,
Obserwuj
Dolnośląskie

Zbierał pieniądze na walkę z rakiem. Wraz z żoną usłyszeli zarzuty. "Wszyscy się nabraliśmy"

3 min. czytania
14.05.2024 10:03
39-latek ze wsi pod Strzelinem (Dolnośląskie) przez kilka lat udawał, że walczy z glejakiem i zbierał środki na leczenie na jednym ze znanych portali. Mężczyzna wraz z żoną usłyszał kilkanaście zarzutów w sprawie fałszywej zbiórki pieniędzy. "Zastanawiałam się ostatnio, czy oni wieczorami siadali w fotelu i się z nas śmiali" - mówiła jedna z uczestniczek zbiórki "Gazecie Wyborczej".
|
|
fot. facebook.com/Grzegorzowi pomagamy- licytacje wygrywamy

39-letni Grzegorz P. z wsi pod Strzelinem (woj. dolnośląskie) od 2020 roku prowadził internetową zbiórkę na leczenie glejaka II stopnia z użyciem portalu Pomagam.pl. Oprócz tego mężczyzna miał swoją, liczącą ok. 2 tys. uczestników Facebookową grupę z licytacjami "Grzegorzowi pomagamy - licytacje wygrywamy" i był podopiecznym strzelińskiej fundacji "Gramy o życie", gdzie dostał własne subkonto.

Mieszkańcy Strzelina, by pomóc Grzegorzowi P. i jego rodzinie, piekli ciasta na kiermasze, stawiali skarbonki w swoich biznesach i wystawiali przedmioty na aukcje. Kwestowali też w szkołach, przedszkolach, zakładach pracy i na festynach. 

W gromadzeniu środków na leczenie Grzegorzowi pomagała mu jego żona Justyna, która regularnie publikowała w sieci wpisy, dotyczące stanu zdrowia jej męża i zdjęcia, na których Grzegorz bawi się z córką. "Wystarczyło, że napisała, że Grzesiek źle się czuje i już leciały wpłaty" - mówili mieszkańcy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Na dowód ciężkiego stanu zdrowia rodzina P. pokazywała dokumenty z informacją o rozpoznaniu guza i wdrożonym leczeniu z pieczątką lekarską, faktury z aptek i rozliczenia kosztów podróży za leczenie.  "Justyna kiedyś mi je pokazała. Były napisane fachowym językiem, z logiem szpitala, pieczątką i podpisem lekarza z Krakowa, którego wygooglowałam" - opisywała dla "GW" Iwona, jedna z uczestniczek zbiórki.

Młoda onkolożka latami bez pracy. 'Państwo we mnie zainwestowało i co?'

Dzięki zbiórce na Pomagam.pl Grzegorzowi i Justynie udało się zebrać około miliona złotych. Do tego Anna - przyjaciółka Justyny - pożyczyła rodzinie łącznie 25 tysięcy złotych. Ale to wciąż było za mało. "Pierwszy wlew już 10 kwietnia" - pisała Justyna, prosząc internautów o 115 tys. złotych. "Nasza 6-letnia córka potrzebuje mieć u swojego boku ukochanego tatusia."

Małżeństwo P. pogrążyła literówka

Wątpliwości dotyczące choroby mężczyzny zaczęły pojawiać się dopiero w 2024 roku. Uczestnicy grupy "Grzegorzowi pomagamy - licytacje wygrywamy" zauważyli, że Grzegorzowi nie wypadły włosy i cały czas pracuje. Justyna stawała w obronie męża, a pod jednym z wpisów dołączyła fakturę za pierwszy wlew immunoterapii celowanej, z literówką w nazwie Narodowego Instytutu Onkologicznego im. Marii Skłodowskiej-Curie w Krakowie. W dokumencie brakowało ponadto adresu szpitala i numeru NIP, a stawki VAT były zamazane. Niedługo potem na stronie Górnośląskiej Fundacji Onkologicznej pojawiło się oświadczenie z informacją, że Grzegorz bezprawnie używał jej numeru KRS.

Wymienili imię córki i rozmowa potoczyła się już gładko. Podejrzeń nie wzbudziła nawet 20-letnia 'pani notariusz'

Do domu rodziny P. weszła policja, która zabezpieczyła sfałszowaną dokumentację medyczną i podrobioną pieczątkę lekarską. Grzegorz i Justyna usłyszeli kilkanaście zarzutów oszustwa i podrabiania dokumentów. Mężczyzna przyznał, że na pomysł symulowania nowotworu wpadł w 2019 roku, a zebrane pieniądze zainwestował na giełdzie. Justyna utrzymuje, że nie miała pojęcia o oszustwie męża. Oboje zostali aresztowani, a ich córka trafiła do dalszej rodziny.

Policja oszacowała, że małżeństwo P. wyłudziło ok. 400 tys. zł i oszukało ponad siedem tysięcy osób. Kolejne się zgłaszają. 

"Wszyscy się na te pozory nabraliśmy. Zastanawiałam się ostatnio, czy oni wieczorami siadali w fotelu i się z nas śmiali. Mówili "Zobacz, a ten frajer nam pieniądze dał!", "A ta jeszcze przywiozła dary!" - mówiła jedna z mieszkanek.

Anna, która pożyczyła rodzinie P. 25 tys. złotych dowiedziała się od policji, że nigdy nie odzyska tych pieniędzy. Ale - jak podkreśliła, to nie kwestia pieniędzy jest dla niej najgorsza. "Czuję dojmujący żal. Trochę tak, jakby mi umarł ktoś bliski" - powiedziała.

W międzyczasie do zarzutów wobec Grzegorza i Justyny odniosła się Górnośląska Fundacja Onkologiczna. "Z przykrością informujemy, że osoba o imieniu Grzegorz P. używa bezprawnie danych naszej organizacji, podając nasz numer KRS w celach zbiórkowych. Oświadczamy, że Pan Grzegorz P. nie jest podopiecznym naszej Fundacji, a cel, na który zbiera, nie jest nam znany [...] Prosimy o zachowanie ostrożności i nieprzekazywanie środków na niezweryfikowane zbiórki" - czytamy w oświadczeniu Fundacji.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>