Strajkujący "w klatce", związkowcy ze zwolnieniami. "Gdzie jest minister Bodnar?"
- Od pięciu tygodni trwa strajk w fabryce kominów Jeremias w Gnieźnie;
- Ze strony związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza pada wiele zarzutów w stosunku do dyrekcji koncernu - m.in., że nie przestrzega postanowień sądu oraz nie uznaje sporu zbiorowego, który został zatwierdzony przez ministerstwo pracy;
- Zdaniem mec. Grzegorza Ilnickiego są one zasadne. "Mamy naruszanie przepisów dotyczących prawa do strajku. Prawo do strajku jest prawem człowieka, prawo do strajku jest prawem wpisanym do Konstytucji" - mówił w TOK FM adwokat i specjalista prawa pracy z OPZZ Konfederacja Pracy.
Od 3 czerwca trwa strajk w fabryce kominów Jeremias. To pierwszy od 1989 roku strajk w Gnieźnie. Strajkujący pracownicy, zrzeszeni w związku zawodowym Inicjatywa Pracownicza, podjęli walkę o 800 zł podwyżki, wydłużenie płatnej przerwy do 30 minut, sprawiedliwy system premiowania i korzystniejszy tryb rozliczania nadgodzin. W ramach negocjacji z zarządem z udziałem radnych miasta, które trwają od wtorku, związek przedstawił propozycję kompromisu, która zawiera m.in. 20 minut przerwy oraz 650 zł podwyżki.
Firma Jeremias nie uznaje sporu zbiorowego, referendum strajkowego ani strajku za legalny. W czasie trwania sporu zbiorowego zwolniła z pracy dwóch chronionych działaczy związkowych - Mariusza Piotrowskiego oraz Dariusza Modrzejewskiego. Związkowcy dostali już sądowe zabezpieczenie w postaci nakazu przywrócenia do pracy. Firma wciąż nie wpuszcza jednak Piotrowskiego do zakładu. Jak twierdzi, przywróciła go do pracy, ale zwolniła z jej świadczenia.
Zdaniem specjalisty prawa pracy dr Grzegorza Ilnickiego działania firmy są bezprawne. - Tu już nawet nie musimy mówić o mojej ocenie, tu oceny sądów się liczą. Jeżeli sąd wydał postanowienie o zabezpieczeniu, czyli nakazał firmie Jeremias dalsze zatrudnienie tych działaczy, to się mogą gimnastykować członkowie zarządu. Mamy bardzo bogate orzecznictwo Sądu Najwyższego, który mówi o tym, że jak ktoś jest zatrudniony, to praca jest także jego uprawnieniem, nie tylko obowiązkiem. Ludzie mają prawo pracować, realizować się w tej pracy, wchodzić w interakcje społeczne, korzystać z prawa koalicji - prawa do działalności związkowej - mówił w "Światopodglądzie w TOK FM" prawnik OPZZ Konfederacja Pracy.
Jak podkreślił rozmówca Agnieszki Lichnerowicz, "sąd nakazał przywrócenie, a nie przywrócenie lub płacenie za to, że ktoś nie pracuje". - Więc i prawnicy Jeremiasa i sam Jeremias nie respektuje w moim najgłębszym odczuciu zobowiązania sądu. I to moim zdaniem pokazuje nam, że tam jest nie dwóch aktorów w tym sporze zbiorowym, jak to się często zdarza - jak było w Parocu (zakładzie producenta izolacji z wełny mineralnej w Trzemesznie, gdzie strajk wybuchł w 2021 r.). Tam mieliśmy dwóch aktorów - stronę społeczną i stronę pracodawcy. Jest to takie siłowanie się trochę o to, kto ustąpi - relacjonował Ilnicki.
Strajk w Jeremiasie. "Gdzie jest pan minister Bodnar?"
Według niego w Jeremiasie trzecim aktorem jest polskie państwo. - Bo mamy naruszanie przepisów dotyczących prawa do strajku. Prawo do strajku jest prawem człowieka, prawo do strajku jest prawem wpisanym do Konstytucji - zaznaczył. Jak przypomniał, ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która jest organem rejestrującym spory zbiorowe, wysłała tam mediatora i wskazała, że strajk jest legalny. - Do tego mamy sądy pracy, które przywracają pracowników do pracy, ci pracownicy nie pracują. Więc państwo się wypowiedziało. To ja chciałbym się teraz zapytać. skoro się wypowiedziały sądy, skoro się wypowiedziała ministra pracy, to gdzie jest pan minister Bodnar, który na to wszystko patrzy? Czy reaguje jako prokurator generalny? - pytał.
