advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Marne żniwa na Lubelszczyźnie. Rolnicy w strachu. "Jeśli zakaz zostanie cofnięty, będzie dramat"

4 min. czytania
09.08.2023 08:00
- Najpierw mieliśmy problem z suszą, teraz z deszczem. Żniwa są praktycznie wstrzymane, bo nie mamy jak pracować. A czym dłużej zboże jest na polu, tym bardziej ziarno traci na jakości - mówi nam pan Wojciech, rolnik spod Zamościa.
|
|
fot. Arkadiusz Stankiewicz / Agencja Wyborcza.pl

Pan Wojciech prowadzi gospodarstwo pod Zamościem. Uprawia m.in. pszenicę i trochę owoców. Mówi wprost, że jego sytuacja - podobnie zresztą jak innych rolników - jest trudna. - Zboże z Ukrainy cały czas jest przecież w magazynach w Polsce. Sytuacja się trochę uspokoiła. Ale co z tego, skoro teraz doszła taka pogoda? - pyta.

Na Lubelszczyźnie od kilku dni intensywnie pada. Rolnicy nie mogą na dobre zacząć żniw, bo zboże ciągle jest mokre. Trudną sytuację potwierdza Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej. - Ci, którzy mają mniejszy areał, jakoś sobie radzą. Ci, którzy mają większe pola, mają duży problem - mówi. - Zboże powinno być suche, a nie jest, także żniwa w pełni będą wtedy, jak będzie pogoda - dodaje. Podkreśla jednak, że plony - pod względem ilościowym - powinny być udane. - Wielu rolników mówi wprost, że zboża będą mieć nawet więcej niż w ubiegłym roku - zauważa Jędrejek. Pytanie, czy będzie gdzie je pomieścić.

Część magazynów dalej jest zapełniona m.in. zbożem z Ukrainy. Nieoficjalne szacunki mówią o około 8 milionach ton zapasów ziarna w magazynach. - Mieszalnie pasz mają bardzo dużo zboża z poprzedniego roku. I to nie jest polskie zboże, tylko ukraińskie, tanio kupione. Dziś właśnie mieszalnie pasz, ale też niektóre młyny, wstrzymują skup. Liczą, że po 15 września znów otworzy się bezcłowy import zboża z Ukrainy i znów kupią bardzo tanio - mówi Jędrejek.

Chodzi o to, że obecne przepisy dotyczące zakazu importu ukraińskiego ziarna do Polski (i innych krajów UE) obowiązują właśnie do 15 września. Polska zapowiedziała, że będzie się domagać jego przedłużenia, ale nie wiadomo, jaka będzie decyzja Komisji Europejskiej. Sama Ukraina domaga się zmiany zasad, uznając, że są dla niej dyskryminujące i uderzają w jej sytuację w obliczu wojny.

- Jeśli zakaz importu będzie cofnięty, to będzie kolejny dramat. Bo nie będzie gdzie zmagazynować naszego polskiego zboża. I ceny będą niskie, a i tak już są. Dziś za pszenicę oferuje się około 800 złotych za tonę, gdy w ubiegłym roku było 1500-1600 złotych, czyli już jest o połowę mniej - mówi prezes Lubelskiej Izby Rolniczej.

Co z sytuacją na rynku owoców?

Sytuacja na rynku owoców również nie jest dobra. Wielokrotnie opisywaliśmy na naszym portalu protesty plantatorów malin, którym w skupach oferuje się bardzo niskie ceny. Część uznała, że w ogóle nie opłaca się im zbierać owoców z krzew.

Lubelska Izba Rolnicza podjęła interwencję w Ministerstwie Rolnictwa i właśnie dostała odpowiedź. "Polski Rząd przygotował przepisy uruchamiające nową pomoc w formie dopłat do oprocentowania kredytów bankowych. Każda firma, która skupuje owoce miękkie od polskiego rolnika lub prowadzi działalność w zakresie mrożenia tych owoców, może otrzymać niskooprocentowany (2 proc.) kredyt w wysokości do 40 mln zł na 18 miesięcy z dopłatą państwa" - poinformowano.

Kredyty te - jak podaje resort - miałyby być przeznaczone dla małych i średnich przedsiębiorstw. "Aktualnie oczekujemy na akceptację zaprojektowanych rozwiązań przez Komisję Europejską" - wskazano w odpowiedzi.

'Skończ pan wygadywać te głupoty'. Poseł PiS wygwizdany na proteście w Lubelskiem

- Problem dotyczył malin, ale też innych owoców. Część rolników rezygnuje ze zbiorów, bo im się nie opłaci zbierać i generować straty w swoim gospodarstwie. Apelowaliśmy do ministerstwa o założenia systemowe, na przykład cła na owoce. Ale słyszymy, że to niemożliwe - mówi Jędrejek. - Tyle że jeśli nawieziemy owoców z zagranicy, na przykład mrożonych malin w cenie 1 euro, to polskie owoce nie będą skupowane - dodaje nasz rozmówca.

Gustaw Jędrejek podkreśla, że na dziś nieciekawie wygląda też sytuacja z jabłkami. - Oferowane ceny za jabłka przemysłowe to 30-35 groszy. Przy takiej cenie nie będzie się opłaciło zrywać. I znów rolnicy zostaną z towarem. Powinni dostać za to rekompensaty. Po prostu, rynek niestabilny nikomu nie służy. Również nie służy kosumentom, bo gdy rolnik dostaje mnimalne kwoty za swoje produkty, to konsument w sklepie wcale nie płaci taniej. Wprost przeciwnie, w sklepach jest drogo - dodaje prezes Izby Rolniczej.

- Nie mam wątpliwości, że jesienią będzie drożej. Po pierwsze dlatego, że spada jakość ziarna, bo część zboża wciąż jest na polu. A po drugie, bo wciąż nie wiemy, co będzie z polskim rolnictwem po 15 września. Sytuacja jest niepewna i nie ma się co łudzić, że w najbliższych miesiącach będzie lepiej - mówi pan Wojciech, rolnick spod Zamościa.