,
Obserwuj
Pomorskie

Były policjant gorzko o poszukiwaniach Grzegorza Borysa. "To nie film kryminalny"

tokfm.pl/PAP
3 min. czytania
04.11.2023 09:27
Policyjne działania w sprawie Grzegorza Borysa przypominają mi poszukiwania "snajpera" Stanisława Antczaka, którą prowadziliśmy w Szczecinie w 2007 roku - mówił PAP emerytowany policjant, były rzecznik prasowy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Maciej Karczyński. Jego zdaniem, jeśli nie uda się znaleźć Borysa - żywego lub martwego - to będzie potwarz dla policji.
|
|
fot. KWP w Gdańsku

Sobota (4 listopada) jest już 16. dniem poszukiwań Grzegorza Borysa, podejrzanego o zabójstwo swojego 6-letniego syna. Policyjne działania nie ustają. Zaangażowanych w nią pozostaje około tysiąca funkcjonariuszy z policji, Straży Granicznej, Straży Pożarnej oraz Żandarmerii Wojskowej.

- Poszukiwania Grzegorza Borysa bardzo przypominają mi działania związane z poszukiwaniami 'snajpera' ze Szczecina - mówił Karczyński. Tym 'snajperem' ze Szczecina był Stanisław Antczak. W 2007 roku najpierw postrzelił rzecznika Szczecińskiego SLD Albina Majkowskiego, później postrzelił mężczyznę przed hotelem 'Panorama'. Używał rewolweru z celownikiem laserowym.

Po tych atakach, Antczaka poszukiwała zachodniopomorska policja. Kilkudniowa obława w Puszczy Szczecińskiej przy użyciu śmigłowca i setek policjantów nie przyniosła rezultatu. 1 marca 2007 roku w dzielnicy Zdroje mężczyzna został zauważony przez policjantów i zaczął do nich strzelać. W trakcie tej obławy Antczak popełnił samobójstwo.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć >>

Wcześniej mężczyzna był skazany przez sąd na 13 lat więzienia za włamania, podpalenia i napady. Na wolność wyszedł po 10 latach i napadł na kiosk ruchu. Ponownie trafił do więzienia, z którego uciekł w 2005 roku.

- W trakcie naszych działań weszliśmy m.in. do garażu, który Antczak wynajmował. W środku znaleźliśmy włączony komputer z ustawioną stroną internetową z forum dzielnicy, na którym ludzie opisywali, że przed momentem na osiedle wjechały wozy policyjne. To go ostrzegło i uciekł przed naszym przyjazdem, zostawiając to wszystko - opisywał Karczyński zdarzenia z 2007 roku.

Podkreślił, że wówczas policja weszła w 'komitywę z mediami'. - Po tym zdarzeniu, poprosiliśmy media ze Szczecina, żeby przez tydzień nie informowały o policyjnych działaniach - mówił. - Byliśmy przekonani, że prędzej czy później go złapiemy - dodał były policjant.

Jego zdaniem działania związane z poszukiwaniami Grzegorza Borysa, który jest podejrzany o zabójstwo swojego 6-letniego syna, 'wymagają ciszy'.

- Jest to jednak patowa sytuacja - dodał. Mieszkańcy, rodzina i media chcą bowiem wiedzieć, na jakim etapie są działania związane z poszukiwaniami przestępcy. Jak podkreśla 'służby, zwłaszcza Żandarmeria Wojskowa, powinny wiedzieć, co mówić i jak mówić'. Jego zdaniem, służby, jeśli nie są pewne, co do przebywania Borysa w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym powinny to zakomunikować. - Teraz jest taka narracja, że mężczyzna wciąż przebywa w lesie - żywy lub martwy, a co jeśli on z tego lasu uciekł? - pytał były policjant i dodał, że taki komunikat również powinien się pojawić. - To - jak zaznaczył ekspert - nie jest film kryminalny, w którym wszystko się udaje. Tak wygląda życie - podkreślił.

- Moim zdaniem służby zrobiły wszystko, co są w stanie zrobić, użyły środków, które są w stanie im posłużyć - ocenił ekspert.

W piątek, dwa tygodnie od zabójstwa, służby zawęziły teren poszukiwań w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Ich działania skupiają się na 2 ha wokół zbiornika wodnego Lepusz.

- Co jeśli teraz go nie znajdą? Co powiedzą opinii publicznej? Moim zdaniem powinni być przygotowani na przyznanie się do błędu, oczywiście jeśli go popełnili i wytłumaczenie braku skuteczności. Tego oczekuje opinia publiczna i media - mówił Karczyński.

Jego zdaniem Grzegorz Borys nie żyje, albo nadal ukrywa się w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. - Jedyne rozwiązanie tego kryzysu, to znalezienie go żywego lub jego ciała. Dopóki nie będzie znalezione, to będzie potwarz dla policji - stwierdził.

Były policjant przypomniał również sprawę Jacka Jaworka, który od ponad dwóch lat jest poszukiwany przez policję. Zdaniem śledczych Jaworek w lipcu 2021 roku w Borowcach koło Częstochowy zastrzelił brata, bratową i 17-letniego bratanka.