"Damian, zostaw broń". Masakra w zakładzie karnym w Sieradzu oczami negocjatora [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Fragmenty rozdziału "Siedemnaście minut, które trwały kilka godzin" pochodzą z reportażu "Negocjatorzy policyjni. Zawsze chodzi o życie" autorstwa Radomira Wita. Książkę wydaną nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka możesz kupić tutaj.
(...) Był poniedziałkowy poranek.(...) W pewnym momencie do palących papierosy przychodzi zastępca dyżurnego. Wparował do środka zdecydowanym krokiem. Patrzy na Balcera i mówi: "Krzysiek, chyba będzie robota, chodź".
- Usłyszałem, że w Sieradzu, w zakładzie karnym, doszło do strzelaniny. (...) Zacząłem dzwonić po ludziach. Telefon do Pawła, bo wiedziałem, że jest na służbie. Wydzwaniam go - akurat od rana jeździł z kierowcą w patrolu. Dzwonię do Ani - pracowała w wydziale prewencji. Mamy już dwie osoby zapewnione, obie szkoliłem na kursach jako prowadzący, więc wiedziałem, czego mogę się po nich spodziewać. (...)
- Rozumiem, że cały czas w drodze na miejsce otrzymujecie najświeższe informacje o tym, co się dzieje w Sieradzu.
- Tak. W okolicach Zduńskiej Woli, czyli kiedy przejechaliśmy jakieś dwie trzecie drogi, okazuje się, że napastnik z Sieradza w dalszym ciągu strzela. Trafił co najmniej jednego policjanta, który jest ranny, nie wiadomo, czy żyje. To rzuca zupełnie inne światło na sytuację. Wiemy, że strażnik ma na wyposażeniu broń wojskową, karabinek kbk.
'Wskoczyła z rozmachem i połamała mu klatkę'. Szokujące historie z obdukcji
- Krótko mówiąc, potężna siła rażenia.
- Broń do zabijania, miałem taką w wojsku. Bardzo celna, świetna. Kamuflowane kamizelki kuloodporne nie dawały pełnego poczucia bezpieczeństwa. Do tego mieliśmy zaledwie jeden hełm kevlarowy na wyposażeniu.
- Jeden na cały zespół?
- Tak. I tylko dlatego, że jakoś go wydębiłem. (...)
Balcer i jego zespół dochodzą do budynku administracji, chcą dostać się na szczyt. (...) Minęła godzina od momentu, gdy otrzymali informację o zdarzeniu i zostali wezwani do akcji. Kładzie przede mną kolejne mapy i zdjęcia.
- Dochodzimy do budynku administracji. Tam stoi karetka. Zauważamy też przestrzeliny w szybie policyjnego samochodu. Myślałem, że napastnik strzelał ogniem ciągłym, ale balistycy wyprowadzili mnie z błędu. "Stary, jak by to był ogień ciągły, to już szkło byłoby poszatkowane. On strzelał metodycznie, raz za razem, ogniem pojedynczym. Jest po przeszkoleniu snajperskim w wojsku, chciał być komandosem. Wiedział, co robi". Docieramy na tyły budynku. Widzę chłopaka przykrytego prześcieradłem, kierowcę, to w jego stronę padł pierwszy strzał. Jak uruchomił silnik, dostał w szyję z lewej strony, pocisk wyszedł prawym biodrem. Liczę w myślach: to już drugi. Potem widzę trzeciego, sądziłem z początku, że to aresztant, taki miał ubiór, ale nie. Widać było trochę krwi, niewiele. Miał niesamowitego pecha, jeszcze żył. Pojawiły się jakieś pretensje, że za długo trwa interwencja, że należało szybciej działać. Ale my przecież dotarliśmy najszybciej, jak to było możliwe.
- Straszne musiały być te obrazy i poczucie bezsilności. Przyjeżdżacie, a na miejscu już tyle ofiar.
- Niestety. Jest też czwarty chłopak. Leży w przedsionku. Tragedia. W każdym razie wiem, że muszę natychmiast rozpocząć negocjacje. A żeby to zrobić, trzeba jakoś nawiązać kontakt.
Dlaczego w Polsce teorie spiskowe mają wziąć? 'Historia nauczycielką życia?' [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Zastępca dyrektora więzienia powiedział nam, że jedyna droga w pobliże wieżyczki, gdzie zamknął się napastnik, prowadzi przez drzwi i przedsionek, w którym leży czwarta ofiara. No i sobie wyobraź: leży chłopak, ja go zresztą znałem, może nie blisko, ale znałem, leży na wznak, nieprzykryty, bo nikt nie miał czasu ani głowy, żeby się tym zająć, w kałuży krwi. Oczy otwarte, patrzy na ciebie, a ty musisz przejść nad nim, bo inaczej się nie da.
