Zmiany klimatu, wojny, wybory i rolnicze protesty. Efekty tego zobaczymy na talerzach
Zaczniemy od prognozy, prognozy długoterminowej, bo swoje przewidywania na temat tego, co czeka nas w pogodzie, mają klimatolodzy zajmujący się przebiegiem globalnych anomalii. Mają też ostrzeżenie: na świecie ma być w tym roku ultra gorąco. Dlaczego? Bo to drugi rok zjawiska El Niño, a z dotychczasowych pomiarów wynika, że drugi jest zwykle cieplejszy niż pierwszy. I bardziej suchy.
A już ten poprzedni zapisał się w klimatycznych annałach. Nie powiemy, że złotymi zgłoskami, ale na pewno zostanie zapamiętany, bo ubiegły rok już był najcieplejszy w historii pomiarów oraz w historii ludzkości, w ubiegłym roku naukowcy odnotowali też najgorętszy globalnie dzień i był to 6 lipca. Siedem następujących po sobie miesięcy było najgorętszymi miesiącami kiedykolwiek: czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, październik, listopad i grudzień. Historycznie upalna jesień na półkuli północnej wywróciła gospodarkę do góry nogami, ku rozpaczy niezliczonych branż od producentów guzików do zimowych płaszczy, po plantatorów ziemniaków, które dosłownie gotowały się w ziemi, zanim zostały wykopane. I wreszcie - każdy miesiąc ubiegłego roku był cieplejszy niż średnia z poprzednich 30 lat.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Było drogo. Co nas czeka?
I teraz wróćmy do naukowego modelu, który mówi, że drugi rok El Niño jest intensywniejszy niż pierwszy. I voila, już wiadomo, dlaczego producenci żywności nie mogą spać spokojnie. A to znaczy, że będziemy mieć pogodę globalnie zreorganizowaną. Katastrofalna susza we wschodniej Azji, części Afryki i w dorzeczu Amazonki. Indonezji grożą katastrofalne pożary, podobne mogą się zdarzyć na Alasce. Z powodu topnienia lodu za kołem podbiegunowym i zmiany przebiegu prądów morskich, Europę mają z kolei nękać ekstremalne burze z huraganowymi wiatrami. Plus skwar i brak deszczu tam, gdzie zwykle było go dużo i ulewy tam, gdzie przeważnie pada mało. Jednym słowem rollercoaster. A już w ubiegłym roku z powodu anomalii pogodowych rekordowo podrożała kawa i cukier, kakao i sok pomarańczowy, co źle wróży śniadaniom. To po pierwsze.
Po drugie: wojna na Bliskim Wchodzie plus wojna w Ukrainie. Dwie wojny naraz z realnymi widokami na kolejne konflikty na świecie. Każdy z nich chwieje równowagą żywnościową. Z powodu rosyjskiej napaści na naszego sąsiada towary rolne na całym świecie drożały w tempie geometrycznym. Rekordowo drogie były tłuszcze roślinne, podrożało zboże, a z nim produkcja mięsa, nabiału i jaj. Rekordowo droga energia przełożyła się na ceny z rekordową inflacją, a najmocniej w górę szły ceny żywności. Nie było kategorii, w której nie osiągnęły historycznej wysokości. Blisko dwa lata trwało, zanim globalne indeksy cen żywności zaczęły skręcać w dół.
Ten radosny dla konsumentów zwrot może się jednak zatrzymać, bo z powodu pirackiej blokady jednej z najważniejszych dróg morskich żywność musi jeździć po świecie objazdem. A jest jej tyle, że nikt nawet nie myśli o transportowaniu jej samolotami. I dlatego owoce czy warzywa z Azji do Europy będą podróżować o połowę dłużej. O ile imbirowi ten objazd nie zaszkodzi, o tyle gorzej będą się mieć na przykład winogrona, które o tej porze roku do Europy przyjeżdżają z Indii. I nie mogą cierpliwie czekać na krzewach, aż sytuacja na morzu się unormuje. Na dodatek z powodu historycznej suszy na drugiej półkuli częściowo zamknięto Kanał Panamski. Światowy handel żywnością ma więc nie jedną przeszkodę, ale dwie. Każda rozmiaru transoceanicznego przekopu. I dlatego dla producentów i konsumentów sprawa jest jasna: będzie drożej. A to i tak przecież nie wszystko.
Bo po trzecie wybory. Tak jest: wybory. Rok 2024 to największy rok wyborczy w historii demokracji. Do urn pójdzie blisko 4 miliardy ludzi, czyli połowa ludzkości. W tym Indonezyjczycy, Hindusi, Amerykanie, Rosjanie, Brytyjczycy, Litwini czy Meksykanie. Wybory odbędą się w 40. krajach, w tym najludniejszych na świecie.
Wyniki kilkunastu z nich zmienią na dłuższy czas globalną gospodarkę. Indyjskie decyzje polityczne już zablokowały swobodny handel ryżem i podniosły jego ceny na całym świecie do poziomu najwyższego od kilkunastu lat. Podobnie było z cebulą w Indonezji, gdzie zabroniono jej eksportu, gdy z powodu nieurodzaju to pospolite warzywo podrożało najmocniej w historii. Czy olejem palmowym, którego braki doprowadziły do podwyżki cen innych olejów roślinnych i jeszcze jeden przykład wyborczy: to Argentyna, gdzie polityka rolna nowego prezydenta podniesie eksport zbóż o ponad połowę. A już dzisiaj rynek zmaga się nadmiarem ziarna z Rosji i spadkiem cen aż o jedną piątą w ubiegłym roku. Niewykluczone więc, że tańszy chleb będziemy w tym roku zawdzięczać argentyńskim wyborcom, którzy po latach postanowili się rozstać z gospodarką centralnie sterowaną i najszybszym na świecie wzrostem cen, dzięki czemu nieco więcej zostanie na obiad poza domem, przynajmniej od czasu do czasu.
Jak nie susza, to piraci. Morskie autostrady stoją, a trampki z Chin płyną dłużej i drożej
Bunt europejskich rolników
I na koniec po czwarte: wielki gniew w Europie. To jedyny czas w roku, gdy producenci tego wszystkiego, co ląduje na talerzach, mogą opuścić pola i stanąć na drogach, blokując dojazd na przykład do Berlina czy Hamburga, albo Paryża lub Brukseli. A jeszcze wcześniej niemal całą Holandię oraz granicę polsko-ukraińską wraz z przyległościami.
O co im chodzi? O politykę rolną całej Unii Europejskiej, ale też o coś, co nazywają nieuczciwą konkurencją zagraniczną. Przy czym Francuzom chodzi o Hiszpanów, Niemcom o Polaków, a Polakom o Ukraińców. Ci ostatni są wprawdzie poza Unią Europejską, ale z powodu wojny mają w Europie w otwarty rynek. Wszyscy domagają się zmiany, a sytuacja jest szczególnie nieciekawa we Francji, która jest największym producentem żywności na kontynencie. I największym eksporterem.
Na koniec jedna dobra wiadomość. W Polsce pada i pada. Mocniej niż zazwyczaj o tej porze roku, a hydrolodzy na razie nieśmiało mówią o uldze. W polu i prawdopodobnie także w kieszeni. Przynajmniej na chwilę.
Wielki chiński statek płynie do Europy. Czy wiezie wyrok śmierci na naszą motoryzację i Izerię?