A - jak dodał - "mamy w Jeremiasie taką sytuację, że jest wykorzystywana praca osadzonych - więźniów, którzy łączą swoją swój pobyt w zakładzie karnym z formą zarobkową". Jak mówił, to nie są pracownicy, którzy mogą powiedzieć "nie".
- Te osoby są wykorzystywane np. do tego, żeby grodzić strajkujących jakimś płotem, żeby trzymać ich w jakiejś kanciapie, w której nie powinni przybywać, w której nie są spełnione warunki z zakresu bhp, dostęp do toalet - wskazał. Jak dodał, oczywiście są to relacje związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, ale "mamy potwierdzenie, także obrazkowe, filmograficzne, które pokazuje, że ci ludzie są tam zagrodzeni". Przypomnijmy, że strajkujący obecnie przestali się stawiać do pracy i manifestują przed zakładem.
- Nie chodzi o to, że ci więźniowie tam pracować nie powinni. Tu chodzi o to, że pracodawca w sporze z pracownikami stosuje takie metody - więźniowie grodzą strajkujących pracowników, odseparowują ich od innych. Nie wpuszcza się na miejsce działacza związkowego, który jest przywrócony do pracy. To jeżeli mamy sytuację, w której są tak poważne wątpliwości co do działania Jeremiasa, to gdzie jest minister sprawiedliwości? Przecież cała Polska żyje tym strajkiem, widzi, że to jest jeden z poważniejszych problemów społecznych - mówił mec. Ilnicki.
- Ja bym oczekiwał, żeby prokurator generalny nie był obserwatorem tego, co się dzieje, bo obserwować to mogą dziennikarze, ja. Natomiast od prokuratora generalnego oczekiwałbym działania. Jeżeli mamy tam czyn polegający na ciągłym naruszaniu przepisów związanych z prawem do strajku, utrudnianiem działalności związkowej, niewykonywaniem orzeczeń sądu, ignorowaniem działalności ministra pracy, to moim zdaniem pan minister Bodnar ma się czym popisać - stwierdził adwokat.
Strajk w Jeremiasie. "To menadżerowie odpowiadają za to, że sytuacja eskaluje"
W wtorek w końcu ruszyły negocjacje pomiędzy zarządem a strajkującymi. Mediatorami są radni miasta Gniezno. Firma za dotychczasowy brak dialogu obwinia jednak związkowców i apeluje do nich o spokój w akcjach protestacyjnych.
- Jeżeli oni rozpoczęli w końcu rozmowy po 6 tygodniach, to znaczy że jednak jest z kim rozmawiać. To po co ten strajk, skoro można było z ludźmi usiąść? - pytał retorycznie Ilnicki. Jak podkreślił, ma wyrobione zdanie, jeżeli chodzi o to kto ponosi odpowiedzialność za wybuch strajku w Jeremiasie. - Tak jak było w Parocu, w Solarisie, tak jest też w Jeremiasie. To menadżerowie, którzy odmawiają dialogu, nie uznają strony społecznej, ignorują związki zawodowe, odpowiadają za to, że sytuacja eskaluje - ocenił prawnik.
Firma chce także aby do negocjacji dołączyło Forum Pracownicze. - Takie forum to często jest instytucja, która jest pozazwiązkowym przedstawicielstwem. To jest niezgodne z ustawą, dlatego że w sporze zbiorowym uczestniczy związek zawodowy i pracodawca. Jak chce się pracodawca gdzieś na boku konsultować z jakimś innym ciałem, które najpewniej sam stworzył na podstawie własnych przepisów, żeby zbudować jakąś konkurencyjną reprezentację, to niech się konsultuje. W sporze zbiorowym ma obowiązek współdziałać z Inicjatywą Pracowniczą - powiedział Ilnicki.
Jeremias argumentuje jednak, że związek nie reprezentuje wszystkich pracowników, z których część nie bierze udziału w strajku. - A Forum Pracownicze to jest reprezentacja wszystkich czy tych, którzy tam zostali wytypowani? Ustawa mówi, że związki zawodowe w sprawach zbiorowych reprezentują wszystkich pracowników. Więc jeżeli zarząd Jeremiasa, który tak hojnie wypłaca sobie dwumilionowe nagrody, a nie chce się dogadać z pracownikami na godne podwyżki, kwestionuje stan prawny w Polsce, to mamy problem dodatkowy - podsumował gość Agnieszki Lichnerowicz.