- I nie możesz się zatrzymać. Jesteś na linii strzału, jak rozumiem?
- Widzisz, jaki jest efekt pojawienia się w oknie, i masz świadomość, że wejdziesz na schody, gdzie może cię spotkać to samo, bo napastnik cię widzi, jak idziesz schodami na półpiętro… Na dodatek za każdym razem, jak skręcasz, jesteś do niego plecami. A my musieliśmy tę drogę jakoś pokonać; szedłem ja, Ania i zastępca dyrektora więzienia. Na szczęście napastnik nie strzelił, a myślę, że nas widział. (...)
- (...) Wieżyczka była dosłownie jak bunkier. To są betonowe ściany obite kaflami. On się tam absolutnie nie wychylał, taki skurczony siedział lub kucał. Ja widziałem połowę nogi, zgięte kolana, kawałek lufy karabinu i fragment twarzy. Nic więcej. Nawiązuję z nim kontakt. Mówię: "Damian - wiedziałem, że miał na imię Damian. - Damian, ja jestem Krzysiek, pomogę ci wyjść z tego problemu. Odłóż broń, zejdź na dół, pomogę ci wyjść". (...)
Były influencer: U terapeuty słowo 'zasięgi' pojawia się częściej niż 'ja' [FRAGMENT KSIĄŻKI]
- Mimo że możesz go nienawidzić za to, co zrobił, musisz powiedzieć, że chcesz mu pomóc?
- Tak. I nie tylko powiedzieć, ja naprawdę muszę chcieć pomóc. Nienawidzić mogę go później, na razie musi żyć i nie może zastrzelić nikogo więcej, to jest mój cel. Przełączasz taki prztyczek za uchem i zaczynasz działać, bo inaczej byś tego nie mógł robić. Wiadomo, taka sytuacja to kłębowisko emocji, więc robisz z siebie coś w rodzaju robota i jedziesz. (...) Mówię: "Damian, odłóż broń, zejdź na dół, pomogę ci wyjść z tego problemu". (...) Mam cały wachlarz możliwości: czy powiedzieć mu, że jestem negocjatorem, czy podać mu nazwisko, wspomnieć, że jestem policjantem; wszystko zależy od tego, czego on oczekuje. W tamtej sytuacji nie było jednak żadnej reakcji. Zwróciłem się do niego: "Damian, ja muszę wiedzieć i mieć pewność, że mnie słyszysz i rozumiesz".
- A swoją drogą, na taką odległość to chyba musiałeś krzyczeć?
- Mówiłem głośno, dzieliło nas jakieś dziesięć metrów. Dookoła cisza, bo wszyscy się wsłuchiwali. (...) I nagle słyszę taki zwierzęcy wrzask: "Aaaaaaa!". Znowu mówię do niego to samo: "Damian, zostaw broń, zejdź na dół", on znowu wydaje ten krzyk. "Damian, zostaw broń, zejdź na dół". W pewnym momencie słyszę: "Za***cie mnie, skończyło się! Co ja odj****em?!". To są jego słowa. (...) Powiedział, że nie ma rodziny. (...) "Zajebiecie mnie", tak jakby się bał, że jeżeli wyjdzie, to my go odpalimy, czyli tego typu mieszanka uczuć była u niego widoczna.
- Chyba wpadł w panikę?
- Tak jakby się tłumaczył: coś mi kazało, coś mi kazało. Że niby słyszał jakiś wewnętrzny głos. To się później przewijało przez cały proces sądowy. Myśmy się nigdy do końca nie dowiedzieli, ani rodzina, ani sąd, ani ja, co tak naprawdę było powodem.
- Co mu odpowiadasz?
- Mówię: "Zostaw broń, zejdź na dół, pomogę ci wyjść". (...) Odwracam się, a obok mnie, na schodach, stoi dwóch szturmowców, którzy niosą tarczę balistyczną, taką ciężką, trzydziestoparokilogramową. Jak się później okazało, nieśli ją snajperowi na dach, żeby miał dodatkową osłonę. Tak więc idzie dwóch, jeden niesie tarczę, drugi z bronią gotową do strzału, ja ich poczułem, mimo że ich nie widziałem, ale Damian z pewnością ich widział. I on wtedy wstaje z bronią. To trwało zaledwie moment, ale wiedziałem, co będzie robił.
- Zniweczyli twoją pracę?
