advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Wypaleni, dobici hejtem i biurokracją. "Kiedyś koleżanka dostała w twarz paczką makaronu"

3 min. czytania
22.06.2024 15:57
Tylko do końca roku bydgoskie Stowarzyszenie "Dzięki Wam" będzie prowadzić punkt pomocowy dla Polaków i uchodźców z Ukrainy. - Jestem wypalony. Dobija mnie hejt i biurokracja. Czara goryczy po prostu się przelała - mówi tokfm.pl założyciel stowarzyszenia Adam Jaworski. Każdego miesiąca z materialnego wsparcia korzysta tu około 3,5 tysiąca osób.
|
|
fot. Agnieszka Wynarska TOK FM

Stowarzyszenie "Dzięki Wam" powstało pięć lat temu, choć zamysł zrodził się już wcześniej - po niszczycielskiej nawałnicy, która przeszła przez Sośno w 2017 roku. To wtedy Adam Jaworski razem ze znajomymi i współpracownikami ruszył z pomocą mieszkańcom zniszczonych terenów. Wspólnie z uczniami i nauczycielami Zespołu Szkół Budowlanych w Bydgoszczy pomagał odbudować zniszczone domy, zbierał ubrania, meble, sprzęt AGD i żywność.

35 wyremontowanych mieszkań i 7 akcji mikołajkowych 

Od pamiętnej nawałnicy minęło siedem lat i przez ten czas wolontariusze wyremontowali jeszcze 34 mieszkania oraz domy osób w potrzebie, o czym pisaliśmy na tokfm.pl TUTAJ >>. Remont 35. lokalu - spalonego mieszkania na Osowej Górze w Bydgoszczy - jeszcze trwa. - Widziałem wiele mieszkań po pożarze, ale tak zniszczonego jeszcze nie - opowiada nam Adam Jaworski. - Elektrycy położyli właśnie nową instalację. Będziemy skuwać tynki, by doprowadzić to mieszkanie do porządku - dodaje.

Gdy po mieście rozeszła się wieść, że stowarzyszenie pomaga potrzebującym, mieszkańcy zaczęli przywozić dary - ubrania, buty, kołdry, zabawki dla dzieci. I tak powstał punkt wydawania rzeczy dla osób ubogich, starszych i samotnych - bez względu na ich narodowość, kolor skóry i wyznanie. Stowarzyszenie organizowało też akcje mikołajkowe. Podczas siedmiu edycji udało się obdarować kilka tysięcy mieszkańców Bydgoszczy. 

Po wybuchu wojny w Ukrainie punkt pomocowy przy ulicy Grunwaldzkiej zaczął też regularnie pomagać uchodźcom. Stowarzyszenie otrzymywało na ten cel pieniądze od wojewody i Urzędu Miasta Bydgoszczy, zaś od przedsiębiorców także żywność, chemię i środki higieniczne. Tylko w ubiegłym roku przewinęło się tu ponad 30 tysięcy osób, które otrzymały materialne wsparcie warte łącznie 3 miliony złotych.

Tysiące Polaków tracą pracę. Odsłaniamy kulisy grupowych zwolnień

'Nie ukrywam, że jestem wypalony'

To jedna strona medalu, ale jest i druga. - Z jednej strony wielką radością jest pomaganie drugiemu człowiekowi, natomiast my tutaj na miejscu spotykamy się też z tą drugą stroną - roszczeniowością, arogancją, pretensjami, nawet agresją wobec wolontariuszy. Kiedyś koleżanka, po zwróceniu uwagi, dostała w twarz paczką makaronu. Żal mi dziewczyn, które muszą tego wysłuchiwać - ubolewa Jaworski. - Na co dzień staraliśmy się o tym nie mówić, ale zbiera się kropla do kropli i czara goryczy się przelała. Przekroczyliśmy tę granicę, za którą już nie damy rady - dodaje ze smutkiem.

14 czerwca podczas corocznego Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Niesienia Pomocy Potrzebującym "Dzięki Wam" podjęta została decyzja o wygaszeniu organizacji. Stowarzyszenie będzie funkcjonowało tylko do grudnia. Do tego czasu będą wydawane dary, a także dokończony zostanie ostatni remont.

Adamowi Jaworskiemu bardzo trudno jest mówić bez emocji o zakończeniu działalności stowarzyszenia, któremu - razem z innymi wolontariuszami - poświęcił całe serce. - Nie ukrywam, że jestem wypalony. Dobija mnie biurokracja. Kropką nad i był wielki hejt, który się na nas wylał za pomoc Ukrainie, zwłaszcza po ostatnim transporcie darów, który zorganizowaliśmy w maju - opowiada. - Pod jednym z artykułów w internecie było tyle nienawistnych komentarzy. Nie spodziewałem się tego i to mnie dobiło - dodaje ze smutkiem. 

Komando Putina miało przyjechać do Polski? Ekspert odsłania kulisy 'wojny nerwów'

'Nie wiem, dokąd pójdziemy'

Wolontariusze, którzy od kilku lat pomagają w magazynie przy ulicy Grunwaldzkiej, bardzo się ze sobą zżyli. Jeszcze nie wierzą, że to koniec. - Przyjmuję to ze zrozumieniem, aczkolwiek jest mi bardzo ciężko i jeszcze to do mnie nie dociera - nie ukrywa Sylwia Woźniak, która przyjeżdża do stowarzyszenia kilka razy w tygodniu, także ze swoją kilkuletnią córką. - Ludzie nas pytają, czy to prawda, są zaniepokojeni. Nie wiem, co będziemy robić, jak nie będzie naszego stowarzyszenia. Nie wiem, dokąd pójdziemy - pyta ze łzami w oczach.

Osoby potrzebujące także będą musiały szukać pomocy gdzie indziej. - Mam nadzieję, że wielu tych hejterów poprowadzi działalność charytatywną i sami będą teraz skuteczniej pomagali - ironizuje Jaworski. - A już poważnie mówiąc, to jest Caritas, Czerwony Krzyż, Bazylika, Irek Nitkiewicz ze swoją Jadłodzielnią i fundacją. Jest trochę tych punktów. Zresztą mamy świadomość, że osoby, które do nas przychodzą, bywają też w innych punktach, więc jakoś sobie poradzą - wierzy nasz rozmówca.