advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Kultura

Kolaboracja z faszystami i inne "brudne sztuczki". Kryminalna historia Opus Dei [FRAGMENT KSIĄŻKI]

7 min. czytania
04.08.2024 07:09
"W dekadach reżimu Franco po 1939 roku Opus Dei nabrało niemal mitycznego charakteru. Wielu postrzegało je jako swoisty rodzaj "białej masonerii" lub politycznej mafii, nakierowanej na jedyny cel: przejęcie wszystkich dźwigni władzy w Hiszpanii" - piszą prof. Arkadiusz Stempin oraz Artur Nowak w książce "Kryminalna historia Watykanu".
|
|
fot. Źródło: Wikipedia

Poniższy fragment pochodzi z książki 'Kryminalna historia Watykanu' autorstwa prof. Arkadiusza Stempina oraz Artura Nowaka, wydanej 21 maja 2024 roku nakładem Wydawnictwa Agora. Książkę możesz kupić tutaj.

(...) Powierzenie ewangelizacji świata w ręce świeckich było jak przewrót kopernikański. Kościół przydawał osobom świeckim rolę drugoplanową, na pierwszy plan wysuwając duchownych. Ale ani ten awans, ani transcendentne okoliczności na niewiele by się zdały, jeśli przedsięwzięcie nie uzyskałoby wsparcia czysto ziemskich sił. Największe wsparcie okazał generał Francisco Franco. Jako dowódca elitarnych wojsk hiszpańskich w Maroku stanął na czele puczu przeciwko hiszpańskiej republice. W wojnie domowej po jednej stronie barykady znalazła się republikańska lewica, po drugiej - prawicowi latyfundyści, Kościół katolicki, szlachta i wojsko. Faszystowska Falanga Franco tworzyła awangardę sił prawicy. Skoro Kościół wojnę określił jako krucjatę 'sił Dobra przeciwko siłom Zła', to i Opus Dei oraz katoliccy politycy z Nawarry, matecznika ruchu Escrivy [Josemaría Escrivá de Balaguer - założyciel Opus Dei - przyp. tokfm.pl] wsparli Franco. Dzięki strategicznej pomocy od faszystowskich pobratymców z Berlina (Hitler) i z Rzymu (Mussolini) - oraz przy błogosławieństwie Kościoła katolickiego - Franco zgniótł siły republiki. Na jej zgliszczach jako caudillo (wódz) stworzył w 1936 roku 'nową Hiszpanię z bożej łaski', jak to później uwiecznił na monetach. W istocie stworzył wojskową dyktaturę. Liberalny historyk Salvador de Madariaga 'nową Hiszpanię' jednoznacznie określił jako 'zmilitaryzowane państwo, które części narodu narzuciło stan wojenny'. W wyniku wyroków sądów frankistowskich rozstrzelano dwadzieścia osiem tysięcy zwolenników republiki. Dwa miliony, którym nie udała się ucieczka z kraju, trafiło do obozów koncentracyjnych. Część z nich nigdy już stamtąd nie wyszła. W ich obronie Opus Dei nawet nie kiwnęło palcem. Antykomunizm i wojujący fundamentalistyczny katolicyzm, inaczej niż w przypadku Mussoliniego i Hitlera, uczynił Franco jednym z filarów swojego reżimu. Kościół katolicki, obok armii, stanowił podstawowe źródło legitymizacji dyktatury. Nic dziwnego, że we frankistowskiej Hiszpanii zajął on uprzywilejowaną pozycję. Jak z rogu obfitości czerpał z dotacji budżetowych, cieszył się poparciem mediów państwowych i kontrolował edukację szkolną.

Za udzielone wsparcie caudillo - sam dwukrotnie uczestniczył w zamkniętych rekolekcjach u Escrivy - zrewanżował się Opus Dei m.in. udogodnieniami finansowymi. Pakt z faszystami stał się wyjątkowo opłacalny. Stowarzyszenie obsadziło swoimi ludźmi kluczowe posady w polityce i gospodarce kraju. Ministrowie z Opus Dei od lat 50. otworzyli też Hiszpanię na turystykę, traktując to jako źródło dochodu państwa. W 1960 roku przyjechało do Hiszpanii ponad 6 mln turystów, dwa razy więcej niż w 1958 roku. Kontakt z Zachodem spowodował m.in. przypływ pożądanego kapitału zagranicznego. Ale z drugiej strony popularne stały się bikini i tabletki antykoncepcyjne. I to - wbrew Opus Dei - osłabiło katolicyzm.

