advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Ludzie

"Pijackie ekscesy" proboszcza z Rzejowic. "Ludzie boją się gęby otworzyć"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
7 min. czytania
19.04.2026 07:05

"Obserwuję sobie z boku te nasze okoliczne parafie i widzę, że zesłano nam same rodzynki. W Rzejowicach alkoholik z wiszącym w powietrzu procesem, a obok alkoholik z burzliwą przeszłością, w kolejnej parafii ksiądz, co chodził z obitym pyskiem, bo mąż po żonę zaszedł na plebanię. A ludzie boją się gęby otworzyć. Bo nie pochowa, nie przyjmie dziecka do komunii, nie ochrzci". Publikujemy fragment reportażu Andrzeja Andrysiaka i Janusza Kucharskiego pt. "Na obrzeżach. Jak zmienia się Polska lokalna".

Ksiądz (zdjęcie ilustracyjne)
Ksiądz (zdjęcie ilustracyjne)
fot. Mariusz Grzelak/REPORTER

Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Andrzeja Andrysiaka i Janusza Kucharskiego pt. "Na obrzeżach. Jak zmienia się Polska lokalna", która ukaże się 22 kwietnia 2026 roku nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

(...) Mieszkańcy Rzejowic wydzwaniają do kurii i do dziennikarzy, sytuacja we wsi jest coraz bardziej napięta. Zwłaszcza że pojawia się brat księdza. Też ksiądz. Też ma swoją historię. Kilka lat wcześniej trafił na czołówki portali, gdy zamówił w Łodzi kurs taxi do Rzejowic. Tak "Expressowi Ilustrowanemu" relacjonował tę historię sam taksówkarz:

Była godzina szósta rano, gdy do auta wsiadł ten mężczyzna i poprosił o kurs do małej miejscowości pod Radomskiem. Do przejechania było sto kilometrów w jedną stronę. Następnie się przedstawił i powiedział, że jest księdzem oraz że jedziemy do jego brata, proboszcza tamtejszej parafii. Uwierzyłem mu. Na al. Włókniarzy ksiądz poprosił o zatrzymanie się na pobliskiej stacji benzynowej. Wysiadł po alkohol, ale ponieważ w sklepie nie było żołądkowej gorzkiej, zatrzymałem się jeszcze raz. Gdy wjechaliśmy na autostradę, duchowny poprosił o kolejny postój, po drugą małpkę, którą opróżnił niemal tak samo szybko jak pierwszą. W końcu dojechaliśmy do celu. Okazało się, że klient nie ma pieniędzy. Miałem poczekać, aż jego brat skończy odprawiać mszę i mi zapłaci. Ale usnął na tylnym siedzeniu, jego brat nie chciał zapłacić.

Ksiądz w ten sposób oszukał jedenastu innych taksówkarzy. Był na terapii, ale uciekł. Biskup nałożył na niego kary kanoniczne. Nie może odprawiać mszy.

Ale odprawia. W Rzejowicach. W zastępstwie. Gdy proboszcz akurat musi jechać do szpitala, za ołtarz wychodzi on. Parafianie nie wiedzą, że nie może.

"Na obrzeżach. Jak zmienia się Polska lokalna", Andrzej Andrysiak, Janusz Kucharski
fot.

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Dzwonimy do księdza Tomasza, najpierw jednak do szpitala. Dostajemy nieoficjalne potwierdzenie: "Tak, był ksiądz, tak, był pod wpływem".

Odbiera.

- Dlaczego mszę odprawiał brat? Przecież ma zakaz.

- Nie muszę panu odpowiadać na ten temat. Ale dziękuję, że pan zadzwonił. Brat nie ma żadnej kary. Przyjechał po kolędzie, odwiedził mnie na imieniny i tyle. Bo ja zachorowałem na grypę. Przyjechał, bo skończył kolędę, ja też skończyłem. Jak rodzony brat do rodzonego brata.

- Miał ksiądz jakiś wypadek?

- Nie, nie miałem.

- Ale był ksiądz w szpitalu?

- Nie byłem.

- Wiemy, że ksiądz był.

- Bo mam grypę, proszę pana. Ledwie oddycham, proszę pana. Jak pan mi chce pomóc, to niech mi pan pomoże.

- Jak?

Milczy chwilę.

- Ale dobrze, że pan zadzwonił. Bo ja pana gazetę bardzo szanuję. Pomogliście mi. Opisaliście wtedy ten remont.

- Skoro już rozmawiamy, to czy ksiądz odwołał się od wyroku? O te 10 tysięcy chodzi?

- To nie jest 10 tysięcy, proszę pana. Osiem.

- Zapłacił ksiądz?

- Muszę zapłacić, jest wyrok.

- Pojawiła się informacja, że parafianie zamierzają zbierać pieniądze na grzywnę.

- Nic nie słyszałem. Nie wziąłbym tych pieniędzy. W ogóle po co ta rozmowa?

- Wie ksiądz, parafianie się skarżą. Na te pijackie ekscesy.

