,
Obserwuj
Gospodarka

10 zł za litr paliwa? Płacimy i płaczemy, a giganci liczą miliardy

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
5 min. czytania
25.09.2026 07:15

Olej napędowy jest na świecie na wagę złota i stąd rosnące z dnia na dzień jego ceny na stacjach paliw, ceny zbliżające się powoli do 10 złotych za litr! Pierwszy powód leży oczywiście na Bliskim Wschodzie (w cieśninie Ormuz i na arabskiej pustyni), drugi - w zniszczonych rosyjskich rafineriach, bo sowiecka technologia nie pozwala ich szybko naprawić. Bo o ile ropy na świecie dramatycznie nie brakuje, to nie ma gdzie i jak przerobić jej na paliwo do naszych samochodów. Światu brakuje teraz około miliona baryłek diesla dziennie, mimo że rafinerie pracują na najwyższych obrotach i zarabiają kosmiczne pieniądze. Naprawdę kosmiczne!

Rafineria w Bagdadzie
Rafineria w Bagdadzie
fot. AHMAD AL-RUBAYE/AFP/East News

Od cen na stacjach paliw boli głowa, a na arabskiej pustyni trwa wielkie kopanie. W tym odcinku powiemy:

  • czy pustynny bajpas pomoże choć trochę okiełznać ceny paliwa na twojej stacji benzynowej?
  • czy stacyjne pylony wkrótce wyświetlą 10-tkę za diesla - jeśli w ogóle dadzą radę?
  • i jakie grube miliardy zarabiają na tym giganci rynku paliwowego?

Ten odcinek zaczniemy na pustyni. Na której saudyjscy inżynierowie od świtu do zachodu słońca ryją w piachu. Budują obejście. Konkretnie obejście zbombardowanej przez sojuszników Iranu stacji pomp na rurociągu Wschód-Zachód. Rurociąg tłoczył ropę z roponośnych pól w Arabii Saudyjskiej do portu nad Morzem Czerwonym. Omijał zamkniętą przez Iran dla tankowców cieśninę Ormuz. Był kołem ratunkowym dla Saudyjczyków, którzy z ropy żyją. I dla świata - bo globalna gospodarka na ropę chodzi. Aż został zbombardowany, a rynek wstrzymał oddech. Jeśli chcesz wiedzieć jak wiele zależy teraz od sprawności saudyjskich inżynierów, z jakiego powodu diesel jest na wagę złota, ile na kryzysie zarabiają rafinerie (w tym Orlen) i dlaczego są to złote góry, ten odcinek jest właśnie dla Ciebie.

Na początek słowo wyjaśnienia w sprawie rury łączącej pola naftowe w Arabii Saudyjskiej na wschodzie półwyspu arabskiego z naftoportem na Zachodzie, nad Morzem Czerwonym. Rura pozwalała obejść blokadę cieśniny Ormuz założoną przez Iran na wiosnę, czyli na początku wojny z USA. Surowiec płynący rurą - zamiast morzem - uzupełniał rynkowe braki. Nie w całości, ale w części na tyle znaczącej, że ceny ropy, choć wysokie, nie szły dalej w górę. Gdy rura została zbombardowana przez wspierane przez Iran milicje z Iraku, cena ważnej dla Europy ropy Brent po raz pierwszy od 24 lipca wzrosła do ponad 100 dolarów za baryłkę. I waha się wokół tego poziomu w rytm doniesień o możliwych terminach naprawy rury. Im będzie dłużej, tym będzie drożej. Z pewnym opóźnieniem także na Twojej stacji benzynowej. Świat trzyma więc kciuki za postęp budowlanych prac na piaskach pustyni. Trzymać powinieneś i Ty!

Cztery cyfry na pylonach?

