Glapiński mówił dużo, ale o najważniejszym nie powiedział. Tak, chodzi o drożyznę
W październiku inflacja spadnie z 8 do 7 procent, a w połowie przyszłego roku będzie wynosiła 5 proc. - to najnowsze prognozy szefa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego. Prezes NBP mówił w czwartek, że ludzie powinni się cieszyć, ale tego nie robią. I obwiniał za to media i "pseudoekspertów", za co w piątek przepraszał wyżej wymienionych inny członek Rady Polityki Pieniężnej, Ludwik Kotecki.
Wystąpienie Adama Glapińskiego było wiodącym tematem porannego wydania magazynu "EKG" w TOK FM. I choć prezes NBP jak zwykle mówił długo, to według profesora Adama Sławińskiego, byłego członka RPP, nie wspomniał o najważniejszej rzeczy. Ostatnie prognozy NBP wskazywały, że walka z inflacją potrwa co najmniej do końca 2025 roku. Jednak tylko przy założeniu, że stopy procentowe nie będą się zmieniać. A te spadają, co - zdaniem prof. Sławińskiego - sprawi, że wysoka inflacja zostanie tu na dłużej. - Jeżeli bank niefrasobliwie obniża stopy procentowe, to pojawia się retoryczne pytanie, czy to nas przybliża do momentu osiągnięcia celu inflacyjnego czy raczej odsuwa nas to w czasie od tej chwili - mówił gość Tomasza Setty.
Ekspert zaznaczał też, że wątpliwości budzi samo cięcie wysokości stóp procentowych, co dokonało się w ostatnich dwóch miesiącach. - Pytanie, czy to właściwe posunięcie, jeśli rząd planuje zwiększać ekspansywność polityki fiskalnej - zaznaczał prof. Sławiński. Chodzi o plany rządu, który chce za rok zwiększyć deficyt budżetowy prawie dwukrotnie. W takich warunkach walka z drożyzną będzie jeszcze trudniejsza.
Inflacja powinna wynosić w Polsce około 2,5 procent, a jest nieco ponad osiem.