"Barbie" ocieka różem i kiczem. Jest typową rozrywką? "To świat matriarchatu, w którym Ken nie jest istotny"
"Barbie", film w reż. Grety Gerwig, miał premierę w piątek 21 lipca, a już zarobił najwięcej w historii obrazów reżyserowanych przez kobietę. W USA i Kanadzie zdominował box office z wynikiem szacowanym na 155 milionów dolarów.
Gospodarz programu "A Teraz Na Poważnie" Mikołaj Lizut podkreślił, że "choć jest tam dużo kiczu i różu, to jest to film niezwykle ciekawy artystycznie, a także w kwestii dyskursu o współczesnej kulturze, kobiecości czy wreszcie współczesnym dzieciństwie kobiet". - Stworzenie Barbie pozwoliło po raz pierwszy dziewczynce bawić sobą w przyszłości. Dziewczynka może być kim chce. Prezydentką Stanów Zjednoczonych, co jeszcze nie zdarzyło się na świecie. Może zostać naukowczynią, pilotką czy astronautką – mówił prowadzący.
- Fenomen tego filmu opiera się na tym, że jest to sentymentalna podróż do naszego dzieciństwa i to dzieciństwa, niezależnie od tego, którym pokoleniem jesteśmy. Teraz dziewczynki mogą je kupić nawet na stacjach benzynowych, w naszym regionie do 1989 roku, można je było kupić tylko w Pewexie – zauważyła gościni TOK FM Sylwia Chutnik, pisarka i publicystka.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Barbie w smutnej Polsce synonimem luksusu
Pisarka nawiązała do swojego dzieciństwa i szerokości geograficznej, w której żyjemy i wspominała, że w PRL-owskiej Polsce posiadanie Barbie kojarzyło się albo z prestiżem, bo można je było kupić jedynie "za dolary", albo z podróbką. – A jeśli już dostałyśmy tę oryginalną, to ona musiała mieszkać w naszej meblościance i na wykładzinie jeździć pożyczonym od brata samochodzikiem. Wszystko to było podróbą właśnie – zauważyła.
Przypomnijmy, że pierwsza lalka Barbie powstała w 1958 roku. Stworzyła ją Ruth Handler, właścicielka firmy Mattel, i nazwała na część swojej córki Barbary. W tamtych czasach dziewczynki mogły się bawić jedynie lalkami-bobasami, Ruth postanowiła wprowadzić nowy produkt na rynek. Współpracownicy kobiety, w tym jej mąż Elliot, kwestionowali pomysł stworzenia lalki, która będzie wyglądała jak dorosła kobieta. Handler jednak nie dała za wygraną. - W pewnym momencie z Barbie stało się coś złego, była bardzo seksualizowana, stała się też symbolem konsumpcjonizmu. Ale jednak ta ikona popkultury w sposób wspaniały zaczęła się bronić. Obroną Barbie jako ikony jest ten film - mówił Mikołaj Lizut.
Ken jest zbędny
Gospodarz programu zaproponował również bardzo ciekawą interpretację filmu. - Jak wytłumaczyła mi córka Zofia, Ken w świecie Barbie jest postacią nieznaczącą, drugoplanową. On aspiruje do bycia jej chłopakiem, ale to wcale nie jest przesądzone, że nim będzie. Ken w świecie Barbie nie jest istotny, jest po prostu dodatkiem. Można powiedzieć, że świat Barbie jest pierwszym światem przedstawionym - światem matriarchatu - wskazał Lizut. - A przynajmniej kobietocentrycznym – skomentowała Sylwia Chutnik.
Przeciwnicy wprowadzenia lalki Barbie na rynek zarzucali jej, że jest zbyt idealna – długonoga piękność o talii osy, dużym biuście, bardzo długiej szyi i wielkich oczach. Obawiano się, że wygląd i figura Barbie może wpędzać w kompleksy dziewczynki, których ciała znacznie różnią się od lalki. Obecnie w sklepach z zabawkami odnajdziemy różnorodne Barbie. Kilka lat temu firma Mattel zrewolucjonizowała rynek i stworzyła lalki o różnych karnacjach, rysach twarzy, fryzurach. Powstały również modele różniące się od standardowej Barbie proporcjami ciała - można kupić bowiem lalkę o niskim wzroście, bardzo wysoką lub tę o pełniejszych kształtach.
- Ta różnorodność została wprowadzona także dlatego, że protestowali ludzie, którzy uważali, że wciskanie małym dziewczynkom takiego nierealnego widoku kobiecego ciała jest czymś strasznym - tłumaczyła pisarka. Na co Lizut odparł, że czytał na TokToku, "że większość dziewczynek wcale nie utożsamiała się z figurą Barbie i nie był to ideał ich wyglądu. Dopiero ich zseksualizowanie przez patriarchat sprawiło, że stała się nieosiągalnym ideałem".
Sylwia Chutnik tłumaczyła, że obecność Barbie w świecie popkultury zbiegła się w czasie z drugą, trzecią i czwartą falą feminizmu. Dziewczynki dorastały u boku wyempacypowanych mam, będących pod wpływem różnych teorii feministycznych i przekazywały równościowy tok myślenia swoim córkom. - Wśród dziewczynek królowało następujące myślenie: "skoro bawię się Barbie, która ma nierealne kształty to wcale nie oznacza, że taka chcę być i nie oznacza, że wierzę, że tak kobiety wyglądają". To wszystko jest w jakimś ironicznym nawiasie, zresztą ten film nieustannie puszcza do nas oko – zauważyła pisarka, dodając, że film nawiązuje do różnych estetyk campowych, które w dużym stopniu kojarzą się z twórcami nieheteronormatywnymi. Kicz doprowadzony jest do skrajnej sytuacji. - Jest takim przekroczeniem, że staje się sztuką – dodał Lizut.
Publicystka podkreśliła, że ciekawe jest też to, na ile firma produkująca Barbie, pozwala na tę ironię. - Tu jest nawias neoliberalizmu. Śmiejemy się sami z siebie, a przy okazji firma nadal sprzedaje swoje produkty. Często zżymamy się na popkulturę licząc, że będzie kinem moralnego niepokoju w wersji sepia po godz. 22, a to nie jest po to. Warto mieć poczucie, że to jest wielopoziomowa gra – podsumowała gościni TOK FM.