,
Obserwuj
Zachodniopomorskie

Masowe zatrucie w ośrodku wczasowym. "Ludzie słaniali się na nogach", jedna osoba zmarła

2 min. czytania
27.06.2024 10:01
"Czułem się bardzo źle, miałem biegunkę i wymioty, ale z innymi było gorzej. Nasz przyjaciel zasłabł, przewrócił się i leżał we własnych odchodach" - opisywał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" pan Ryszard, który wraz z ponad setką innych osób doznał ciężkiego zatrucia pokarmowego po posiłku w ośrodku wczasowym w Pogorzelicach (Zachodniomorskie). Jedna osoba zmarła.
|
|
fot. Rafał Malko / Agencja Wyborcza.pl

16 czerwca w jednym w ośrodków wczasowych w Pogorzelicy w województwie zachodniopomorskim doszło do masowego zatrucia pokarmowego.

Jak oficjalnie przekazał sanepid, zatruciu uległy 122 osoby (głównie emeryci), z czego osiem trafiło do szpitala. Jedna z tych osób - pracownik domu wczasowego, który wydawał kuracjuszom posiłki - zmarła.

Okoliczności zarówno masowego zatrucia, jak i śmierci mężczyzny bada Prokuratura Rejonowa w Gryficach. Na razie prowadzone są dwa oddzielne postępowania. Gdy okaże się, że przyczyną śmierci pracownika było zatrucie, sprawy będą prowadzone łącznie.

Kultowe zupki wycofane. 'Zagrożenie życia'

Prokuratura i sanepid nie zdradzają szczegółów swoich postępowań. Jak jednak ustaliła szczecińska "Gazeta Wyborcza", źródłem ciężkiego zatrucia tak dużej liczby osób były pierogi z mięsem. A zmarły mężczyzna miał zjeść ich najwięcej.

Te oddziały w wakacje pękają w szwach. 'Nie zawsze da się wszystkich uratować'

Masowe zatrucie w Pogorzelicach. "Po dziesięciu dniach wciąż bolą nas brzuchy"

Dziennikarze "GW" rozmawiali z innymi wczasowiczami, którzy ulegli zatruciu. "Zjadłem tylko trzy pierogi, bo się rozpadały. Potem w pokoju wypiłem ćwiartkę wódki i pewnie to mnie uratowało. To znaczy, czułem się bardzo źle, miałem biegunkę i wymioty, ale z innymi było gorzej. Nasz przyjaciel zasłabł, przewrócił się i leżał we własnych odchodach. (...) Ludzie słaniali się na nogach" - opisywał 77-letni pan Ryszard.

Organizatorzy przerwali turnus, a wszyscy wczasowicze zostali odwiezieni do domów. "Na koniec od organizatora wczasów dostaliśmy oświadczenie, że to nie ich wina - mówi Ryszard. - Żadnych pieniędzy nam do tej pory nie oddali. Pewnie oddadzą, ale zdrowia nam nie zwrócą. Po dziesięciu dniach wciąż bolą nas brzuchy, jesteśmy słabi, a znajoma nadal się zatacza" - podkreślił rozmówca "Gazety Wyborczej".

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". W ejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>