Gorąco przy granicy. Lokalni włodarze postawili się rolnikom. Sprawa protestów skończy się w sądzie
Wójt Dorohuska Wojciech Sawa przed tygodniem rozwiązał zgromadzenie publiczne zorganizowane przez rolników. Protest na granicy pierwotnie był zgłoszony do 9 czerwca. Decyzją wójta zakończył się już w ubiegły poniedziałek. - To jest bardzo uciążliwe dla przedsiębiorców z naszego regionu. Ich dochody drastycznie spadły. Mam mnóstwo pism z prośbami o zakończenie protestu - wyjaśniał w rozmowie z TOK FM. - Czas, by gmina wróciła do normalności - dodawał. Wcześniej o tym, że protesty na granicach muszą się skończyć, mówił też premier Donald Tusk.
Protest rolników. Sprawa skończy się w sądzie
Rolnicy nie zamierzają jednak odpuścić. W poniedziałek złożyli odwołanie do Sądu Okręgowego w Lublinie. Podpisało się pod nim 39 rolników - współorganizatorów protestu. Powołali się m.in. na naruszenie konstytucji, 'poprzez nieuzasadnione ograniczenie wolności zgromadzeń i rozwiązanie zgłoszonego przez nich zgromadzenia, w sytuacji gdy nie wystąpiły żadne przesłanki warunkujące jego rozwiązanie'.
Rolnicy nawiązali też do ustawy o zgromadzeniach i jej naruszenie - poprzez niewłaściwe zastosowanie 'w sytuacji, gdy przebieg zgromadzenia nie zagrażał zdrowiu lub życiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach'. A na taką przesłankę w swojej decyzji powołał się wójt.
Polacy wciąż popierają protesty rolników. Ale nie o solidarność tu chodzi [SONDAŻ]
Protestujący dowodzili również, że wójt nie dopełnił formalności wynikających z Kodeksu postępowania administracyjnego, bo nie wskazał dowodów 'świadczących o wystąpieniu przesłanek warunkujących rozwiązanie zgłoszonego zgromadzenia'. Jak napisali, decyzja wójta została sporządzona w sposób 'lakoniczny i ogólny, z pominięciem istotnych elementów stanów faktycznych'.
Rolnicy wskazali, że ich protest - mimo, że trwał wiele dni - przebiegał spokojnie. Przekonywali, że nie było niepokojących incydentów, a żaden z uczestników blokady nie dostał mandatu. Nie zgodzili się też z zarzutem wójta, że na granicy dochodziło do 'wielokrotnych prób wejścia na tory przez grupę uczestników zgromadzenia, w celu zablokowania ruchu kolejowego'. Twierdzili, że nic takiego nie miało miejsca. Dodali też, że - wbrew twierdzeniom urzędników - nie było prób wysiadania z tirów wprost pod nadjeżdżające pojazdy ani nie doszło do przepychanek z kierowcami z kolejki.
'Możliwość organizowania zgromadzeń publicznych i uczestniczenia w nich jest konstytucyjną wolnością, która przysługuje każdemu' - napisali rolnicy i apelowali, by nie stosować 'konstrukcji zbiorowej odpowiedzialności'. 'Prosimy, aby sąd zauważył, że rolnicy protestują od kilku tygodni, także w okresie prac polowych zamiast ciężko pracować w gospodarstwach. Jesteśmy zdeterminowani, aby pokazać, że nie zgadzamy się na dalsze ignorowanie naszych problemów' - czytamy w odwołaniu do sądu.
Rolnicy już raz odwoływali się do sądu w sprawie przerwania protestu w Dorohusku. Było to w grudniu 2023 roku. Sąd uchylił wtedy decyzję wójta o zakazie protestu.
Protest rolników. Jakie kolejne kroki?
- Odwołanie złożyło 39 osób. Ich dane oraz podpisy znajdują się pod treścią tego odwołania. Polemizują w nim z przesłankami podjętej przez wójta decyzji - mówi TOK FM sędzia Barbara Markowska, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie. I dodaje, że odwołanie dopiero wpłynęło, trzeba wylosować sędziego, który się nim zajmie i wyznaczyć termin na jego rozpoznanie. Zgodnie z przepisami, sąd ma na to miesiąc.
Także w poniedziałek - 29 kwietnia - podobną decyzję jak wójt Dorohuska podjął burmistrz Lubyczy Królewskiej, któremu podlegają zgromadzenia publiczne na granicy w Hrebennem. Rolnicy złożyli tam wniosek o przedłużenie zgromadzenia, ale burmistrz nie wyraził zgody. Również od tej decyzji protestujący mogą odwołać się do sądu. - Nie wyraziłem zgody na kolejny protest. Wśród powodów są m.in. straty ponoszone przez przedsiębiorców, agencje celne, składy celne. Rozumiem rolników, ale nie może być tak, że mieszkańcy gminy będą cały czas na tym cierpieć - podkreślił, cytowany przez PAP, burmistrz Lubyczy Marek Łuszczyński.