- Już jest po wszystkim, proszę pana. Byłem na terapii. Dobrze się czuję. Odprawiam normalnie msze.

- To dlaczego w niedzielę w szpitalu czuć było od księdza alkohol?

- No to nie wiem.

Piszemy do rzecznika kurii z pytaniami o brata proboszcza. Odpowiada: "Ten ksiądz jest duchownym inkardynowanym do archidiecezji łódzkiej. Z naszych informacji wynika, że posiada ograniczenia w sprawowaniu posługi. Fakt sprawowania przez niego czynności kapłańskich będzie przedmiotem wyjaśnień".

A potem brat idzie w tango.

Redakcja poleca

*

Na swoim profilu facebookowym ma motto: "Mam cudownie wolne kapłańskie serce, więc mogę z wiarą iść za Jezusem, Drogą, Prawdą i Życiem".

Idzie. W lutym 2025 roku melduje się w hotelu na obrzeżach Radomska. Rano nie wymeldowuje się do wymaganej godziny, obsługa idzie do pokoju sprawdzić, co się dzieje. Pokój jest zdewastowany, ksiądz pijany. Recepcja wzywa policję, ksiądz trafia na komendę do wytrzeźwienia. Dwa dni później melduje się w hotelu w centrum miasta. Też niszczy wyposażenie. Obsługa wzywa policję, ksiądz trafia na komendę do celi. W nocy zgłasza, że czuje ból w klatce piersiowej. Policjanci zawożą go na SOR. Personel robi mu badania, spędza tam resztę nocy.

Policjanci interweniują na plebanii w Rzejowicach w sprawie awantury rodzinnej. Bracia księża się kłócą, jeden dzwoni na policję. Gdy funkcjonariusze zjawiają się na miejscu, bracia są już pogodzeni.

Znów fala telefonów i e-maili do redakcji. Mieszkańcy skarżą się, że kuria nie reaguje. Jak Piłat, komentuje jeden i przysyła definicję profesora Jerzego Bralczyka ze Słownika języka polskiego PWN:

Umywać ręce: nie brać za coś odpowiedzialności lub zrzekać się jej. Dawny żydowski zwyczaj umywania rąk, którym pokazywano własną niewinność wobec zabójstwa, wiążemy dziś z Piłatem. Mimo odprawienia przez niego tego rytuału oczyszczenia trudno uznać go za człowieka czystych rąk. Umywanie rąk dlatego raczej odnosimy do innych niż do siebie - i traktujemy je jako nie do końca skuteczne pozbycie się odpowiedzialności za jakiś zły czyn.

Rzecznik kurii już nie odbiera telefonu. Na maile odpowiada rzadko. Nie zauważa pytań o brak reakcji Kościoła. Rozmawiamy z mieszkańcami.

- Ludzie wezmą go głodem - zapowiada mieszkaniec. W rodzinie nie ma łatwo, bo jego bliscy księdza bronią. On uznaje, że są pryncypia i ich będzie się trzymał. Sutanna nie może być wytłumaczeniem ani zasłoną. Ksiądz Tomasz to też człowiek i musi ponieść konsekwencje. Nazwiska prosi zachować do wiadomości, unika awantur na ulicy czy w sklepie.

- Kołtuństwo takie tu mamy - wzdycha.

Rozmawiamy o mieszkańcach, którzy już się nie boją. Nie wpisują się na listę, która co miesiąc krąży po parafii. Pokazuje tabelkę wydrukowaną na domowej drukarce na kartce A4. Są nazwiska i adresy. Każda rodzina wpisuje kwotę ofiary, wkłada pieniądze do koperty i podaje dalej sąsiadowi. Tak od domu do domu. Ostatni z łańcuszka przelicza i oddaje pieniądze księdzu.

Z miesiąca na miesiąc na liście coraz więcej kratek, w które nikt nie wpisuje żadnej kwoty. Na mszy proboszcz grzmi z ambony. Wymienia miejscowości. Mówi wprost: zebrana kwota była mizerna.

Redakcja poleca

*

Brat znika z plebanii, proboszcz zostaje. Jest Wielkanoc, 2025 rok. Prawie dwa lata od pierwszego materiału opublikowanego przez dziennikarzy, siedem miesięcy od informacji o nałożeniu kary na proboszcza za złamanie szóstego przykazania. Dwa miesiące po terminie na rozpatrzenie przez Watykan odwołania.

Przez czterdzieści dni postu proboszcz nie pije. Ale post się kończy. Podczas nabożeństwa w Wielką Sobotę jest tak pijany, że znów ktoś nie wytrzymuje i dzwoni po policję. Przyjeżdża radiowóz, policjanci wchodzą do kościoła, proszą, by ksiądz dmuchnął w alkomat. Wychodzą dwa promile. Proboszcz nie jest z wizyty zadowolony. Informuje policjantów, że nie są mile widziani i powinni trzymać się z daleka.

Któryś z parafian ofiarowuje się, że zajmie się pijanym. Przypilnuje. Policjanci odjeżdżają.

