Lokalna aktywistka poszła na wojnę z gminną gazetką. "Płacimy podatki i mamy prawo"
Mszczonów to niewielkie miasteczko położone w powiecie żyrardowskim na Mazowszu. Burmistrzem - od ponad 35 lat - jest tu Józef Kurek. W ostatnich wyborach samorządowych wygrał ponownie, w I turze, zdobywając 53,04 procent głosów. Głosowało na niego 2467 mieszkańców. Wśród jego kontrkandydatów była działaczka lokalnego Komitetu Wyborczego 'Mszczonów To My' Barbara Koprus. Aktywiści wystawili też przedstawicieli do rady miasta - wprowadzili trzy osoby.
W Mszczonowie od wielu lat samorząd wydaje z publicznych pieniędzy lokalną gazetę 'Merkuriusz Mszczonowski'. Komitet Wyborczy 'Mszczonów To My' przed wyborami zwrócił się z prośbą o opublikowanie w 'Merkuriuszu' (odpłatnie) plakatu informacyjnego o komitecie. - Chodziło o przekazanie mieszkańcom informacji, że taki komitet powstał i wskazanie nazwisk naszych kandydatów. W tym ogłoszeniu, które miało formę plakatu, nie było nic o naszym programie wyborczym. Dostaliśmy odmowę - informuje Barbara Korpus, która ostatecznie została radną.
- Gminny Ośrodek Informacji przekazał nam, że jest to materiał komitetu wyborczego, a gazeta nie zamieszcza żadnych materiałów, które dotyczą wyborów. Jest bowiem rozkładana m.in. na terenie urzędu miasta, gdzie nie wolno prowadzić agitacji politycznej - opowiada Beata Mrukiewcz, lokalna aktywistka, jedna z kandydatek komitetu 'Mszczonów To My'. - Po pierwsze, bardzo mnie zdziwiło, że w udzielonej nam odpowiedzi użyto m.in. takiego argumentu, że jest to gazeta o Mszczonowie i o mieszkańcach. Przecież ja też jestem mieszkanką. Mieszkam tutaj od 50 lat i mam takie same prawa i obowiązki jak inni - dodaje aktywistka.
Po drugie, jak mówi, dziwi się, bo 'od lat, przed każdymi wyborami, komitet wyborczy pana burmistrza i jego radnych udzielają regularnie wywiadów, opowiadają m.in. o tym, czym się zajmą po wyborach, jakie mają plany'. - Mówią też o swoich dokonaniach. Tymczasem my nie mogliśmy zamieścić krótkiego materiału informacyjnego - rozkłada ręce pani Beata.
Sprawa w sądzie
Mrukiewicz postanowiła wystąpić na drogę sądową. Do Sądu Okręgowego w Płocku trafił właśnie jej pozew przeciwko gminie i jednej z instytucji samorządowych - Gminnemu Centrum Informacji, które wydaje gazetę 'Merkuriusz Mszczonowski'. Bo to właśnie do niej pani Beata w marcu 2024 roku skierowała prośbę o opublikowanie plakatu informacyjnego za opłatą.
- Uznajemy, że odmowa opublikowania tego materiału miała charakter całkowicie bezpodstawny, a dodatkowo naruszyła dobra osobiste pani Beaty w postaci wolności komunikowania się i prawa do nieskrępowanego rozpowszechniania informacji - informuje mecenas Patrycja Rejnowicz-Janowska z Kancelarii Jabłoński-Koźmiński, która pro bono reprezentuje Beatę Mrukiewicz.
W ocenie pani mecenas sprawa ta pokazuje, jak samorządowcy - za publiczne pieniądze - robią sobie reklamę wyborczą w lokalnych gazetach. - W 'Merkuriuszu Mszczonowskim' były publikowane m.in. informacje wyborcze, wywiady z kandydatami i to podnosimy w pozwie. I tutaj - obok naruszenia dóbr osobistych - stawiamy też zarzut dyskryminacji ze względów politycznych. Nasza mocodawczyni dostrzegła bowiem, że jedne materiały o charakterze wyborczym były publikowane, a inne nie - tłumaczy Rejnowicz-Janowska.
Główny zarzut z pozwu dotyczy naruszenia art. 36 ustęp 1 i 4 Prawa prasowego. - Przepis ten zawiera zamknięty katalog przyczyn, których wystąpienie może skutkować odmową opublikowania ogłoszenia czy reklamy przez wydawcę. I tak, wydawca może tego odmówić, jeśli treść lub forma ogłoszenia czy reklamy są sprzeczne z przepisami prawa, zasadami współżycia społecznego, linią programową redakcji lub charakterem publikacji. Jeśli nie wystąpi żadna z tych przesłanek, wydawca ma obowiązek ogłoszenie opublikować - tłumaczy prawniczka. - W realiach tej sprawy Gminne Centrum Informacji nie wykazało żadnej z tych przyczyn. Dlatego uznajemy, że odmowa opublikowania miała charakter bezpodstawny i stanowi naruszenie dóbr osobistych pani Beaty Mrukiewicz - dodaje.
Warto przypomnieć, że niedawno Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego skierowało do konsultacji społecznych założenia nowej ustawy medialnej. W projekcie proponuje się m.in. całkowity zakaz działalności medialnej dla samorządów. 'Należy rozważyć wprowadzenie całkowitego zakazu prowadzenia działalności medialnej (wydawania prasy oraz dostarczania usług medialnych w rozumieniu ustawy o radiofonii i telewizji) przez jednostki samorządu terytorialnego oraz podmioty podległe tym jednostkom' - czytamy w projekcie.
Pytamy Beatę Mrukiewicz, dlaczego zdecydowała się pójść do sądu. - Wybory już się odbyły, jakie są wyniki - wszyscy wiemy. Natomiast za pięć lat będą kolejne, zapewne pojawią się inne komitety wyborcze. Dlatego postanowiliśmy wejść na drogę sądową. Chcemy, aby w przyszłości wszyscy mieli równe szanse na to, by każdy mógł w równym stopniu zaistnieć w tej gazecie. Jeśli wszyscy płacimy podatki, z których ta gazeta powstaje, to każdy z nas ma prawo w takiej gazecie wystąpić - tłumaczy Beata Mrukiewicz.