Samochody elektryczne na ostrym zakręcie. Dlaczego nad rynkiem elektryków zachodzi słońce?
Porozmawiajmy o zwrocie. Zwrot odbywa się na drogach właściwie powszechnie. Pierwszym dużym graczem, który wykonał zwrot na drodze, jest globalna wypożyczalnia samochodów. Amerykański Hertz ogłosił, że pozbywa się ze swojej floty jednej trzeciej aut na prąd, które z pompą kupował jeszcze dwa lata temu. Ale odwrót Hertza to tylko pierwsza cząstka problemów. Bo elektryki, które miały w kosmicznym tempie zawojować świat, znalazły się w poważnym kryzysie.
Zakup 100 tys. aut Tesli Hertz ogłosił jesienią 2021 roku. I był to największy zakup dokonany przez jednego zamawiającego. Oficjalnie ogłosił, że chce być liderem zmiany na rynku motoryzacyjnym w Ameryce Północnej.
Auta elektryczne wjeżdżały wtedy z impetem na czołówki mediów na całym świecie. Firma twierdziła wtedy, że gigantyczny zakup elektryków to odpowiedź na potrzeby konsumentów. Prawda była nieco inna. W postpandemicznym świecie samochody na benzynę stały się towarem na wagę złota. Z powodu zerwania łańcuchów dostaw mało która fabryka samochodów na świecie produkowała z pełną mocą. Na wybrany model czekało się nawet dwa lata.
Ale wypożyczalnie czekać nie mogły, "zajeżdżone" stare auta musiały wymieniać na bieżąco. Gigantyczne zamówienie złożone w Tesli było więc chwytaniem się brzytwy przez tonącego. Pomogło też firmie Elona Muska, która w tamtym czasie miała się źle. W ten sposób Hertz stał się właścicielem 100 tys. modelu Tesla 3. I zapłacił za nie w październiku 2021 roku o jedną trzecią więcej, niż zapłaciłby za ten model dzisiaj. Bo firma Muska stale tnie ceny, a skutkiem jest gwałtowny spadek wartości aut używanych. I dlatego Hertz wystawia na sprzedaż dwuletnie Tesle z przebiegiem 150 tys. kilometrów, po 20 tys. dolarów za sztukę. Płacił za nie dwa razy więcej. Zatem skoro ceny spadają, dlaczego nad rynkiem aut na prąd zachodzi słońce?
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Po wcześniejszych rekordach, w końcówce roku na rynku amerykańskim sprzedaż aut elektrycznych rosła już w żółwim tempie. Powodów jest kilka.
Po pierwsze: samochody elektryczne nawet dla Amerykanów są za drogie. Ich ceny wprawdzie spadają — o tym jeszcze powiemy, ale koszty kredytu są rekordowo wysokie. Amerykański bank centralny trzyma wysoko stopy procentowe, bo walczy z wysoką inflacją. A to znaczy, że raty kredytów też są rekordowo wysokie. I tych hipotecznych i tych samochodowych. Bo mało który Amerykanin kupuje nowy samochód za gotówkę.
Po drugie: zapał osłabł ze względów praktycznych, bo przy amerykańskich drogach, ładowarek wciąż jak na lekarstwo. A że kraj jest niemały, więc podróże bywają dalekie. Co zmienia podróżowanie autami na prąd w wielką operację logistyczną. Dodatkowo klimat elektrykom nie sprzyja, niska temperatura to mniejszy zasięg na bateriach i więcej postojów, a w USA arktyczne mrozy to ostatnio nowa norma.
Po trzecie: auta na prąd nadal są droższe niż tej samej klasy auta na benzynę i choć producenci robią, co mogą, by te ceny wyrównać to i tak bilans wciąż jest niekorzystny dla nowej technologii napędu. Sytuacja jest jeszcze gorsza, gdy wziąć pod uwagę szybki spadek wartości nowego auta po wyjechaniu nim z salonu, w ciągu pierwszych trzech lat auto traci około połowy swojej wartości. Im droższe auto, tym większa strata. Do tego jeszcze wrócimy.
Po czwarte: na rynku amerykańskim jak na wielu innych rynkach na świecie, obowiązują rządowe dopłaty do elektryków. Pełna dopłata to 7500 dolarów, czyli niemało. Ale obejmuje tylko auta z limitem ceny. A od niedawna także wyprodukowane w całości poza Chinami, bo Stany Zjednoczone prowadzą z tym państwem wojnę handlową. A to ograniczyło pulę modeli z ponad 40 do kilkunastu. A skoro o cenach mowa, to teraz będzie o ich spadku, który przeważył szalę na niekorzyść elektryków, gdy chodzi o głównego bohatera tej opowieści, czyli wypożyczalnię Hertz.
Bo gwałtowny spadek cen używanych aut elektrycznych - w tym samochodów marki Tesla - sprawił, że firma postanowiła się ich pozbyć. W biznesie, takim jak wypożyczalnie samochodów - ich niższa wycena rynkowa, to niższa wartość całej firmy. Tak było w tym przypadku i to, pomimo że zgodnie z deklaracjami producenta Tesli, auta tej marki miały być odporne na przeceny. Był to zresztą jeden z głównych argumentów, którymi Elon Musk, właściciel Tesli, przekonywał do swojej marki. Jego auta miały w trakcie użytkowania, wraz z upływem czasu drożeć. Dzisiaj obniża ceny nowych, by sprostać chińskiej konkurencji. Model numer 'Trzy' kosztuje już poniżej 35 tys. dolarów. Średnia cena auta elektrycznego spadła w USA o blisko 20 proc., wynosi niewiele ponad 50 tys. dolarów i bardzo blisko jej do średniej ceny auta benzynowego, czyli 48 tys.
Masz kawalerkę w Warszawie? Stać cię na dom w Grecji, Bułgarii, Hiszpanii, a nawet na Bali!
Samochody elektryczne. Kto korzysta na kryzysie?
Na koniec o nieoczekiwanym zwycięzcy wyścigu po elektryfikację w transporcie. To... hybryda. Bo rezerwa mniej odważnych konsumentów popycha w stronę aut, które są trochę elektryczne, a trochę nie.
Producenci widzą w tym szansę dla siebie. Bo sprzedaż samochodów hybrydowych rosła w końcówce roku w tempie dwucyfrowym. W USA ten wzrost wyniósł ponad 76 proc.. Gorzej było w Europie, ale i tutaj auta na wtyczkę i benzynę sprzedają się coraz lepiej i to pomimo agresywnego rozpychania się chińskich marek, które oferują swoje auta elektryczne po oszałamiająco niskich cenach. W sumie w Europie, w całym ubiegłym roku, niemal co drugie nowo rejestrowane auto było hybrydą lub elektrykiem.
Polska na tym tle wypada blado. Rejestrujemy trzy takie auta na 100. Czyli 13 razy mniej niż średnio w Unii Europejskiej. Dlaczego tak mało? Po prostu nas nie stać. W ubiegłym roku nowe auto elektryczne kosztowało średnio 250 tys. złotych. W Polsce więc odwrotu od elektryków nie będzie, bo niezmiennie i generalnie stoimy do nich tyłem.