,
Obserwuj
Kultura

Open'er chce od wolontariuszy kaucji. I nie widzi w tym nic złego. "Odwracasz wzrok i znika połowa osób"

4 min. czytania
11.05.2023 17:49
Za wolontariat na Open'er Festivalu trzeba zapłacić prawie tysiąc złotych kaucji. Według Mikołaja Ziółkowskiego, prezesa Zarządu Stowarzyszenia Organizatorów Imprez Artystycznych i Rozrywkowych oraz twórcy agencji Alter Art, to normalna praktyka. - Ta kaucja funkcjonuje od 10 lat i nigdy nie było żadnego problemu - mówił w TOK FM.
|
|
fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl

Fundacja Alter Art, związana z organizatorem popularnego festiwalu Open'er, szuka wolontariuszy do pomocy przy imprezie. Warunkiem udziału w wolontariacie ma być wpłata kaucji w wysokości 950 złotych. Jak czytamy w ogłoszeniu, w zamian "organizator zapewnia wolontariuszowi jeden ciepły posiłek w ciągu dnia, nieodpłatne miejsce na polu namiotowym oraz możliwość uczestnictwa w festiwalu w czasie wolnym".

Sprawę nagłośnił w mediach społecznościowych aktywista Jan Śpiewak. "Opener szuka niewolników, którzy za darmo będą zapierniczać i bierze za to jeszcze tysiaka kaucji xD festiwal jest organizowany przez fundację, żeby za dużo podatków nie płacić. Karnet na festiwal kosztuje 950 zł. Festiwal polskiego folwarcznego kapitalizmu" - skomentował.

Śpiewak załączył także wiadomość, która ma pochodzić od jednej z osób biorących udział w takim wolontariacie. "Byłam na tym wolontariacie lata temu. Wtedy też była kaucja - równowartość karnetu. Zgłosiłam się, bo chciałam pracować w kulturze i w mojej głowie miał być to fajny punkt w CV 19-latki. Zostałam przydzielona do strefy eko. I wiesz, co robiłam? Sprzątałam kubki po piwskach w oczojebnej pomarańczowej koszulce (...) Pijane, bogate dzieciaki traktowały nas jak gówno. Serio, chciało mi się płakać. Ale nie mogłam zrezygnować, bo wtedy nie zwróciliby mi kaucji, którą pożyczyłam od starszej siostry" - relacjonowała.

"Kłamstwo i 'gównoburza'"

W "A teraz na poważnie" w TOK FM Mikołaj Ziółkowski, prezes Zarządu Stowarzyszenia Organizatorów Imprez Artystycznych i Rozrywkowych, promotor kultury i twórca agencji Alter Art odpowiedział: "To jest po prostu kłamstwo, zbiór kłamstw". A całą sprawę nazwał internetową "gównoburzą". - Rok 2023 jest czasem, gdy taki wpis, w którym jest tyle kłamstw np. to, kto jest organizatorem festiwalu, czyli elementarna rzecz, jeszcze z jakimś odniesieniem do podatków powoduje, że wybucha taki shitstrom w social mediach, gdzie nikt nie weryfikuje faktów - stwierdził. 

Przypomnijmy, że w oświadczeniu ws. wolontariatu, wydanym przez zespół prasowy Alter Art wyjaśniono, że "Fundacja Alter Art nie jest organizatorem festiwalu, a jedynie organizatorem i koordynatorem działań wolontariackich. Festiwal organizuje zaś spółka Alter Art Festival Sp. z o.o. w ramach swojej działalności gospodarczej".

"Dla nas to jest projekt społeczno-edukacyjny"

Ziółkowski nie zaprzeczył jednak, że przy festiwalu pracują wolontariusze. Jak przekonywał, jest to jednak rozwiązanie funkcjonujące na całym świecie i chodzi w nim o "inkluzywność". - Czyli o to, że festiwal jest dostępny niezależnie od tego, czy w danym momencie jesteś w stanie zapłacić za bilet czy też nie. To jest też ta furtka. Umożliwia pójście na koncert w określonym czasie, zabawę i bycie częścią uczestników i jednocześnie świadczenia pewnej pracy w innym czasie, który jest ekwiwalentem tej części zabawowej. Wolontariat jest pewną formą pośrednią pomiędzy zakupem biletów a pracą - wyjaśniał. I nazwał to "działaniem prospołecznym".

Twórca agencji Alter Art podkreślił: "Dla nas to jest projekt społeczno-edukacyjny" i wyliczał zalety nieodpłatnej pracy. - Wolontariat w wielu krajach jest podstawą. Jest niezwykle ważny społecznie tzn. nauka, edukacja, nauczanie się pewnej pracy. To jest kultura anglosaska, skandynawska. Tam jest bardzo rozwinięta kultura wolontariatu. Nie takiego, o którym my myślimy, który odbywa się w szpitalach. Tylko to jest wolontariat kulturalny. Przecież to są często ludzie, którzy mają 18 lat, nigdy nie pracowali, my ich uczymy - podkreślił Ziółkowski. 

Przyznał także, że od wolontariuszy na Openerze pobierana jest kaucja za wolontariat. - Bo zaczęły się podszywać osoby, które tak naprawdę nie chciały być wolontariuszami, ale po prostu się zarejestrować i stać się uczestnikami. Czyli de facto oszukać. Doszło do takich sytuacji, że koordynator odwracał się i znikała połowa osób. Pojawiały się tylko pierwszego dnia, żeby dostać plakietkę, a tak naprawdę dostać darmowy wstęp - opisywał. - Ale nie ścigamy nikogo, nie robimy wielkiej afery. Trzeba tylko zapłacić równowartość biletu. Powiem więcej, ta kaucja funkcjonuje od 10 lat i nigdy nie było żadnego problemu - przekonywał przedstawiciel organizatorów.

Dodał także, że wpływ wolontariuszy na ekonomiczny bilans wydarzenia jest marginalny, bo stanowią jedynie 3 proc. osób pracujących przy imprezie. Jak mówił, te osoby zresztą same garną się do pracy przy festiwalu. - Zgłosiło się już ponad 3,5 tys. osób, rokrocznie jest 20 osób na jedno miejsce. Naprawdę nagle by się okazało, że znaleźliśmy 5 tys. niewolników? To jest po prostu kłamstwo, manipulacja, bełkot. To jest obrzydliwe, to stygmatyzowanie tych fantastycznych wolontariuszy, bo komuś się coś wydaje, kto nigdy nie był na festiwalu może żadnym w życiu, nie ma zielonego pojęcia jak to funkcjonuje, ale się wypowie - skwitował Ziółkowski.

'Pewien czas się skończył'. Organizator Open'era o robieniu festiwali w dobie inflacji