- Tak, ale musieli jakoś przenieść tę tarczę do snajpera, a to była jedyna droga. (...) Już wiedziałem, że Damian będzie strzelał. Zdążyłem tylko przycisnąć Anię do ściany i sam się do niej przytuliłem, a od okna do ściany było tyle, taki paseczek, i padł strzał. Zanim go usłyszałem, najpierw go poczułem, bo był taki podmuch powietrza, a później dopiero rozległ się huk, i kurczę, to niby trwa ułamki sekund, ale można to dokładnie oddzielić w czasie. Już po wszystkim balistycy, po tym, jak wydłubali ten pocisk ze ściany, stwierdzili, że minął nas o jakieś osiem centymetrów.
- Szans byście nie mieli.
- Gdybym się nie cofnął, tobym dostał centralnie.
- I to byłby koniec.
- Tak, byłoby po mnie. I pewnie po Ani, bo stała tuż za mną.
- Co dalej się wydarzyło?
Kościół katolicki przegrał walkę o dusze Irlandczyków? 'Widać gniew' [FRAGMENT KSIĄŻKI]
- Chłopaki odpowiedzieli ogniem i te przestrzeliny, które widać na zdjęciu, są od nich. (...) Mam jeszcze zegarek, który dostałem od żony na urodziny. Jest sprawny, ale już go nie noszę. Ma rysę na szkiełku. Odprysk, który poleciał od strzału. Jeszcze jak go nosiłem, to często pokazywałem, że to pamiątka po akcji.
No i następuje kanonada, dzieją się tysiące rzeczy. Chłopaki strzelają z prawej strony z pierwszego piętra, strzelają ci, którzy są obok mnie, strzela napastnik, tych strzałów z jego strony pada kilka. I w pewnym momencie cisza, bo się schował, przestał strzelać. A potem: "Rzuć broń!", „Gleba!", "Gleba!", krzyczą wszyscy. Ja też krzyczę: „Rzuć broń". Znów cisza. Po chwili znowu jakiś antyterrorysta: „Rzuć broń!", i kolejni: "Gleba!". Ja wołam: "Damian, rzuć broń". Nie mogę się przebić przez te wszystkie krzyki, zapanować nad nimi, bo jest za duża adrenalina, ale w pewnym momencie on mi w jakimś sensie pomaga, bo mówi: "To z kim ja mam, ku**a, gadać?!".
- I wszyscy już wiedzą, że tobie mają oddać inicjatywę.
- (...) Mówię: "Damian, to ja, Krzysiek, dalej będziemy rozmawiać". Oczywiście, że wracam do punktu zero: "Damian, zostaw broń, zejdź na dół, pomożemy ci wyjść. Zostaw broń na górze". I on wreszcie, nic nie mówiąc, zostawił ten karabin i zszedł gdzieś do połowy wieżyczki (...). Jak usłyszałem, że schodzi, to się wychyliłem, ale zaraz się domyśliłem, że chyba wraca, więc znowu się schowałem. Wracał tak ze dwa razy i brał tę broń do ręki, rozglądał się taki przyczajony. Za każdym razem mówiłem: "Damian, zostaw broń, tak żeby koledzy ją widzieli. Zejdź na dół. Pomożemy ci wyjść". I on w pewnym momencie, po iluś razach, mówi do mnie: "Ale ja jestem zamknięty i nie mogę wyjść". (...) I okazuje się, że faktycznie jest taka procedura w zakładzie karnym, że jak cię na kogutach, czyli na tych wieżyczkach ustawiają, to strażnik zamyka się od środka, a kierownik zmiany zamyka go od zewnątrz.
'Żywcem nas nie weźmiecie'. W Magdalence 'Mutanci' wypowiedzieli policji wojnę
- Rozumiem, że to dla bezpieczeństwa?
- Dla bezpieczeństwa, żeby osadzeni, gdyby doszło do jakiegoś napadu, nie mogli się tam dostać. No więc mówię do niego: "W porządku, w takim razie nie przejmuj się, pomożemy ci wyjść, zaraz to załatwimy". (...) Podeszli, jeden go chwycił za ręce, drugi otworzył drzwi. Jak się okazało, był ranny w lewe przedramię, jedna z kul go dosięgła, nadal jednak był sprawny, bo dostał tylko w mięsień. Ta rana to nie był powód jego poddania się, a z całą pewnością nie bezpośredni. Poddał się na skutek rozmów.
- Ile miał lat?
- Koło trzydziestki. Chyba dwadzieścia siedem.
- Co się działo dalej?
- Czternastego listopada dwa tysiące ósmego roku dostał dożywocie. Później była apelacja, ta apelacja została odrzucona. Utrzymano wyrok w mocy i chyba po czterdziestu latach będzie miał możliwość ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie. (...)
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>