowi (Michałowi Siedziako - przyp. red.) przejście do pionu lustracji, co jest oczywistą, degradacją, złożono mu propozycję do odrzucenia - dodał prof. Motyka.

Polityka kadrowa w IPN

Zaznaczył też, że z jednej strony "jest fala takich wymuszonych odejść" a z drugiej strony "mamy falę przyjęć". - To jest m.in. przyjęcie zwolnionej prezes Polskiego Radia (Agnieszki Kamińskiej - red.), zwolnionego prezesa lokalnej rozgłośni radiowej, byłego wojewody pomorskiego (Dariusza Drelicha). Wojewoda jest tak świetnym merytorycznie człowiekiem, jak mi powiedziano, że może kierować flotą samochodową w IPN - podkreślił Grzegorz Motyka.

Zdaniem rozmówcy Dominiki Wielowieyskiej "taka fala przyjęć, osób związanych z partią do niedawna rządzącą Polską, stwarza wrażenie, że nie chodzi tylko o działanie charytatywne". - Odnoszę wrażenie, że wręcz za tymi działaniami stała jeszcze walka o to, żeby uzyskać nominację na kandydata na prezydenta - ocenił historyk. Prowadząca 'Poranek Radia TOK FM' przypomniała historię ujawnioną przez prof. Antoniego Dudka. Chodzi o zwolnienie trzech urzędniczek IPN-u, które zaśmiały się, kiedy podczas spotkania z pracownikami, Nawrocki mówił, że w instytucie wszyscy zarabiają bardzo dobrze.

- Nawrocki twierdzi, że on w ogóle nie ma z tym nic wspólnego i nic o tym nie wiedział - dodała dziennikarka.

- A co ma powiedzieć? Fakty są takie, że takie spotkanie było i panie się zaśmiały, że chwilę później zostały zwolnione. To są fakty, których nikt nie podważa. Rozumiem, że pan prezes po prostu odbiera to jako taką grę w udawanie, że to nie on, tylko ktoś inny podjął taką decyzję. Powtórzę, że w IPN wszyscy wiedzą, że nawet kot nie zamiauczy bez zgody prezesa. Chyba że to jest kot Kaczyńskiego, to wtedy może miauczeć, nawet jeść z porcelanowego talerzyka - podsumował prof. Grzegorz Motyka.