Koniec strajku w Jeremiasie. Znamy szczegóły porozumienia
Strajk w fabryce kominów Jeremias trwał od 3 czerwca. Był pierwszym od 1989 roku strajkiem w Gnieźnie. Pracownicy domagali się partycypacji w zyskach niemieckiej firmy, która w ciągu niespełna 10 lat zwiększyła swoje przychody ponad trzykrotnie. Strajkujący walczyli o 800 zł podwyżki, wydłużenie płatnej przerwy do 30 minut, sprawiedliwy system premiowania i korzystniejszy tryb rozliczania nadgodzin. A także o przywrócenie do pracy dwóch zwolnionych dyscyplinarnie działaczy związkowych: szefa związku w Jeremiasie i Społecznego Inspektora Pracy Mariusza Piotrowskiego oraz Dariusza Modrzejewskiego.
Pomimo tego, że Piotrowski jeszcze przed wybuchem strajku otrzymał sądowy nakaz przywrócenia do pracy (w ramach zabezpieczenia na czas procesu) firma przez cały czas nie wpuszczała go do zakładu. Państwowa Inspekcja Pracy - po przeprowadzeniu kontroli w firmie - złożyła do sądu wniosek o ukaranie dyrektorki działu HR za zwolnienie dwóch związkowców z naruszeniem prawa.
W toku negocjacji, w których udział wzięli radni miasta Gniezna, związkowcy Inicjatywy Pracowniczej przedstawili propozycję kompromisu - 650 zł podwyżki, 20-minutowej przerwy, a zamiast zmian w rozliczaniu - 450 zł dodatku do pensji w czasie wzmożonej pracy sezonowej. Ostatecznie załoga osiągnęła godne porozumienie. Podwyżka to łącznie 700 brutto (do styczniowej kwoty 300 zł zarząd dodał 400), 20 minut przerwy, wszystkie soboty - poza jedną w miesiącu - rozliczane będą jako nadgodziny, a nie jak było wcześniej, czyli że były darmowe.
Gorąco w Jeremiasie. 'Nie będzie podwyżek, będzie wojna'
Strajk w Jeremiasie budził wiele emocji. Firma nie uznawała sporu zbiorowego i strajku za legalny. W pierwszych dniach strajku pracowników, którzy odstąpili od pracy, umieszczono w "klatce" - zamkniętym, ogrodzonym pomieszczeniu, odizolowanym od reszty załogi. Rzecznik Jeremiasa tłumaczył, że chodziło o względy bezpieczeństwa. Strajkujący oraz ich zwolennicy organizowali głośne pikiety pod firmą. Na miejsce przyjeżdżali związkowcy Sierpnia 80', OPZZ Konfederacji Pracy i inni działacze oraz politycy. W Gnieźnie była m.in. ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, marszałkini Senatu Magdalena Biejat, poseł partii Razem Maciej Konieczny. Sympatycy strajku blokowali też wjazd i wyjazd z fabryki.
Posłuchaj: