''Nie jesteśmy żółtodziobami''. Minister Wdówik odpowiada środowisku osób z niepełnosprawnościami. Szykuje się protest
Pani Ewa jest mamą 18-latka z niepełnosprawnością. Jej syn jest osobą z porażeniem mózgowym, w pełni zależną od rodziców. Ma problemy z chodzeniem, mówieniem, ubieraniem się, jedzeniem i wieloma innymi czynnościami. - Ale chce żyć niezależnie, dlatego bardzo liczy na ustawę o asystencji osobistej i na pomoc takiego asystenta na co dzień - mówi matka chłopaka.
Ustawa o asystencji osobistej miała być procedowana wspólnie z ustawą o świadczeniu wspierającym, które kilkanaście tygodni temu zaprezentowało Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. Chodzi o pieniądze, które miałyby dostać osoby z niepełnosprawnością na niezależne życie. - Ale na razie mamy jedynie projekt dotyczący świadczenia. A to świadczenie bez ustawy o asystencji to po prostu jakaś ściema - mówi pani Ewa, nie kryjąc irytacji.
- Nawet jak mój syn dostałby to najwyższe świadczenie, to nie wystarczy mu na życie, rehabilitację i na zatrudnienie z tych pieniędzy osobistego asystenta. Musi być oddzielna ustawa i jej oddzielne finansowanie, a tego brak - dodaje mama 18-latka. Przypomnijmy, świadczenie ma wynosić od 50 do 200 procent renty socjalnej - w zależności od potrzeby wsparcia danej osoby z niepełnosprawnością. Chodzi o kwoty od 794,22 zł do 3176,88 zł brutto.
Będzie protest
Wśród osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin jest duży niepokój. Ministerstwo zaproponowało świadczenie wspierające, tyle że - jak słyszymy - zapomniano o ustawie o asystencji osobistej. Dlatego na najbliższą sobotę (13 maja) zapowiedziano protest. Zaplanowano - jak piszą organizatorzy - kondukt żałobny, który przejdzie ulicami Warszawy przed kancelarię prezydenta.
Co na to minister?
Pełnomocnik rządu do spraw osób niepełnosprawnych Paweł Wdówik powiedział TOK FM, że ustawa o asystencji będzie, ale za jakiś czas. Kancelaria prezydenta, która pracuje nad tym projektem, jeszcze go nie przedstawiła. Nie wiadomo też, czy projekt trafi ostatecznie do szerokich konsultacji społecznych.
- Uważam, że mówienie o tym, że albo wprowadzimy wszystko, albo możemy iść sobie na drzewo, nie ma sensu. Wolę rozwiązanie, w którym teraz wdrożymy świadczenie wspierające, a asystencję albo równolegle, albo nawet po szerokich konsultacjach, nawet te pół roku później - powiedział w wywiadzie dla TOK FM Wdówik.
Minister podkreślił, że chodzi mu o to, by przynajmniej świadczenie wspierające weszło w życie jeszcze przed wyborami. - Wiemy, jak działa system polityczny w tym kraju. Po wyborach natychmiast różne priorytety ulegają zasadniczej rekonfiguracji. Nie mam żadnej pewności, że jeśli - co nie daj Boże - ktoś inny wygra te wybory, to po prostu uzna, że sprawa świadczenia wspierającego jest na tyle ważna, by ją zrealizować w ciągu pierwszych miesięcy czy pierwszych 100 dni rządów - stwierdził Wdówik.
Ustawa o asystencji osobistej ma pomóc osobom z niepełnosprawnością w niezależnym życiu. Asystent miałby pomagać w czynnościach życia codziennego, ale też w wyjściu na spacer, do kina czy do kawiarni - tak, by osoba niepełnosprawna nie była uwięziona w czterech ścianach swojego domu.
Zamek na Wawelu wreszcie ma 'komfortk’'. 'Odczarowuje mit niedost’ępności'
Świadczenie wspierające też budzi emocje w środowisku osób z niepełnosprawnościami m.in. dlatego, że ma być przyznawane na podstawie specjalnej skali. Skala będzie określać stopień życiowego funkcjonowania danej osoby z niepełnosprawnością. Protestują przeciwko temu m.in. rodzice dzieci i dorosłych z autyzmem. Swoje stanowisko wydało Porozumienie Autyzm Polska.
"Standardy w zakresie ustalania poziomu potrzeby wsparcia, zawarte w projektowanym rozporządzeniu, dyskryminują osoby z zaburzeniami psychicznymi i rozwojowymi, w tym osoby z autyzmem i z niepełnosprawnością intelektualną. To kolejny przykład narzędzia do oceny niepełnosprawności czy zakresu potrzeby wsparcia (...) nieadekwatny i nieprzydatny dla oceny zaburzeń, a w konsekwencji potrzeby wsparcia osób z autyzmem" - napisano w stanowisku.
Rodzice boją się, że ich dzieci (w spektrum autyzmu) nie załapią się na wymaganą przez nową skalę liczbę punktów, by móc dostać wsparcie. Niektórzy próbowali liczyć, ile punktów będą mogli dostać - według proponowanej nowej skali - i wychodziło im, że na wsparcie nie mają szans.
Minister Paweł Wdówik w rozmowie z nami zaprzeczył jednak, że osoby w spektrum autyzmu na nowym systemie stracą. - I ja, i pracownicy, którzy zajmują się orzecznictwem, nie są w tym temacie żółtodziobami - powiedział Wdówik. I dodał, że skala ma być dostosowana m.in. do osób z autyzmem. - System punktowania, który chcemy wprowadzić, nie jest intuicyjny i człowiek bez przeszkolenia nie będzie umiał policzyć sobie samodzielnie liczby punktów dla siebie czy swojego bliskiego. Dlatego "punktowanie nad jajeczkiem", jak to się odbywało w czasie Wielkanocy, o tyle nie ma sensu, że ludzie nie wiedzą, jak tych punktów używać ani czym jest na przykład pełna substytucja. Trzeba rozumieć pojęcia i wiedzieć, kiedy które z nich ma być użyte - podsumował Wdówik.