Przy wielkanocnych stołach jest o czym rozmawiać.

*

Agata wita nas w drzwiach. Mieszka w niedużym domku otoczonym drzewami, na uboczu, kilkanaście kilometrów od Rzejowic.

- W linii prostej - zaznacza.

Sama chciała się spotkać. Śledzi poczynania proboszcza.

- To jak serial. Wciągający, choć wcale nie dobry. Nie czekam na kolejny sezon. Przeciwnie, zastanawiam się, kiedy kuria go skasuje.

Nakłada kawałek ciasta.

- W ubiegłą niedzielę był gościem na dożynkach i odpuście w innej parafii. Bardzo dostojnie był witany. Swój swojego znalazł. Tamten też za kołnierz nie wylewa. Plus taki, że gdy przeholuje, to albo wzywa na pomoc kumpla, albo mszy po prostu nie ma. Obserwuję sobie z boku te nasze okoliczne parafie i widzę, że zesłano nam same rodzynki. W Rzejowicach alkoholik z wiszącym w powietrzu procesem, a obok alkoholik z burzliwą przeszłością, w kolejnej parafii ksiądz, co chodził z obitym pyskiem, bo mąż po żonę zaszedł na plebanię. A ludzie boją się gęby otworzyć. Bo nie pochowa, nie przyjmie dziecka do komunii, nie ochrzci. Kiedyś zapytałam mamę: "Nie czujesz wewnętrznego konfliktu, gdy pijany ksiądz daje ci komunię przy ołtarzu?". Odpowiedź była powalająca: "Ważne, że jest". Nazwała mnie wywrotowcem i takie tam. Nic do niej nie trafia. Mam wrażenie, że ona także dokładałaby drwa do stosu, na którym położyliby mnie miejscowi, żeby spalić. Nawet już czuję zapach dymu. Choć przyznaję: to jednak tylko część. Są i inni. Przebudzeni. Jak jedna z fanek proboszcza wymyśliła, że wieś się złoży na grzywnę nałożoną przez sąd za to, jak jechał bez uprawnień, to mało jej nie zlinczowali.

*

Początek maja. Po parafii wieść niesie się lotem błyskawicy: Watykan zdecydował. Tomasz odchodzi. Jego odwołanie zostało odrzucone. Nałożona kara, której do tej pory kuria nie zdradziła, wchodzi w życie.

Ustalamy: proboszcz został pozbawiony urzędu. Wyprowadził się, trafił do domu emerytowanych księży w Częstochowie.

Dzwoni Agata.

- To miód na wiele skołatanych serc. Na moje też. Już wiarę traciłam, że przyjdzie ten dzień. Niechaj ta barwna postać będzie przestrogą dla jego kolegów po fachu.

Jeszcze upewniamy się u rzecznika. Odpisuje:

Ksiądz Tomasz został pozbawiony urzędu proboszcza i przez czas określony przez biskupa nie będzie pełnił żadnych urzędów i funkcji duszpasterskich. Jednocześnie przebywa na urlopie zdrowotnym. W tym tygodniu ma się odbyć przekazanie zarządu parafią nowemu administratorowi, a dotychczasowy proboszcz ma ostatecznie opuścić budynek parafialny. Od momentu powiadomienia o decyzji Stolicy Apostolskiej duchowny nie pełnił w parafii żadnych posług. Opiekę duszpasterską zapewniali księża z dekanatu, a administrację parafią, do chwili objęcia swego urzędu przez nowego administratora, sprawuje dziekan miejscowego dekanatu.

Koniec?

Redakcja poleca

*

- Ja pi*****ę! - Agata krzyczy do słuchawki. - Co to, k***a, ma być?!

Słychać, że emocje aż w niej buzują. Bierze kilka oddechów. 

- No nie mogę. Gotuję się. Ta firma inaczej nie potrafi. Przepraszam, musiałam, bo wybuchnę. Sprawdźcie Facebooka brata proboszcza. Tego, pamiętacie, co tak szalał po hotelach, tego od taksówek.

Sprawdzamy.

Z wielką radością przekazuję, że wczoraj w Archikatedrze w Częstochowie mszą świętą rozpoczęły się uroczystości jubileuszowe 25-lecia kapłaństwa mojego brata księdza Tomasza. Eucharystii przewodniczył ksiądz biskup Jan Wątroba, Ordynariusz Diecezji Rzeszowskiej, ówczesny rektor seminarium. Po liturgii księża jubilaci modlili się w krypcie, w której spoczywa śp. ksiądz Arcybiskup Stanisław Nowak, przez posługę którego przyjęli sakrament święceń kapłańskich. Serdecznie gratuluję, ad multos annos.

Łacińska sentencja ad multos annos to coś w rodzaju "sto lat".

Oglądamy załączone zdjęcia. Biskup w środku, wokół niego dwunastu księży w identycznych ornatach. W dłoniach trzymają żółte róże. Ksiądz Tomasz w drugim rzędzie. Inni się uśmiechają, on jest poważny. Jakby się zagapił.

Posłuchaj: