Ceny złota wystrzeliły. Padł historyczny rekord. Wiemy, co za tym stoi
Ten artykuł będzie o rekordzie wszech czasów króla i szybko rosnącym nieco uboższym królewiczu. Czyli o złocie i srebrze, na którym trwa mocny ruch w górę, niektórzy analitycy mówią, że hossa, inni, że hossa to dopiero może nadejść. Złoto pobiło historyczny rekord swojej wartości, z łatwością przebijając niewidziany nigdy poziom 2300 dolarów. Do łask inwestorów wraca też srebro, które jest najdroższe od dwóch lat. Co pompuje wartość obu kruszców?
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Tak drogo jeszcze nie było. Wyjaśniamy powody
Zaczniemy od złota i zastanowimy się nad powodami jego dobrej passy w ostatnim czasie. Pierwszy powód wydaje się oczywisty: złoto uważane jest za bezpieczną inwestycję na trudne czasy. Jeśli kierować się tym stwierdzeniem, na wykresie notowań złota widać, że trudne czasy mamy od lat: pandemia, później wojna w Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie - za każdym razem jak trwoga, to do złota. Ale takie wyjaśnienie jest tylko częściowe. Bo powodów do wzrostu cen jest znacznie więcej. Drugi, równie ważny, leży w bankach centralnych, które w złoto zbroją się na potęgę. Cały czas uważają złoto za doskonały sposób do trzymania rezerw walutowych.
'Podnosi ciśnienie'. Po pracy w Biedronce idę na kozetki do 'zetek'. Wiemy, co słyszę
W czołówce banków kupujących kruszec jest Narodowy Bank Polski, który w zeszłym roku kupił 130 ton złota i na zakupach jest cały czas - tylko w marcu najprawdopodobniej była to kolejna tona, a łącznie w skarbcach NBP leży prawie 360 ton. Gigantyczny apetyt na złoto ma bank Turcji czy chiński bank centralny, który w zeszłym roku pobił światowy rekord, kupując 225 ton! I przy Chinach na chwilę się zatrzymajmy, bo tam leży jeszcze trzeci powód wzrostów cen złota.
Bo nie tylko tamtejszy bank centralny, również chińscy obywatele, którzy - i tu cytat z analityka Bloomberga -
"desperacko chcą kupować aktywa niepowiązane z ich własną gospodarką i giełdą, które znalazły się w rynsztoku".
Bo rzeczywiście - chińska giełda znalazła się na dnie, a tamtejsza gospodarka ma poważny problem. A inwestorzy szukają możliwości zarobku - taka ich natura. I dlatego rzucili się na złoto. Ale przed nami czwarty powód mocnych wzrostów cen królewskiego kruszcu.
Ten powód znajduje się po drugiej stronie globu, w zaciszach gabinetów amerykańskiego banku centralnego, czyli Rezerwy Federalnej. Fed twardą ręką trzyma stopy procentowe na wysokich poziomach, ale ich obniżki nadchodzą już wielkimi krokami. Rynki to wiedzą i wiedzą, że razem z obniżką stóp spadnie rentowność obligacji, mniej będzie opłacało się trzymanie pieniędzy w dolarach i amerykańskich papierach i w tej sytuacji wchodzi - całe w blasku - złoto, które chętnie przejmuje te pieniądze.
I jeszcze piąty powód, nazwijmy go - psychologicznym. Bo skoro inwestorzy widzą tak potężny popyt ze strony wielkich światowych instytucji - a banki centralne kupują złoto bez patrzenia na jego cenę - to chcą wyprzedzić przyszłe zakupy, które cenę mogą dalej windować. I wolą mieć w portfelu złoto, skoro inni też je na potęgę kupują. Takie zjawisko ma nawet swoją specjalną nazwę - FOMO, czyli "fear of missing out", a więc strach przed byciem pominiętym. W ten sposób nakręca się popyt, a kiedy popyt rośnie - rośnie też cena.
W pogoni za złotem. Dobry czas dla srebra
W ostatnim czasie uwagę inwestorów przyciąga trochę uboższe, trochę mniej spektakularne, ale znów pożądane - srebro.
Srebro ma za sobą udane ostatnie tygodnie, w trakcie których urosło do poziomów najwyższych od dwóch lat. Co prawda do historycznych rekordów sporo mu jeszcze brakuje, ale ruch jest wyraźny. Tym wyraźniejszy, jeśli przypomnimy sobie, co działo się ze srebrem na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza.
Dwie spektakularne hossy, jedna nawet na krawędzi spekulacji, które w latach dwutysięcznych wystrzeliły notowania w kosmos. Ten kosmos to historyczny szczyt na poziomie 50 dolarów za uncję, ustanowiony w 2011 roku. Po czym balon pękł z hukiem. Srebro staczało się w otchłań - z 50 dolarów za uncję do 15 dolarów za uncję. Strat nie odrobiło do dziś, bo dziś dociera do 30 dolarów za uncję.
Skąd zatem wynika to przebudzenie tego kruszcu w ostatnich dniach? Owszem, srebro można uważać za tańszy odpowiednik złota - jeśli inwestor nie ma pieniędzy, żeby kupić drogie złoto, może inwestować w tańsze srebro. Ale inwestycje, to tylko połowa światowego popytu na ten kruszec. Druga połowa jest znacznie ważniejsza i to ten powód przede wszystkim stoi za ostatnimi wzrostami. Bo srebro jest surowcem przemysłowym. Jest obecne w urządzeniach, które właśnie was otaczają. W telefonie, kuchence mikrofalowej, w klawiaturze komputerowej, w przewodach, włącznikach, w stykach, w panelach fotowoltaicznych, w lustrach, łożyskach - na tej liście jest około 10 tysięcy zastosowań, wśród nich także w waszych samochodach - w każdym z nich jest nawet 50 gramów srebra. Przemysł ma za sobą trudny czas recesji w czasach wysokiej inflacji - kiedy rosły koszty produkcji, której nie było komu sprzedać, bo w kryzysie kosztów życia cięliśmy wydatki, gdzie tylko się dało. Teraz powoli je odmrażamy, w związku z tym przemysł na nowo na świecie budzi się z letargu i wraz z ożywieniem produkcji rośnie zapotrzebowanie na srebro. Powiedzieliśmy, jak jest, więc na koniec zastanówmy, się jak może być?
Perspektywy wydają się całkiem niezłe. Dla srebra, wraz z wracającą do życia produkcją w przemyśle. Dla złota, bo popyt na nie jest ogromny jak świat długi i szeroki - są nawet analitycy, którzy widzą 5 tysięcy dolarów za uncję złota - to ponaddwukrotnie więcej niż teraz. To może rozbudzać nadzieje inwestorów, ale ta droga - jeśli rzeczywiście w ogóle zaprowadzi do tego celu - nie będzie łatwa i prosta i będą się na niej pojawiały wyboje, korekty, wzrosty i spadki. Przy czym trzeba pamiętać, że inwestycja w te kruszce to nie szkatułka ze złotą i srebrną biżuterią po babci, którą można schować w szufladzie.