Brak szczepienia to "rosyjska ruletka". "Mam pacjentów, którzy zachorowali i żałują, że się nie zaszczepili"

Szczepienia nie dają gwarancji, że nie zachorujemy na COVID-19, ale zdaniem lekarzy to skuteczna forma ochrony przed koronawirusem. - Bo ta choroba to rosyjska ruletka. Jeśli się nie zaszczepimy, to tak jakbyśmy weszli do gry. Możemy tylko na tym stracić - twierdzą nasi rozmówcy.
Zobacz wideo

Ponad 84 tysiące osób zakaziło się koronawirusem po szczepieniu – tak wynika z oficjalnych wyliczeń Ministerstwa Zdrowia (stan na dzień 11 maja). Dopytywaliśmy, czy resort rejestruje, po której dawce szczepionki doszło do zachorowania, ale tak szczegółowych danych nie udało nam się uzyskać. Wśród tych osób był pan Tomek, przedsiębiorca z Mazowsza. – Zachorowałem już jakiś czas temu, kiedy szczepionka jednodawkowa nie była jeszcze dostępna. Po pierwszym zastrzyku czułem się dobrze, nie miałem niepokojących objawów. Dopiero po jakimś czasie mnie rozłożyło – przyznaje mężczyzna w rozmowie z tokfm.pl.

Nie chce ujawnić, którą szczepionką się zaszczepił, bo – jak sam twierdzi – nie wakcyna jest tu kłopotem. – Przestałem uważać. Myślałem, że po szczepieniu mogę sobie pozwolić na więcej, ale to był błąd. Kiedy się zaraziłem? Sam nie wiem. Być może w czasie spotkań z klientami. Choroba w moim przypadku nie była aż tak ciężka. Gorączka, dreszcze, kaszel, ale na szczęście obyło się bez szpitala – mówi pan Tomek, który teraz czeka jeszcze na drugą dawkę szczepionki.

Liczby są budujące

Lekarze i eksperci od początku akcji szczepień podkreślali, że wakcyna nie daje 100 procentowej pewności, że nie zarazimy się wirusem. Dlatego te 84 tysiące przypadków, przy ponad 15 mln wykonanych szczepień, wskazują, że szczepienia przeciw COVID-19 mają sens. – Miałem jeden czy dwa takie przypadki w swojej praktyce, a zaszczepiłem ponad 500 osób. Te osoby przechorowały w domu, czyli traktujemy je jako przypadki lekkie – nie było niewydolności oddechowej, niskiej saturacji. To też niejako potwierdza, że takie sytuacje to jednak margines i faktycznie po szczepieniu choruje się niezwykle rzadko i lżej – przyznaje dr Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego i lekarz rodzinny.

Podobnie uważa dr Krzysztof Żuralski, który na co dzień zajmuje się pacjentami z dodatnim wynikiem testu na COVID-19 w ramach programu Domowej Opieki Medycznej PZU. – Mamy u siebie kilka typów pacjentów. Część zaszczepiła się i ma bardzo skąpe objawy, podobne do przeziębienia. Inna grupa osób zaszczepionych ma dodatni wynik testu, a objawów nie ma żadnych. Takie osoby są zazwyczaj testowane przy okazji zabiegów planowanych czy wyjazdów do sanatoriów. Bywają mocno zdziwieni, że wynik wyszedł pozytywny i muszą trafić na izolację – przyznał Żuralski.

Warto samemu sobie pomóc

Dr Krajewski przestrzega, żeby nie traktować szczepienia jako jedynej formy obrony przed koronawirusem. – Ważny jest też zdrowy rozsądek. Jeśli wystawimy się na dużą ekspozycję wirusa, to nasz organizm może się nie obronić i się zarazimy. Dystans, maseczki i dezynfekcja dalej pozostają. Pamiętajmy, że odporność wzrasta po jakimś czasie. Dajemy sobie od szczepienia tydzień, a nawet dwa, żeby uzyskać maksymalny poziom ochronnych przeciwciał – mówi nasz rozmówca. Dodaje także, że nasza odporność to też efekt przebytych chorób i stylu życia. – Bardziej narażone na zakażenie są osoby, które chorują reumatologicznie, onkologicznie, przyjmują leki sterydowe, cierpią na otyłość  czy choćby cukrzycy. Oni z reguły mają niższą odporność od średniej populacyjnej. Dlatego pamiętajmy, że są grupy, które mimo szczepienia powinny na siebie uważać – podkreśla dr Krajewski.

A dr Żuralski dodaje, że chorują też osoby, które po prostu nie wykorzystały swojej szansy, żeby się zaszczepić. - Niestety, jest też spora grupa osób w podeszłym wieku, które mają ciężki przebieg choroby, czyli np. początek niewydolności oddechowej i żałują, że się nie zaszczepili, gdy mogli. Takie osoby w większości muszą trafić już do szpitala – przyznaje ekspert.

COVID-19 jak rosyjska ruletka

Dlatego też – zdaniem ekspertów – nie warto rezygnować z przyjmowania drugiej dawki szczepionki przeciw COVID-19. Chodzi o preparaty Pfizer, Modera i AstraZeneca. – To się po prostu opłaca, bo dopiero wówczas poziom przeciwciał jest najwyższy, a odporność trwalsza. Choć pewnie trzeba się liczyć z koniecznością, w niedalekiej przyszłości, przyjmowania trzeciej dawki. Bo wirus mutuje, zmienia się i któryś szczep może się przebić przez ten płaszcz ochronny, który dają nam obecne szczepienia lub poziom przeciwciał spadnie poniżej ochronnego. Natomiast jeszcze trwają badania, jak często trzeba będzie to robić – wyjaśnia dr Jaworski.

- Bo ta choroba to rosyjska ruletka. Jeśli się nie zaszczepimy, to tak jakbyśmy weszli do gry. Możemy tylko na tym stracić – podsumowuje dr Żuralski.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM