Skandal w Policach. "Tak to jest, jak sobie Kurda na starostę wybieracie"
Shivan Fate przyjechał do Polski ponad 26 lat temu - na studia na Uniwersytecie Szczecińskim. Skończył ekonomię i informatykę, założył rodzinę, tu ma dom, wiele lat temu uzyskał polskie obywatelstwo. - Początki nie były łatwe. Był rok 1998, w ogóle nie znałem języka, uczyłem się go na intensywnym kursie we Wrocławiu - opowiada. Jak dodaje, pokochał Polskę całym sercem, postanowił tu zostać i ma tu wielu znajomych i przyjaciół. Od 20 lat działa w samorządzie - był m.in. urzędnikiem w Urzędzie Marszałkowskim, potem radnym, dziś jest starostą w Policach w Zachodniopomorskiem.
Jak mówi, wyjechał z takiej, a nie innej Syrii. - Jako Kurd czułem się w tym kraju i byłem traktowany jak obywatel drugiej kategorii. Przyjeżdżając do Polski i wiążąc z nią swoje życie, nie zrobiłem tego po to, by znowu czuć się obywatelem drugiej kategorii. Wydawało mi się, że przyjechałem do kraju, gdzie jest wolność, demokracja i nadal w to wierzę, bo mnóstwo ludzi w Polsce to ludzie otwarci, przyjaźni, spokojni. Natomiast to, co mnie obecnie spotkało, ma tło polityczne i w sposób cyniczny wykorzystano moje pochodzenie - mówi gość TOK FM.
"Tak to jest, jak sobie Kurda na starostę wybieracie"
Pod koniec czerwca w gminie Dobra w powiecie polickim zebrała się Komisja Budownictwa i Rozwoju Gospodarczego. To w trakcie tego posiedzenia miały paść słowa, które nigdy paść nie powinny. Radny Łukasz Bojanowski miał publicznie powiedzieć m.in. "tak to jest, jak sobie Kurda na starostę wybieracie". Potem miał dodać: "Życzyłbym sobie, aby w organach władzy publicznej w Polsce zasiadali Polacy czystej krwi".
Shivan Fate - za pośrednictwem swoich pełnomocników - wystosował do radnego żądanie prawne. Wnosi w nim o przeprosiny (o treści, którą sam radny uzna za stosowną) oraz o wpłatę pięciu tysięcy zł na Caritas Polska z dopiskiem "Jemen".
- Jest mi po prostu, po ludzku przykro - mówi w rozmowie z TOK FM Shivan Fate. - Od dłuższego czasu, właściwie odkąd zaczęła się ta sytuacja z polsko-niemiecką granicą, zaczęła się na mnie wylewać fala hejtu. Choćby poprzez organizowanie zbiórki przez jakieś stowarzyszenie w Policach, żeby odwołać mnie i całą Radę Powiatu. Nie dlatego, że jestem złym starostą, a jedynie dlatego, że urodziłem się w innym kraju. A ja pytam, o co w tym wszystkim chodzi? Przecież jestem obywatelem Polski, a Konstytucja gwarantuje moje prawa tak jak każdemu innemu obywatelowi - mówi nasz gość. - Nie można bezkarnie obrażać polskich obywateli, którzy wiele robią dla tego kraju, a urodzili się w innym miejscu na świecie - dodaje.
Do tego są instytucje państwa
Shivan Fate jest starostą powiatu położonego wzdłuż polsko-niemieckiej granicy. - Codziennie wracając z pracy do domu, jadę wzdłuż granicy drogą powiatową, gdzie zahaczam o dwa - trzy punkty graniczne. Nie zauważyłem tam żadnej "inwazji" migrantów, o której jest mowa w internecie czy w prawicowych mediach. Oczywiście, zdarza się, że migranci są zawracani z Niemiec do Polski, ale takie sytuacje były, są i będą. Przez ponad 15 lat współpracowałem ze Strażą Graniczną, byłem tłumaczem, do dziś mam z nimi kontakt. I nie ma mowy o setkach czy tysiącach zawróceń, czy przyjazdów z Niemiec do Polski. Naprawdę - podkreśla gość TOK FM.
