To ona wymyśliła Dudę? "Jeździł po leki dla jej dzieci w nocy"
- Trwa walka o Pałac Prezydencki. Jego sekrety Dominika Długosz zgłębiła w swojej najnowszej książce 'Tajemnice Pałacu Prezydenckiego';
- "Nabrałam poczucia, że nasi prezydenci to bardzo nieszczęśliwi ludzie. Już w połowie książki zaczęło mi być ich żal" - opisywała w TOK FM dziennikarka 'Newsweeka';
- Zdradziła też, jak to się stało, że Andrzej Duda został kandydatem PiS na prezydenta.
Nie warto zostać prezydentem? "Nie ma władzy, jest klatka"
Trwa kampania prezydencka. Po dwóch kadencjach Andrzeja Dudy, Pałac Prezydencki niebawem będzie miał nowego lokatora. Warto przy tym pamiętać, że jest to nie tylko miejsce pracy, ale także życia prezydenta i jego rodziny. - Jak żyć w tej klatce? - spytała Dominikę Długosz, autorkę książki "Tajemnice Pałacu Prezydenckiego" Karolina Lewicka.
- Nie wiem, czy się w ogóle da. Pisząc tę książkę, rozmawiając z kolejnymi urzędnikami i funkcjonariuszami BOR-u - pracownikami Pałacu Prezydenckiego - dochodziłam powoli do wniosku, że ładowanie się do tej złotej klatki, przy tak ograniczonych prerogatywach prezydenta i tak ograniczonym jego znaczeniu politycznym - właściwie jest zupełnie bez sensu. Nie ma władzy, jest klatka - odpowiedziała dziennikarka "Newsweeka".
Jak opisywała gościni "Wywiadu Politycznego" w TOK FM, "wchodzi tam młody człowiek pełen energii, pełen przekonania, że teraz to on będzie robił naprawdę wielką politykę i zostaje tam zamknięty, skrępowany przez własną partię, przywalony żyrandolem. I dziękuję, do widzenia - mówiła.
"Prezydenci to bardzo nieszczęśliwi ludzie"
Okazuje się, że nawet w samym Pałacu prezydent niewiele może. - Trochę nabrałam poczucia, że nasi prezydenci to bardzo nieszczęśliwi ludzie. Już w połowie książki zaczęło mi być ich żal. Nie ma się co dziwić tej ich frustracji, która prędzej czy później się pojawiała, u każdego z nich. Bo wchodzisz do Pałacu, który jest gigantyczny, dwa razy większy od Białego Domu. I nie dość, że masz tam biurko, to jeszcze masz tam łóżko, wannę, aneks kuchenny i musisz to jakoś sobie urządzić - opisywała Długosz.
I dodała, że nie da się tego zrobić tak, żeby było chociaż przytulnie. - Bo to są wielkie, wysokie pokoje z zabezpieczonymi oknami i gigantyczną przestrzenią. A ty przyjeżdżasz z tego 80-metrowego mieszkanka w Krakowie czy na Wilanowie i masz swoje meble z Ikei. No słabo to wygląda po prostu - wskazała.
Andrzej Duda, 'dzika foczka' i 'pimpuś sadełko'. 'To był horror'
Zdaniem Długosz, jednocześnie żaden urząd nie odcina aż tak od rzeczywistości. - Ta klatka jest absolutnie fizyczna i psychiczna. Nagle prezydent znajduje się w otoczeniu wyłącznie swoich ludzi, którzy mówią: "jesteś super", "jesteś najlepszy", "jesteś diamentem" - relacjonowała.
Do tego prezydent jest nieustannie chroniony. - Nie może sam prowadzić samochodu, pójść do sklepu, pojechać na wakacje. Nie może nawet sam iść pobiegać. Cały czas ma przy sobie kogoś, swoich urzędników bądź swoją ochronę. I tak przez 5 czy 10 lat. W dodatku to odcina od rzeczywistości w takim sensie, że kompletnie przestajesz widzieć dookoła siebie swoich przeciwników. Bo premier jedzie do Sejmu, spotyka na ulicy ludzi, którzy go nie lubią. A prezydent tego nie ma. I zawsze kampania wyborcza jest tym momentem, kiedy on się nagle dowiaduje, że ma przeciwników, że są tacy ludzie, którzy go nie lubią - mówiła dziennikarka.
Długosz wskazała, że dużo lepszym rozwiązaniem jest mieszkanie w Belwederze. - Belweder jest przytulniejszy, ma taras wychodzący na Łazienki, ptaki skrzeczą, zielono, jest słoneczko. Rodzina Komorowskich mieszkała w Belwederze przez całą prezydenturę. I naprawdę uważam, że to jest lepsza opcja, gdy miejsce zamieszkania nie jest połączone z pracą - oceniła gościni TOK FM.
Dla Mentzena wybory nie skończą się na pierwszej turze? 'Chce zniszczyć PiS'
Jak Andrzej Duda trafił do Pałacu Prezydenckiego?
Czasem zdarza się, że kandydat trafia do Pałacu Prezydenckiego znienacka. Tak stało się w przypadku obecnego prezydenta Andrzeja Dudy. Jak zdradziła Dominika Długosz, Duda 10 lat temu nie miał wygrać wyborów. Nikt wówczas nie spodziewał się, że może to zrobić kandydat PiS. - Więc kandydat miał być młody, fajny, zrobić dobry wynik. I podobno, tak mówi się w PiS-ie, Jarosław Kaczyński po prostu posłuchał swojej siostrzenicy, która pokazała mu Andrzeja Dudę - powiedziała.
Marta Kaczyńska miała poznać się z Dudą jeszcze, kiedy pracował u jej ojca Lecha Kaczyńskiego w Kancelarii Prezydenta. Ich stosunki miały się jednak zacieśnić po katastrofie smoleńskiej. - Wówczas on był bardzo pomocny. Bardzo wsparł Martę Kaczyńską - w taki ludzki sposób. Po prostu pokazał jej, jak się poruszać po Pałacu, jeździł po leki dla dzieci w nocy. Był mocno zaangażowany, a potem, jak przyjeżdżała na grób rodziców na Wawel, też ją bardzo wspierał w Krakowie - podsumowała Długosz.