Hostel LGBT do zamknięcia? "Po wygranej opozycji nasza sytuacja się pogorszyła"
- Jeśli ktoś do nas trafia, to zajmujemy się tym człowiekiem od podstaw. Nie jesteśmy przechowalnią. Pracujemy nad tym, aby każda osoba wróciła do społeczeństwa. Do nas trafiają ludzie nie tylko LGBT, ale po prostu tacy, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji. To może być ucieczka z domu, odrzucenie czy uzależnienie - mówi nam Mariusz Ławnik, prezes stowarzyszenia Tęczowi Społecznicy, które prowadzi hostel.
Miejsce to działa od około czterech lat. Przez ten czas z jego pomocy skorzystało kilkaset osób, aktualnie mieszkają tam dwie. Obie, jak słyszymy, są w trudnej sytuacji życiowej i potrzebują wsparcia. Nie chodzi tylko o dach nad głową i jedzenie, ale również o pomoc psychologa czy psychiatry. Jeśli chodzi o bieżące potrzeby, Tęczowi Społecznicy korzystają ze wsparcia Caritasu Archidiecezji Łódzkiej, PCK czy Banku Żywności.
Skąd problemy?
Hostel znajduje się w budynku użyczonym przez miasto. To bardzo stara kamienica, która wymaga generalnego remontu. Stowarzyszenie deklaruje, że na ogrzewanie gazowe i prąd potrzebuje miesięcznie około 10 tys. złotych. - Mamy swoich stałych darczyńców, dzięki którym funkcjonujemy. To jednak nie wystarcza - rozkłada ręce Ławnik. Podkreśla, że działalność stowarzyszenia to nie tylko opłacenie rachunków. - Organizujemy różne akcje pomocowe dla osób potrzebujących. Nie tylko dla naszych podopiecznych, ale również innych ludzi, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji - podaje.
Ostatnio konto organizacji zostało zajęte przez komornika. Do spłaty pozostało 5 tys. złotych. Do tego doszedł rachunek za prąd w wysokości 14 tys. złotych. Ławnik zaznacza, że jeśli nie uda się zebrać tych pieniędzy, hostel trzeba będzie zamknąć, być może już po świętach. - Nie wiem, co stanie się wtedy z naszymi podopiecznymi. W Polsce jest niewiele tego typu miejsc - twierdzi.
Łódź ma pecha. 'To co jest idealnym atutem, jest też przekleństwem' [RAPORT O MIEŚCIE]
Gorzej po zmianie władzy
Nasz rozmówca zwraca uwagę na coś jeszcze. - Paradoksalnie po wygranych wyborach opozycji nasza sytuacja diametralnie się pogorszyła - mówi. Twierdzi, że wcześniej politycy opozycji odwiedzali hostel, interesowali się losem stowarzyszenia, nierzadko robili sobie zdjęcia ze społecznikami. Teraz tego nie ma.
- Wygląda to na takie myślenie, że skoro już rządzą ci, co powinni, to nasze problemy się skończyły. Ale tak się nie stało. Nowy rząd nie ogłasza nowych projektów, a cały czas sprząta po PiS. Nie możemy starać się o pieniądze z Ministerstwa Sprawiedliwości, bo ciągle trwają tam wewnętrzne audyty - mówi Ławnik.
Członkowie stowarzyszenia zwracają uwagę na to, że granty, o które mogliby wnioskować, zwykle nie mają wpisanej możliwości przeznaczenia części środków na bieżące utrzymanie, czyli na przykład na rachunki. Apelują do rządu, aby to zmienić. - Cel jest przeważnie ściśle określony. Są to np. jakieś szkolenia czy pomoc dla danej grupy. Nie biorą pod uwagę tego, że aby coś zorganizować, potrzebne jest ogrzewanie i prąd - opowiada nasz rozmówca.
Ławnik podkreśla, że stowarzyszenie szuka pomysłów na wyjście z patowej sytuacji. Nie jest to bowiem pierwszy raz, kiedy organizacja prosi mieszkańców o pieniądze. Jeśli uda im się teraz wyjść na prostą, planują założyć fundację i zacząć prowadzić działalność gospodarczą. - Chodzi nam o sprzedawanie noclegów i prowadzenie kawiarnio-kociarni. W ten sposób ogarnęlibyśmy pieniądze na podstawowe wydatki. Aby była taka możliwość, potrzebna jest jednak uregulowana sytuacja budynków - mówi prezes Tęczowych Społeczników. Rozmowy w tej sprawie z miastem trwają.