Ale brak ropy do przerobu na paliwo to nie jedyny powód, dla którego na polskich stacjach trzeba będzie przebudować pylony, by zmieścić na nich cztery cyfry ceny (gdy cena diesla przebije magiczny poziom 10 złotych za litr). Są też inne, co najmniej dwa. Po pierwsze: brak mocy przerobowych. Wojna USA i Iranu uszkodziła co najmniej dziewięć dużych rafinerii w Zatoce - w Bahrajnie, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej. Pozostałe - choć sprawne - nie pracują pełną parą, bo gotowych produktów nie ma jak wywozić. Z ponad stu tankowców na dobę, które pływały przez cieśninę Ormuz przed wojną teraz to najwyżej kilkanaście. Z tego powodu światu brakuje ponad miliona baryłek oleju napędowego - dziennie. Zwiększyć produkcji na Zachodzie - się nie da. Wszystkie rafinerie europejskie i amerykańskie już pracują na pełnych obrotach. Zarabiając przy tym kosmiczne pieniądze. Do tego w tym odcinku jeszcze wrócimy, a na razie powód numer dwa: czyli wojna w Ukrainie.

Po ukraińskich bombardowaniach, Rosja straciła nawet połowę mocy do przerobu ropy naftowej. Ukraina uderzyła w co najmniej 24 z 33 dużych rosyjskich rafinerii, przez ostatnie 3 miesiące atakowała średnio co drugi dzień. Szczególnie intensywnie w lipcu i sierpniu. Tylko garstka rosyjskich zakładów pozostała nietknięta - w tym dwa największe, w Omsku i Angarsku, oba za Uralem, ponad dwa tysiące kilometrów od granicy z Ukrainą. Problemem nie są same zniszczenia, ale też... sowiecka technologia.

Wielu instalacji zbudowanych za czasów ZSRR nie da się ot tak sobie wymienić na nowe. Zamknięte rafinerie stoją nieczynne miesiącami, ta w Niżnym Nowogrodzie nie pracuje od maja. Co ta wewnętrzna katastrofa oznacza dla reszty świata? Spadek produkcji diesla w Rosji o jedną trzecią, zakaz eksportu i spadek dostaw na globalny rynek. W sumie z powodu problemów z transportem i zamknięcia rafinerii w Zatoce Perskiej i Rosji na rynek nie trafia według zgrubnych wyliczeń nawet trzy czwarte tego, co trafiało w ubiegłym roku! I tu jest pies pogrzebany.

Kto zbija kokosy na mizerii

Na koniec o tych, którzy na tej mizerii zbijają kokosy. Czyli o rafineriach, które śpią na górach złota. Tu kilka liczb, które - dosłownie - wbijają w fotel. Shell: w pierwszej połowie roku zarobił na czysto ponad 16 miliardów dolarów, w tym samym czasie rok temu - 8 miliardów dolarów. Wzrost? O 100 procent. BP: zysk za pierwsze półrocze 7 miliardów 750 milionów, rok wcześniej 2 miliardy 300 milionów, wzrost o ponad 230 procent. Włoskie Eni: zysk netto do połowy roku ponad 3 i pół miliarda euro, w porównaniu do 2 i pół miliarda, co znaczy, że zarobił niemal połowę więcej. Norweski Equinor i raport za drugi kwartał, czyli od kwietnia do czerwca, prawie 5 miliardów dolarów zysku, rok wcześniej miliard 300 milionów, wzrost o 270 procent. Polski Orlen - rok temu 6 miliardów, w tym roku 16 miliardów złotych, wzrost o ponad 180 procent do połowy roku.

Skąd ta klęska urodzaju? Między innymi z tak zwanej marży rafineryjnej. Czyli z tego, ile rafinerie zarabiają na przerabianiu ropy na produkty naftowe. Nigdy wcześniej w historii nie zarabiały tak dużo jak teraz. Na początku września tak zwany crack spread, czyli różnica pomiędzy ceną baryłki ropy a ceną baryłki diesla przebiła 100 dolarów. Tu przyda się porównanie: w normalnych czasach ta różnica wynosi… 20-30 dolarów za baryłkę. Wszystko to znaczy, że w każdym litrze oleju napędowego w najprostszej kalkulacji mieści się mniej więcej 2 złote za przerobienie ropy w rafinerii. To średnio cztery razy więcej niż przed wojną. A właściwie dwiema wojnami.

To jest ten moment, gdy pojawia się pointa. Dzisiaj ograniczymy się do stwierdzenia, że teraz już wiesz, dlaczego i komu płacisz i płaczesz. I nie jest to wiedza pocieszająca. Z jednym małym zastrzeżeniem: Europa właśnie zarządziła start polowania na rekordowe naftowe zyski. Z jakim skutkiem… to już zupełnie inna historia.

Źródło: TOK FM