advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Naftowi giganci strzelają sobie w kolana. To dla nas świetna wiadomość!

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
08.06.2024 15:03
Najwięksi z kartelu państw eksporterów ropy naftowej OPEC+ właśnie postanowili grupowo strzelić sobie w kolano. Wprawdzie przedłużyli obecne limity wydobycia ropy naftowej, ale drobnym druczkiem w swojej decyzji zasugerowali, że będą mogli stopniowo zwiększać produkcję. W efekcie cena ropy naftowej wyraźnie spadła.
|
|
fot. foto: Envato

To będzie opowieść o starciu gigantów z rynkiem oraz o ich porażce, która już wprowadziła świat w dobry nastrój, bo daje nadzieje na inflacyjną ulgę i tańszy kredyt, a dla gospodarek więcej możliwości rozwoju.  Przyczyny tej porażki poszukamy w kraju, który reklamuje się wielkimi planami budowy futurystycznych miast przyszłości, a za fasadą tych planów ukrywa niepokój o swoją finansową potęgę. Wszystko to może przynieść ulgę tankującym benzynę i planującym własne mieszkanie. 

Rynek ropy to gra

Ta historia zaczyna się, gdy państwa produkujące ropę naftową, należące do organizacji OPEC+ zarządziły u siebie "dobrowolne" cięcia wydobycia. Na czele organizacji stoją Arabia Saudyjska i Rosja. To ważna dla tej opowieści informacja, o czym za chwilę, ale najpierw o samych cięciach. Ich wielkość wprowadzano etapami do jesieni ubiegłego roku i miały obowiązywać czasowo. Potem systematycznie je przedłużano. W sumie ograniczenie produkcji to około 6 procent globalnego wydobycia. Czemu ma służyć? Teoretycznie podniesieniu cen na świecie. Ale tylko teoretycznie. I teraz o tym, dlaczego część naftowych potentatów postanowiła sobie grupowo strzelić w kolano. Bo z logicznego punktu widzenia mniejsza produkcja to mniej gotówki ze sprzedaży.

Rynek ropy to gra pomiędzy kupującymi a sprzedającymi, plus rynek emocji związanych z globalnymi konfliktami i możliwością transportu oraz kondycją światowej gospodarki wraz z postępem technologicznym. Im więcej towaru na rynku, tym taniej. Chyba że jednocześnie gospodarka kręci się coraz szybciej, a energożerne branże potrzebują coraz więcej paliwa.

Tym drożej, im więcej na świecie konfliktów, w tym przede wszystkim w rejonach, w których wydobywa się surowiec. Tym drożej, im więcej zakazów w handlu, jak te obowiązujące wobec wydobywających ropę: Iranu, Wenezueli czy ostatnio Rosji. Tym drożej, im bardziej producenci na ochotnika tną produkcję. Tym taniej, im gorsza kondycja ekonomiczna świata, a przemysł i transport przestawiają się na inne niż nafta źródła energii lub gdy państwa, które mają gigantyczne zapasy surowej ropy i gotowego paliwa, zwalniają je z magazynów. To przypadek amerykańskiej gospodarki, która równoważyły wzrost cen ropy wyprzedażą swoich zasobów i zwiększeniem wydobycia u siebie. Bo droga ropa to też droga benzyna, droga anergia i drogi transport. Czyli wysoka inflacja.

OPEC+ rzucił ręcznik na matę

Wprowadzone przez Arabię Saudyjską i Rosję limity wydobycia miały ceny podnieść. Z ich kalkulacji wynikało, że produkując mniej, zarobią więcej. Celem minimum było utrzymanie ceny nie niższej niż 80 dolarów za baryłkę. W wariancie optymalnym miało to być 100 dolarów. Naftowi potentaci mieli nadzieję, że do okrojonej sprzedaży stanie kolejka, która... nie stanęła. Cena baryłki ropy utrzymuje się wciąż znacznie poniżej oczekiwanego przez Saudyjczyków i Rosjan poziomu. I tylko raz od chwili wprowadzenia limitów, w kwietniu ubiegłego roku, przekroczyła 90 dolarów. Stało się to po izraelskim ataku rakietowym na placówkę dyplomatyczną Iranu w Syrii.

