,
Obserwuj
Pomorskie

Kierowcy w Gdyni znowu chcą podwyżek. "Pani prezydent chyba się nie zna"

3 min. czytania
22.06.2024 09:00
Związkowcy z komunikacji miejskiej w Gdyni przekazali nowej prezydentce miasta listę swoich postulatów. Kierowcy walczą o poprawę warunków pracy od lat, spór z poprzednią władzą wielokrotnie ocierał się o protesty. Tym razem obie strony deklarują gotowość do rozmów i rozwiązania problemu.
|
|
fot. Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl

Kryzys w komunikacji miejskiej trwa, jego efektem są puste miejsca za kierownicami pojazdów transportu publicznego. Związkowcy nie chcą tracić czasu i krótko po wyborach odwiedzili nowe władze miasta. - Rozmowy trzeba rozpocząć. Nie ma co czekać - powiedział TOK FM szef związkowców Stanisław Taube. - Dziś brakuje około 70 kierowców w systemie komunikacji miejskiej i to jest sytuacja dramatyczna - rozłożył ręce.

Taube podkreślał, że gdyby nie elastyczność kierowców i przesuwanie urlopów, to każdego dnia w zajezdni mogłoby pozostawać około 30 pojazdów, dla których nie byłoby obsady. Problemem jest też brak nowych pracowników, których warunki płacy nie przyciągają.

Czego oczekują związkowcy?

Wśród postulatów związkowców najważniejsze są więc te dotyczące finansów. Kierowcy domagają się zwiększenia nakładów na komunikację miejską i określenia zasad corocznego wzrostu płac. Pracownicy komunikacji chcą też zmniejszenia katalogu kar dla kierowców, przywrócenia przedstawiciela w radach nadzorczych w spółkach komunikacyjnych oraz cyklicznych spotkań z władzami miasta.

Wąskie gardło na wakacje w Trójmieście. To będzie koszmar

Tematem komunikacji miejskiej zajmuje się ostatnio powołany wiceprezydent Tomasz Augustyniak. Zapewnia, że jest gotowy do spotkań, ale cudów nie ma zamiaru obiecywać. - Będziemy rozmawiać, bo chcemy rozwiązywać problemy, natomiast te rozmowy nie oznaczają, że usuniemy wszystkie bariery budżetowe. Wiemy, że miasto jest w trudnym położeniu finansowym i musimy zadbać, aby z tego trudnego położenia wyjść - tłumaczy.

Augustyniak przypomina też, że wiele postulatów kierowców - jeszcze za poprzedniej władzy w Gdyni - doczekało się realizacji. - Decyzje budżetowe z ubiegłych lat, łącznie z tą, która czeka jeszcze na posiedzenie rady miasta, dały łączny efekt 36 milionów złotych [dla komunikacji miejskiej - red.], więc nie można powiedzieć, że się nic w tej sprawie nie zadziało - przekonuje wiceprezydent. - Uprzedzam, że działamy w realiach budżetowych, a budżet miasta na 2024 rok nie przewiduje na tę chwilę żadnych dodatkowych środków - kwituje.

'Związki zawsze takie będą'

Związkowcy nie stawiają sprawy na ostrzu noża. Zapewnili, że też są otwarci na rozmowy i udzielają nowej prezydent Aleksandrze Kosiorek pewnego kredytu zaufania.

- Pani prezydent słuchała nas uważnie. Wiele na temat komunikacji nie mogła powiedzieć, bo chyba się jeszcze nie zna. Może z miesiąca na miesiąc będzie poznawać komunikację i wtedy będzie lepiej - komentował Taube, nie kryjąc złośliwości. - Niech obecna władza się nie obraża na związki zawodowe gdyńskiej komunikacji. One zawsze takie były i zawsze takie będą (...). My chcemy dialogu, a pani prezydent jest z [Gdyńskiego - red.] Dialogu i tego będziemy się od obecnej władzy domagać - kwitował.

Kolejne spotkanie na warunkach miasta

Związkowe postulaty mogą więc wynikać nie tyle z potrzeby gaszenia realnego pożaru, ile chęci przetestowania nowej prezydent miasta. - Ja myślę, być może naiwnie, że jednak wszyscy mamy jeden cel. Chodzi o to, by komunikacja w Gdyni funkcjonowała jak najlepiej - mówi wiceprezydent Augustyniak. I na koniec zapowiada: "Do kolejnego spotkania ze stroną związkową w najbliższych tygodniach dojdzie z naszej inicjatywy".

Przypomnijmy - w ostatnich wyborach samorządowych władzę w Gdyni przejęła Aleksandra Kosiorek z Gdyńskiego Dialogu.

Zastąpiła wieloletniego prezydenta Wojciecha Szczurka, który nie dostał się nawet do drugiej tury. W głosowaniu 7 kwietnia uzyskał 23,53 proc. głosów.