Atak na działaczy KOD w Kielcach. "Gdy zobaczył napis 'PiS to zło', dostał furii"
Do zdarzenia doszło w czwartek po południu, w centrum Kielc. Działacze świętokrzyskiego Komitetu Obrony Demokracji zachęcali przechodniów do udziału w wyborach 15 października, a także do włączenia się w akcję obywatelskiej kontroli wyborów - "Wybory bez picu".
- Było nas czworo. Mostek na rzece Sinicy, na którym staliśmy, to charakterystyczne miejsce - skrzyżowanie szlaków komunikacyjnych. Często tam jesteśmy, rozstawiamy stoliki i namiot KOD. Nigdy wcześniej żaden atak się tu nie wydarzył. Spodziewałabym się agresji w jakiejś małej miejscowości, ale w Kielcach? - dziwi się działaczka KOD Izabela Jaros.
Jak dodaje, aktywiści mieli ze sobą m.in. plakaty z napisem "Wybory bez picu" i potykacz z napisem "Potem już może nie być okazji". Ubrani byli w specjalne pomarańczowe koszulki i czapki. Na stoliku leżały również ulotki z hasłem "PiS to zło".
- Mężczyzna, który się koło nas pojawił, to prawdopodobnie emeryt. Był z walizką, jakby skądś wracał. Zobaczył, że mieliśmy torby z napisem "Konstytucja". Zapytał, czy nie mógłby dostać jednej z nich. Początkowo był uprzejmy, ale gdy zobaczył napis "PiS to zło" - dostał furii. Krzyczał, próbował podrzeć nasze ulotki, ale wziął cały ich plik, dlatego mu nie wychodziło. Kopał też nasz potykacz z napisem "Ważne, kto liczy głosy". Koleżanka powiedziała, że wzywa policję - opowiada pani Izabela w rozmowie z TOK FM.
Jak dodaje, mężczyzna w końcu odszedł, ale po około 15 minutach wrócił, już bez walizki. Co mogło wskazywać na to, że mieszka gdzieś w pobliżu. Ponownie miał niszczyć potykacz, starał się go połamać, strzelał nim jak nożyczkami. Pani Iza mówi, że została zraniona. - Na szczęście to nic poważnego, ale palec mam trochę spuchnięty - opowiada. Jak podkreśla, uczestniczyła w wielu akcjach KOD-u, ale nigdy nie spotkała się z taką agresją. - Owszem, bywa, że ktoś coś nam wykrzyczy, powie coś niemiłego, ale tu była fizyczna przemoc - przekonuje.
Sprawę bada policja
Policjanci szybko pojawili się na miejscu. Wylegitymowali mężczyznę, a następnie zabrali go do radiowozu. Usłyszy m.in. zarzut uszkodzenia mienia, bo - jak ocenił KOD - potykacz to wydatek rzędu tysiąca złotych. - Składaliśmy zeznania na policji. Opowiedzieliśmy, jak to wszystko wyglądało - mówi pani Izabela.