Dzisiaj ropa jest najtańsza od początku lutego, prawie 15 procent tańsza niż dwa miesiące temu i tylko o niecałe 4 procent droższa niż przed rokiem. W ten sposób masa oporu przekroczyła masę naporu, a OPEC+ rzucił ręcznik na matę i zrobił w tył zwrot. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Grupa państw producentów pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej i Rosji ogłosiła porozumienie, które teoretycznie na papierze przedłuża obowiązywanie ograniczeń. Ale po lekturze drobnego druku sprawa wygląda zupełnie inaczej. Na mocy czerwcowego paktu członkowie OPEC+ będą mogli stopniowo zwiększać produkcję i to już od października. Znaczący wzrost wydobycia ma nastąpić w przyszłym roku. Po tym ogłoszeniu cena ropy nieznacznie spadła. Eksperci są zdania, że na razie pozostanie, jak jest, czyli niewiele taniej, a na pewno nie drożej.

Dla producentów na dłuższą metę to czysty zysk. Zarobią więcej, bo będą mieć więcej do sprzedania. Świat zyska więcej inflacyjnego oddechu, bo ceny paliw to składowa wszystkich innych cen. A to z kolei dobra wiadomość dla właścicieli kredytów. Niższa inflacja to większe prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych i niższe raty. Dla biznesu to tańsze pożyczki i możliwość rozwoju, a także grubsze portfele konsumentów. Ale nie wszędzie z tego powodu strzelają korki od szampana.

Trzymajmy kciuki za saudyjskie zamki na piasku

Za naftową woltą stoi Arabia Saudyjska. Jeden z największych na świecie producentów ropy, całą swoją gospodarkę opierał o wydobycie i petrodolary. Ale do czasu, bo strumień zaczął systematycznie wysychać. Po pierwsze: świat przestawia się na odnawialne źródła energii, elektryfikuje transport i chce go napędzać prądem produkowanym ze słońca i wiatru. Po drugie: światowa gospodarka nie kręci się tak szybko, jakby życzyli sobie producenci paliw. Po trzecie: liczba mieszkańców królestwa Saudów w ciągu ostatnich czterech lat wzrosła prawie o 100 procent. Z 18 milionów w 2020 roku zrobiły się dzisiaj 34 miliony, głównie przyjezdnych z sąsiedniego Jemenu, w którym toczy się wojna. A to problem dla budżetu, bo więcej mieszkańców to większe stałe wydatki. I po czwarte: Saudyjscy rządzący wydają pieniądze, jakby miało nie być jutra. Na budowę złoconych fasad, na futurystyczne projekty urbanistyczne jak miasto linearne bez ulic i samochodów. Ale również na kluby piłkarskie, których misją jest podbój sportowego świata.

Na sfinansowanie ekstrawagancji, które mają zmienić kraj, Saudyjczycy potrzebują góry gotówki. Nie zapewni jej ograniczona produkcja taniej ropy. Podobnie jak wyprzedawanie po kawałku jednej z największych firm na świecie, czyli saudyjskiego, naftowego Aramco, które zresztą znamy z zupełnie innej, krajowej opowieści.

Saudyjczycy chcieli zadziwić świat. Sztandarowy projekt tonie w piachu

Na koniec zaczynamy trzymać kciuki za saudyjskie zamki na piasku. Dosłownie. Bo swoje miasta przyszłości za biliony dolarów Arabia Saudyjska chce budować na pustyni. Im bardziej chce budować, tym bardziej będzie potrzebować stałego strumienia petrogotówki. Im bardziej będzie zwiększać wydobycie, tym bardziej ropa nie będzie drożeć. Co może przynieść, choćby niewielką, ulgę polskim kierowcom.