Nasz rozmówca tłumaczy, że od kontrolowania ludzi na granicach są instytucje państwa, a nie Ruch Obrony Granic z Robertem Bąkiewiczem na czele. - Oczywiście, że traktuję to w kategoriach anarchii. Jeżeli ktoś, kto nie jest do tego uprawniony, zatrzymuje samochody i legitymuje ludzi, to nie jest to normalne. Do tego są instytucje państwa, a nie osoby, które się same powołały. Bo - przepraszam najmocniej - działają jako kto? Dla mnie to anarchia - dodaje Fate.
Jak mówi, obserwując to, co się obecnie w Polsce dzieje, ma poczucie, że w kraju żyją dwa róże narody, które wzajemnie się zwalczają. - W życie codzienne i społeczne wkroczyła polityka. I to przeraża, nie jest powodem do dumy to, że jeden człowiek na drugiego nie może patrzeć, bo ma inne poglądy, choćby na temat migracji. I to jest przykre, bardzo przykre, że wygląda to tak, jakbyśmy mieli w Polsce do czynienia z dwoma narodami - mówi Shivan Fate.
Nie może być zgody na mowę nienawiści
Dlatego w swojej sprawie zdecydował się na wejście na drogę prawną. Bo, jak podkreśla, nie może być zgody na mowę nienawiści i dyskryminację. Na razie wysłał do radnego przedsądowe żądania, ale jeśli przeprosin i wpłaty na Caritas nie będzie - pójdzie do sądu, by powiedzieć "dość". Złoży pozew o ochronę dóbr osobistych.
Jak mówi mecenas Zbigniew Barwina z kancelarii, która reprezentuje starostę z Polic, może tu być mowa o wielu dobrach osobistych, bo katalog jest niezwykle szeroki. - Dobra osobiste, które wymienia Kodeks Cywilny w art. 23, to bardzo szeroki wachlarz. Co więcej, przepis nie wymienia ich enumeratywnie, nie wymienia wszystkich, które istnieją, ale tylko przykładowo pewne dobra wskazuje. Między innymi mamy wskazaną część i na pewno w tym przypadku została ona naruszona. Ale obok niej możemy też mówić o takich dobrach jak reputacja społeczna czy dobre imię - wskazuje adwokat.
"Pańskie wypowiedzi stanowiły naruszenie dóbr osobistych Pana Shivana Fate oraz są publicznym wezwaniem do dyskryminacji na tle narodowościowym i jako takie muszą spotkać się z krytyką i jednoznacznym potępieniem. Pańskie słowa wypowiedziane publicznie mają swoją wagę. Korzystanie z wolności wypowiedzi oraz swobody wyrażania poglądów kończy się tam, gdzie zaczyna się naruszenie dóbr osobistych czy formułowanie opinii o charakterze ksenofobicznym. Pańskie wypowiedzi, które osadzone były w kontekście kryzysu migracyjnego, przyczyniają się tylko do wzrostu napięć społecznych, a nie do rozwiązania istniejącego problemu" - czytamy w uzasadnieniu wystosowanego do radnego żądania.
Co na to radny z gminy Dobra?
Łukasz Bojanowski zamieścił swoje oświadczenie w mediach społecznościowych. "Podczas swobodnej wypowiedzi w trakcie posiedzenia komisji odnosiłem się do braku rozstrzygniętego przetargu (...) w sprawie utrzymania pasa drogowego dróg powiatowych (...). Użyłem - mniej więcej - stwierdzenia, że dobrze byłoby, gdyby zamiast w wielką politykę - mam na myśli minione wybory prezydenckie - lokalni włodarze zaczęli się bardziej interesować lokalną tematyką. Wszystko, co zostało dopowiedziane później, jest niestety wierutnym kłamstwem i godzi w moje dobre imię" - wskazuje na filmie radny.
Radny podkreśla też, że posiadanie obywatelstwa polskiego nie jest, jego zdaniem, równoznaczne z „byciem Polakiem”, podając jako przykład zagranicznych piłkarzy, którzy otrzymują obywatelstwo, ale nie powinni być upoważnieni do piastowania stanowisk w polityce.
Pod postem radnego pojawiło się wiele komentarzy, w tym posła Dariusza Mateckiego z Ruchu Obrony Granic. "Walczyć, nie poddawać się! Próbują Pana zaszczuć za obronę granic" - napisał Matecki.