Jak Matecki "pracował" w Lasach Państwowych? Niektórzy kręcili nosami" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Poniższy fragment pochodzi z książki "Ołtarz i siekiera" autorstwa Aleksandra Gurgula, która ukaże się 12 marca 2025 roku nakładem Wydawnictwa Agora. Książkę możesz kupić
.
(W oryginale książki pojawiają się nazwiska byłego dyrektora regionalnego Lasów Państwowych w Szczecinie Andrzeja Sz. oraz byłego dyrektora generalnego Lasów Państwowych Józefa K., którzy 25 lutego b.r. zostali zatrzymani przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku z fikcyjnym zatrudnieniem obecnego posła PiS Dariusza Mateckiego. W związku z tym postanowiliśmy zamienić pełne nazwiska na inicjał - redakcja tokfm.pl.)
Matecki przysłany z centrali
Zatrudnianie członków rodzin w Lasach Państwowych to w zasadzie żadna nowość, a leśnicy nie widzą w tym nic niezwykłego. Czasem mówi się wręcz o leśnych rodach i o tym, że to zawód, który przechodzi z ojca na syna, a potem na wnuka.
Ciekawym przykładem było nadleśnictwo Szczebra na Podlasiu. Nadleśniczy Wojciech Stankiewicz, który jeździł z darami na urodziny Radia Maryja w Toruniu, po przegranych przez prawicę wyborach jesienią 2023 roku wziął półroczny urlop dla poratowania zdrowia.
Tym, co rozsierdziło leśników w jego nadleśnictwie, był fakt, że Stankiewicz brał urlop, będąc już w wieku emerytalnym, więc przedłużył sobie tym samym wysoką pensję o sześć miesięcy. Ale to nie wszystko. Bo Stankiewicz powiedział mi kiedyś wprost w rozmowie telefonicznej, że zatrudnia siostrę i żonę swojego kolegi z nadleśnictwa Augustów, nadleśniczego Wojciecha Szostaka.
Ale tym, co w epoce ziobrystów w Lasach przelało czarę goryczy, było zatrudnianie ludzi po linii partyjnej, którzy nie grzeszyli kompetencjami. Najdobitniejszym chyba przykładem, który odbił się echem w całej Polsce, była sprawa Dariusza Mateckiego, wtedy radnego-ziobrysty ze Szczecina, dziś posła.
Mateckiego zatrudniono w czerwcu 2020 roku. W Centrum Informacyjnym Lasów Państwowych został "specjalistą ds. komunikacji". Skończył pracę w CILP w połowie stycznia 2023 roku, dzień później dostał kierowniczą fuchę w regionalnej dyrekcji w Szczecinie.
Wiosną 2024 roku, kiedy było już po wyborach samorządowych, zadzwoniłem do Andrzeja Sz., który jako dyrektor RDLP w Szczecinie zatrudniał Mateckiego. Sz. sam kilka razy startował z list PiS w wyborach parlamentarnych i samorządowych, w 2024 roku został radnym powiatowym w Gryfinie. Przy okazji naszej rozmowy Sz., od czasu pandemii amatorsko rzeźbiący w drewnie m.in. dla swojej parafii, stanowczo zaprzeczył, by wyrzeźbił w drewnie koty dla prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego, a takie pogłoski krążyły wśród leśników. Jest też strasznie zły na to, że gazety i portale nazywały go "funkcjonariuszem PiS", bo on nigdy nie należał do partii i "ma swoje poglądy".
Sz.: - Dlaczego startowałem? Bo powiedziano mi jedno, że dopóki będzie PiS przy władzy, to na pewno nic nie zmieni się, jeżeli chodzi o funkcjonowanie Lasów.
Krytykuje nowego wiceministra odpowiedzialnego za lasy Mikołaja Dorożałę, który na TikToku palnął, że nie będzie Lasów Państwowych. Krytykuje też Platformę Obywatelską, która po przejęciu władzy na przełomie 2023 i 2024 roku zwolniła nadleśniczych i jego z funkcji dyrektora. A jego następca w szczecińskiej RDLP jest ubezwłasnowolniony i musi wykonywać polecenia odgórnie narzucane przez Warszawę (kilka miesięcy po naszej rozmowie Jarosław Staniszewski stracił stanowisko).
- A pan nie był ubezwłasnowolniony i nie wykonywał poleceń politycznych, gdy zatrudniał Mateckiego? - pytam Sz.
- Od trzech lat, gdy byłem dyrektorem, próbowano właśnie gdzieś mi tutaj kogoś przesłać. Oczywiście była zawsze odpowiedź negatywna. Natomiast pan Dariusz Matecki był pracownikiem dyrekcji generalnej i dopiero na kilka miesięcy przed końcem mojej pracy został przeniesiony do RDLP.
- Nie miał pan nic do powiedzenia w tej sprawie?
- Proszę pana, z jednostki nadrzędnej zostaje przeniesiony pracownik Lasów. U nas nie mogły być zatrudniane osoby z zewnątrz. I ściśle się trzymałem tych zarządzeń. I dlatego też pan Matecki nie był przyjmowany. Dopiero kiedy był pracownikiem dyrekcji generalnej. I to nie jest żaden awans, tylko tak naprawdę degradacja.
- Nie mógł pan powiedzieć, że go pan nie chce?