Jędraszewski 'upokorzony'. Dostał od papieża '90 dni'

Stowarzyszenie żerowało na tym, że jego wyznawcy z reguły mieli niskie, graniczące z analfabetyzmem wykształcenie. Smutna prawda o latach 60. i 70. XX wieku była taka, że aż 8 proc. mieszkańców Madrytu powyżej szesnastego roku życia nie potrafiło czytać ani pisać. Ogromnemu skokowi w rozwoju Hiszpanii nie towarzyszył żaden przemyślany program rozwoju oświaty. 21 proc. rodzin miało samochód, ale tylko 18 proc. mogło kształcić dzieci w szkole średniej. Sale kinowe i teatralne świeciły pustkami, muzea otwierano tylko w niedziele. Hiszpańska klasa średnia należała wówczas do najmniej czytających w Europie. Opus Dei werbowało biedną studiującą młodzież, wspierało ją i oferowało jej wielką przygodę: 'podbicie świata dla Kościoła Chrystusowego'. Świat bez Chrystusa jawił się Escrivie diabelsko. Sprytna idea ojca założyciela sprowadzała się w praktyce do wykształcenia ultrakatolickich elit, które działając w swoim zawodowym i prywatnym, czyli pozakościelnym środowisku, zgarną kluczowe pozycje i niejako od góry, autorytarnym klerykalizmem pokryją kraj. Jednocześnie penetrowało Opus Dei środowiska intelektualne, biznesowe i wysokiego szczebla administrację. Rechrystianizacja Hiszpanii polegała właściwie na rekrutacji nowych członków wśród młodzieży i elit. Nie chodziło jednak o zbawienie indywidualnych dusz, ale zwiększenie wpływów instytucjonalnego Kościoła. A to miało nastąpić poprzez demontaż republikańskiego systemu edukacji szkolnej, czyli wypędzenie ze szkół i uczelni demonów liberalizmu, marksizmu i ateizmu. Minister oświaty Franco Ibáñez Martín zakasał rękawy: wymienił kadrę profesorską na uniwersytetach i wiele katedr przekazał w ręce członków Opus Dei. Jego kolega José María Albareda Herrera, zaufany Escrivy na stołku dyrektora wykonawczego hiszpańskiej akademii nauk (Consejo Superior de Investigaciones Científicas), zamienił ją w zbrojne ramię frankistowskiej i ultrakatolickiej polityki naukowej. Stypendia naukowe przyznawało gremium złożone z sympatyków lub nawet członków stowarzyszenia. Z kolei dzięki przejęciu ministerstwa finansów i banku narodowego przez członka Opus Dei Mariano Navarro Rubio stowarzyszenie uzyskało państwowe kredyty na swoje przedsięwzięcia. W dekadach reżimu Franco po 1939 roku Opus Dei nabrało niemal mitycznego charakteru. Wielu postrzegało je jako swoisty rodzaj 'białej masonerii' lub politycznej mafii, nakierowanej na jedyny cel: przejęcie wszystkich dźwigni władzy w Hiszpanii.

Dziwisz 'wypowiedział wojnę' Jędraszewskiemu. 'Wymierzył lewy sierpowy'

Postępując dyskretnie, a właściwie sekretnie, stowarzyszenie nabrało charakteru sekciarskiego. Wielokrotnie ściągnęło na siebie podejrzenia w samym Watykanie. Oprócz wypowiedzenia walki liberalizmowi i komunizmowi od lat 60. na sztandarze pojawiło się hasło wyciągnięcia z 'bagna' Kościoła katolickiego, w jakie ten wpadł po II soborze watykańskim (1962-1965). Escrivie kojarzył się on z 'cuchnącymi zwłokami w stanie rozkładu'. Po soborze zastanawiał się nawet nad oderwaniem się od Kościoła, jak to uczyniło Bractwo św. Piusa arcybiskupa Lefebvre’a. Komandosi Boga, określenie jakie przylgnęło do sympatyków Escrivy, tworzyli w Kościele katolickim rodzaj państwa w państwie.

Kryminalna historia Watykanu
Kryminalna historia Watykanu
materiały promocyjne Wydawnictwa Agora

Ekspansja z serca katolickiego Kościoła

W tym czasie założyciel mieszkał już w Rzymie, dokąd w 1947 roku przeniósł z Madrytu centralę stowarzyszenia. Na piętnaście lat przed soborem w randze prałata z tytułem monsignore zacieśniał pajęczą sieć kontaktów, przede wszystkim do zastępcy watykańskiego sekretarza stanu (wicepremiera) arcybiskupa Giovaniego Montiniego (od 1963 papieża Pawła VI), późniejszego lidera włoskich chadeków i wielokrotnego premiera kraju Giulia Andreottiego i do CIA. W realiach zimnej wojny zasięg podboju Opus Dei rozciągnął już na cały świat. Tym bardziej że po pokonaniu Hitlera wschód Europy znalazł się pod panowaniem Moskwy. A w samych Włoszech zagnieździli się komuniści. Skoro więc zgodnie z planem bożym Chrystus zginął na krzyżu i zmartwychwstał, by całą ludzkość wybawić od zła, to należało ów plan boży rozciągnąć na cały świat.

Ta krucjatowa ideologia kryła się za maską pobożności. Z Rzymu tajne bractwo rozprzestrzeniało się we Włoszech, Portugalii, Francji, Niemczech, Szwajcarii, a później na obu kontynentach amerykańskich. W Ameryce Południowej sympatyzowało bez wyjątku ze wszystkimi prawicowymi i wojskowymi reżimami. Sieć kontaktów łączyła Escrivę i wierchuszkę Opus Dei z kluczowymi graczami światowej polityki, od Henry’ego Kissingera, przez arcyksięcia Ottona von Habsburga, supernumerariusza Opus Dei, po belgijską rodziną królewską. Królowa Fabiola, zafascynowaną Escrivą, agitowała na rzecz Dzieła wśród europejskiej arystokracji. Na członków pozyskiwano głównie wpływowe osobistości, kształtujące opinię publiczną w swoich krajach. Escrivá świetnie wiedział, że zwerbowani prości miłośnicy rumby czy piekarze nie zapewnią Opus Dei ani kapitału, ani nowych członków. Zrobią to tylko ludzie zasiadający w gabinetach dyrektorskich, ministerialnych i w radach nadzorczych wielkich firm. W Hiszpanii wpływy rosły także dzięki zakupowi akcji firm medialnych, przez co oddziaływano na opinię publiczną. Tak Opus Dei formowało moralnie i intelektualnie ludzi zdolnych, którzy sięgali potem szczytów w administracji państwowej, wojsku, sądownictwie, bankowości, przemyśle, handlu, na uniwersytetach. Jednym z nich był późniejszy przewodniczący MKOl Juan Antonio Samaranch. Pierwotną wylęgarnią tych kadr był założony przez Escrivę uniwersytet w hiszpańskiej Nawarze (1956).

Kościół korzysta z 'najbardziej perfidnego mechanizmu'. 'Sam papież jest za słaby'

Opus Dei systematycznie zwiększało swój zasięg i dochody. Te ostatnie nierzadko dzięki brudnym sztuczkom, które polegały na zakładaniu fasadowych fundacji i fikcyjnych firm, przez które przepływały strumienie pieniędzy do skarbonek bractwa. Preferencyjny kanał transferowy prowadził przez Andorę, w której przepływ walutowy nie podlegał kontroli (zerowe opodatkowanie, tajemnica bankowa). Do położonego w kotlinie w Pirenejach wschodnich księstwa, pomiędzy Francją a Hiszpanią, Escrivá czuł wielką słabość. To tu, w samym środku hiszpańskiej wojny domowej, nastąpił decydujący epizod jego życia. Uciekł z republikańskiego Madrytu, gdzie przez półtora roku ukrywał się przed republikanami w szpitalu psychiatrycznym, na obszar kontrolowany przez gen. Franco (1937). Ale to zalety finansowe księstwa zadecydowały o utworzeniu w Andorze pierwszego banku organizacji, Crèdit Andorrà (1949). To on zapewniał dyskretny transfer kapitału z Hiszpanii do finansowania międzynarodowej ekspansji ambitnego projektu religijnego i biznesowego.

Tajemnica śmierci ochroniarza Jana Pawła II. W tle Opus Dei. 'Miał ucho podstawione najbliżej papieża'

Na tym nie koniec. Pobożni stratedzy Opus Dei doskonale wiedzieli, że bardziej niż dymu kadzideł i świętych obrazów potrzebują gór pieniędzy. Tym bardziej że dążyli do opanowania najpierw finansów Watykanu, a potem samej centrali Kościoła. Pokaźne pieniądze przynosiły udziały w międzynarodowych operacjach handlowych. Inkasowane od pośrednictwa lub od anonimowych wkładów prowizje transferowano do odległych krajów. Stamtąd trafiały do najbardziej potrzebujących finansowania projektów stowarzyszenia. W latach 70. Opus Dei urosło do jednego z wielkich graczy na europejskim rynku dolarowym. Nie obyło się oczywiście bez kosztów. Polityczno-finansowe intrygi uwikłały głosicieli Dobrej Nowiny w afery, które później skwapliwie tuszowano. (...)

'Strażnicy się zlecieli, afera na cały Watykan'. Do czego zdolny jest Polak na wakacjach?

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>