Ostry zjazd złotego, zimny prysznic dla giełd. Na rynkowej imprezie przyszło otrzeźwienie
To będzie odcinek o strachu, jaki przeleciał przez światowe rynki. Nie ominął ani giełd, ani polskiego złotego. Choć na początku wydawało się, że strach miał wielkie oczy, to okazał się całkiem realny, tym bardziej że powodów do niego przybyło. Dlaczego złoty zaliczył ostry zjazd, w ciągu zaledwie kilku dni wymazując mozolnie wypracowywane zyski? I dlaczego na giełdach coraz głośniej pada pytanie o kondycję hossy?
Początek tej historii leży na Bliskim Wschodzie, to eskalacja konfliktu izraelsko-irańskiego. Po izraelskim ataku na irański konsulat w Damaszku Teheran przeprowadził odwet. Wysłał na Izrael setki dronów i pocisków. Niemal wszystkie zostały zestrzelone, więc atak Iranowi się nie udał. I wtedy rynki, patrzące w napięciu na te wydarzenia, odetchnęły. Ale to nie znaczy, że konflikt jest zażegnany, bo teraz to Izrael zapowiada odwet, a rynki znów patrzą z narastającym niepokojem w tamten zakątek świata. I odwracają się od tak zwanych ryzykownych aktywów, a takimi są na przykład giełda, albo waluty krajów takich jak Polska.
Nie tylko Bliski Wschód. Cios dla światowych rynków
W tym samym czasie, w którym rośnie izraelsko-irańskie napięcie, seria ciosów spadła na rynki z zupełnie innej strony. Ze Stanów Zjednoczonych, a dokładniej od tamtejszych statystyków. Najpierw okazało się, że amerykańska inflacja odbija bardziej, niż się tego spodziewali ekonomiści. Później, że Amerykanie poluzowali swoje wydatki i sprzedaż detaliczna wzrosła mocniej od oczekiwań. Największa gospodarka świata jest więc w zaskakująco dobrej formie. A to wszystko oznacza, że stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych mogą nie zacząć spadać tak szybko, jak chciałyby tego rynki.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty.
Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Bo najpierw oczekiwały obniżki w marcu, później w połowie roku, teraz już po wakacjach, albo nawet późniejszą jesienią. A są nawet analitycy, którzy prognozują, że zamiast oczekiwanego cyklu obniżek możemy zobaczyć wręcz podwyżkę stóp. A to wszystko oznacza, że przy historycznie wysokich stopach procentowych wciąż opłaca się inwestować w dolara i powiązane z nim amerykańskie obligacje. Które dodatkowo uchodzą za dość bezpieczną przystań, więc przy bliskowschodnich niepokojach wartość dolara rośnie.
Światowe wstrząsy i kłopoty złotego
Mocniejszy dolar to fatalna informacja dla polskiego złotego, który w ostatnich dniach przeżył prawdziwy horror. Dolar w tydzień zdrożał o prawie 20 groszy. Złoty, razem z brazylijskim realem, w kwietniu stracił na świecie najwięcej. I to nie tylko kwestia niepokoju na Bliskim Wschodzie czy stóp procentowych w największej gospodarce świata, ale - paradoksalnie - złotemu zaszkodziło też to, co miało wynieść go na szczyty.
Czyli pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Nie dość, że nie było spodziewanej dobrej reakcji na pierwszy przelew z Brukseli w ramach KPO, to był gwałtowny zjazd. Dlaczego? Ekonomiści ING tłumaczą, że inwestorzy pozbywają się złotego po zapowiedzi, że unijne pieniądze nie muszą być wymieniane na złote, a finansowanie niektórych inwestycji będzie bezpośrednio w euro. Co złotego nie umocni. Choć, jak zauważają, na ogół takie okresy słabości złotego nie trwały długo.
Jednocześnie kubeł zimnej wody wylał się na rozgrzane hossą głowy giełdowych inwestorów. Główne amerykańskie indeksy po serii rekordów początku kwietnia nie zaliczą do udanych. Wstrząsy są też na warszawskim parkiecie, choć analitycy mówią, że po tak długim okresie hossy można było spodziewać się korekty. Nic przecież nie może rosnąć cały czas. Pytanie teraz tylko, czy taka korekta zagości na rynkach dłużej, czy przerwa we wzrostach będzie chwilowa. A jaki z tego wszystkiego morał?
Że po każdej rynkowej imprezie - a z taką mieliśmy do czynienia w ostatnich tygodniach - przychodzi otrzeźwienie. Zwłaszcza w tak niepewnych czasach, jak teraz, kiedy splot negatywnych dla rynków wydarzeń, podparty strachem inwestorów, przynosi mocne tąpnięcie.
Złoto wystrzeliło. 'Pęknie' granica 3000 dolarów za uncję?
O skali rynkowych niepokojów niech świadczy wystrzał cen złota. Wiecie już, że dla inwestorów w miarę bezpieczną przystanią są dolar i amerykańskie obligacje. Ale tym, na co rzucają się w naprawdę trudnych czasach, jest złoto, które w szybkim tempie zbliża się do psychologicznego progu 2400 dolarów. To najwięcej w historii i to w chwilę po tym, jak w ostatnich tygodniach pobijało poprzednie rekordy. Co więcej, jeden z amerykańskich banków inwestycyjnych widzi w perspektywie kilku miesięcy cenę 2700, a nawet 3000 dolarów za uncję! Popyt na złoto na świecie jest ogromny zarówno ze strony inwestorów, jak i banków centralnych, które zbroją się w kruszec na potęgę. A skoro jest popyt, to rośnie cena.
'Wojna Izraela z Iranem byłaby fantastyczną wiadomością'. Ekspert wskazał dla kogo
Na koniec zostawiamy to, co w tej historii jest najciekawsze. Najspokojniej na sytuację na Bliskim Wschodzie na razie patrzy najbardziej uzależniony od niej rynek ropy naftowej, która wręcz staniała. To dla nas wszystkich dobra informacja, jeśli brać pod uwagę wzrosty cen paliw. Choć kluczowe mogą okazać się tu słowa "na razie".