- Jeżeli pan twierdzi, że mógłby cokolwiek zrobić, gdy przysyłane są osoby z jednostki nadrzędnej do podległej i sprzeciwiłby się pan swojemu przełożonemu…
Sz. porusza w tym miejscu ważny wątek, który niektórzy nazywają błędem systemowym, inni mówią o modus operandi Lasów Państwowych. Zatrudnienie na wysokich szczeblach znajdują ludzie bez konkursów. Mianuje się ich i można odwołać z dnia na dzień bez podawania przyczyny. Strach przed utratą pracy i świetnych zarobków sprawia, że wielu leśników stało się oportunistami.
Sz. mówi mi jeszcze, że Matecki nie miał "eksponowanego stanowiska" w RDLP w Szczecinie. Choć miał stanowisko kierownicze.
- Naciskano na pana, żeby go zatrudnić?
- Nikt nie naciskał, tylko przyszła niejako informacja, że przyjdzie i mamy zatrudnić pracownika z dyrekcji generalnej.
Kiedy były dyrektor, a dziś radny w powiecie gryfińskim znów żali mi się na to, że decyzje przychodzą od polityków, przypominam mu, że Józef K., były dyrektor generalny, to aktywny ziobrysta.
Sz.: - Nie wiem, czy jest aktywnym politykiem, czy nie jest. Wiem, że był moim bezpośrednim przełożonym. Prosi, żebym nie patrzył na poglądy polityczne, ale akurat jego były mocno zbieżne z poglądami K. i Mateckiego.
Czy Sz. nie przeszkadzało, że Matecki w pracy dla Lasów był bardzo aktywny w mediach społecznościowych na swoich profilach stricte politycznych?
- A jaki to ma wpływ na pracę czy funkcjonowanie RDLP? - pyta.
- Może zamiast siedzieć całymi dniami na Twitterze powinien pracować? - kontruję.
Sz. zawile odpowiada, że pytał pracowników o różnych poglądach politycznych, naczelników merytorycznych wydziałów, czy odczuwają wpływ polityki pana Mateckiego na sprawy kadrowe? Twierdzi, że Matecki "pomógł w niektórych sprawach", na przykład w uzyskaniu środków z dyrekcji generalnej czy z Funduszu Leśnego.
Dopytuję, czy chodzi o pieniądze na drogi, które w postaci kartoników razem z Mateckim rozdawał samorządom m.in. w swoim okręgu wyborczym i okręgu Mateckiego. I że w ten sposób obaj robili sobie kampanię.
- O jakich czekach pan mówi? Ja absolutnie nie jeździłem. Kiedy w jednym z nadleśnictw był przekazywany taki czek, to w ogóle w tym nie uczestniczyłem.
Dodaje, że chodziło nie tylko o pieniądze z Lasów na budowę dróg, ale też o różnego rodzaju projekty związane ze środowiskiem. Zwracam mu jednak uwagę, że są ich wspólne zdjęcia, na których wręczają czeki w powiecie, z którego teraz Sz. jest radnym.
- Być może byłem jako dyrektor na jakimś tam spotkaniu - odpowiada S. Mówi, że nie ma pewności, czy to był "ten okręg wyborczy", czy nie.
- Zdjęcia przyjmą wszystko - dodaje i podkreśla, że absolutnie mu to nie pomagało w kampanii.
- Pana zdaniem Matecki był dobrym pracownikiem?
- Przeciętnym. Może właśnie dlatego, że jego praca, wykonywana na rzecz RDLP, była trochę powiązana z polityką. I to może było taką złą stroną.
Sz. przyznaje, że niektórzy pracownicy kręcili nosami, że to jednak polityk, a nie leśnik. Zdradza mi jeszcze, że miał zapewnione drugie miejsce na liście PiS do zachodniopomorskiego sejmiku, ale oddał, bo bardziej na sercu leżał mu powiat gryfiński. I myślał, że wchodząc do rady powiatu, będzie miał większe możliwości.
- Jako jedynka zdobyłem tyle głosów, ile cztery pozostałe jedynki - chwali się leśnik-polityk.
Sprawdziłem: odrobinę minął się z prawdą, bo poparły go 1182 osoby, a pozostałe jedynki - łącznie 1432. Pytam, czy ta jego "jedynka" była podziękowaniem ze strony partii za zatrudnienie Mateckiego. Sz. twierdzi, że absolutnie nie. Matecki nie miał w ogóle wpływu, czy będzie na listach. A propozycje składał mu ktoś inny. Kto?
- A nie wiem, polityków nie znam - mówi.
- Nie zna pan polityków, którzy proponowali panu wysokie miejsca? - dopytuję rozbawiony.
- To są jacyś asystenci polityków.
- Których?
- Nie wiem, których polityków, bo nawet gdyby zapytał mnie pan o nazwisko czy imię asystenta, to nie wiem…
- Nie pytam o nazwiska asystentów, tylko polityka. Skoro byli asystentami ważnych polityków, to domyślam się, że byli to najważniejsi politycy w waszym regionie, na przykład Joachim Brudziński - nie daję za wygraną.
- Być może Joachim Brudziński nie, bo on się chyba tym nie zajmuje. Na ten okręg wyborczy szefem jest teraz chyba pan Bogucki [Zbigniew, były wojewoda zachodniopomorski, dziś poseł]. Nie wiem, ponieważ nie należę do partii. Nigdy mnie to nie interesowało. Mam swoje poglądy, których nie zmienię bez względu na to, czy mnie będą straszyć, czy będę bez pracy. Mam trzy lata do emerytury i nie jestem przyzwyczajony do jakiegoś luksusowego życia, ale do przyzwoitego życia. I przy tym zostanę. (...)
Posłuchaj: