Bez niego wrócimy do liczydeł. Po surowcowym i nawozowym, szykuje się kolejny kryzys
W cieniu problemów z ropą i gazem, przez wojnę w Zatoce Perskiej rozgrywa się inny kryzys. Będzie o braku helu, strachu branży elektronicznej i urodzinowych balonikach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego bohaterem tego kryzysu jest hel, na co dzień znany z unoszenia balonów?
- Dlaczego w technologiach, elektronice, medycynie to gaz kluczowy, zaliczany do pierwiastków krytycznych?
- Dlaczego Bliski Wschód jest dla światowych dostaw helu kluczowy?
Ten odcinek będzie o tym, jak jedno celne trafienie pociskiem balistycznym postawiło pod znakiem zapytania globalny postęp cyfrowy, a światu zaczął zaglądać w oczy kolejny kryzys. Po surowcowym i nawozowym, kryzys technologiczny. Przyczyna tego możliwego załamania leży nad Zatoką Perską, konkretnie w największym na świecie zakładzie skraplania gazu ziemnego.
Oto główny bohater tego odcinka. Bezbarwny i bezwonny gaz, który swą nazwę wziął wprost ze Słońca, czyli hel. Znany ze swoich właściwości rozrywkowych, ukochany przez wszystkie dzieci za unoszenie baloników do nieba, odgrywa w świecie technologii bardzo poważną rolę. Jest jedynym pierwiastkiem, którego nie można zamrozić w bardzo niskich temperaturach. Niezwykłą substancją, która pozwala bezpiecznie i stabilnie utrzymać chłód bliski zeru bezwzględnemu. W Europie hel został zaliczony do 25 surowców krytycznych, czyli takich, których brak oznacza poważne gospodarcze zawirowania i próby zatykania surowcowej dziury. Na przykład przez znalezienie nowych dostawców.
Gdzie i jak produkuje się hel
Najkrócej mówiąc: hel produkuje się tam, gdzie wydobywa się i skrapla gaz. W tym procesie technologicznym jeden jest oddzielany od drugiego. Gdy gaz przyjmuje postać płynną, hel wciąż ma postać gazową. Ma bowiem tak niską temperaturę wrzenia, że przechodzi w stan płynny w temperaturze poniżej minus 268 stopni Celsjusza. Transportowany jest w formie płynnej, bo zajmuje wtedy siedemset razy mniej miejsca. Zanim zostanie skroplony, jest oczyszczany. Taki hel wysokiej czystości produkuje się w kilku miejscach na świecie, w tym w Katarze, w Ras Laffan, w największych na świecie zakładach skraplania gazu.
Katar dostarcza światu jedną trzecią helu. Produkuje go przy okazji produkcji gazu. W obu kategoriach jako eksporter zajmuje globalne drugie miejsce, głównie jako dostawca długoterminowy. Bo szlachetnym gazem handluje się głównie przez kontrakty długoterminowe, tylko 2 procent handlu odbywa się w tak zwanych dostawach natychmiastowych, z ceną notowaną na światowych rynkach. Ta cena w ostatnich tygodniach wzrosła o 100 procent. Ale to nie jej skokowy wzrost jest tu największym problemem, ale widmo produkcyjnej dziury na globalną skalę.
18 marca w katarskie instalacje gazowe Ras Laffan uderzył irański pocisk balistyczny. W zakładach wybuchł pożar, który wyłączył jedną szóstą jego potencjału produkcyjnego. Dla światowych gospodarek informacja tragiczna. Ale jeszcze tragiczniejsza okazała się wiadomość o czasie wyłączenia: od trzech do pięciu... lat. Światowe rynki od razu wpadły w panikę, gaz w dostawach natychmiastowych podrożał w Europie o jedną trzecią. A do dostawców ustawiły się kolejki, bo gaz naturalny w odróżnieniu od gazów szlachetnych sprzedawany jest też "z wolnej ręki", używany powszechnie w całych gospodarkach i pojedynczych gospodarstwach domowych. W drugim planie rozgrywał się nie mniejszy dramat. Tyle, że mniej głośny.
Zbombardowanie katarskiej instalacji gazowej w Ras Laffan zmiotło z globalnego rynku nie tylko znaczną część gazu LNG, ale też istotną część helu. Katar dostarcza jedną trzecią światowego zapotrzebowania, całość produkuje w zniszczonej instalacji. Co oznacza, że w dostawach tego szlachetnego gazu, niezbędnego w nowoczesnym przemyśle, prędzej czy później pojawi się dziura.
Kto z dziurą musi się zmierzyć
Po pierwsze: diagnostyka medyczna. Ciekły hel jest niezbędny do chłodzenia nadprzewodzących magnesów w rezonansach magnetycznych. Bez niego urządzenia nie będą działać. W nowoczesnych rezonansach zasób gazu uzupełnia się co 7-10 lat, w starszych co 4 lata. O ile szpitalne rezonanse nagle się nie zatną, to nowych skanerów bez helu - nie będzie.
Po drugie: spawalnictwo. Tam hel stosowany jest jako gaz osłonowy do spawania niektórych metali, jak miedź czy aluminium. Ale w tej branży można go zastąpić innym gazem.
Po trzecie: elektronika. Hel jest kluczowy w procesie wytwarzania procesorów i chipów, w tym dla sztucznej inteligencji w najbardziej zaawansowanych fabrykach świata, przede wszystkim w Azji. Służy do precyzyjnego chłodzenia płytek krzemowych podczas ich trawienia. Stosowany jest w najczystszej z możliwych postaci, produkowanej w kilku miejscach na świecie. Ostatecznie można go zastąpić innymi gazami i liczyć się ze stratami w produkcji, bo są mniej precyzyjne, lub polować na hel i płacić za niego bajońskie sumy.
W takiej sytuacji znalazł się Tajwan, który z Kataru sprowadza niemal cały potrzebny hel, niezbędny do produkcji układów scalonych. Tajwan kontroluje ponad 60 procent światowego rynku produkcji półprzewodników i dostarcza aż 90 procent najbardziej zaawansowanych procesorów. W tym dla NVidii, światowego lidera technologii dla sztucznej inteligencji. Sektor ten napędza na wsypie jedną piątą gospodarki i jest globalnym motorem cyfrowego rozwoju. Bez układów scalonych nie ma nie tylko komputerów, ale też samochodów, telewizorów i smartfonów, a także zaawansowanych technologii wojskowych, cyfrowej rozrywki, lotniczych podróży. Tę listę moglibyśmy ciągnąć w nieskończoność. Czy zatem już dzisiaj sytuacja jest dramatyczna i czas wrócić do liczydeł i rowerów?
Otóż szklanka jest w połowie pełna, a w połowie pusta.
Pełna, bo Katar wciąż ma możliwości produkcyjne. Są też inne niż arabskie źródła dostaw, można szukać alternatywnych dostawców. Dodatkowo w drodze do odbiorców jest też gaz, który wyruszył jeszcze przed wojną. Na razie więc dotkliwych braków nie ma. A są branże - w tym przemysł elektroniczny - które mogą hel wymienić na inny gaz.
Pusta, bo odbudowa mocy wytwórczych w Zatoce Perskiej może potrwać lata. Postawienie całkiem nowych instalacji może potrwać jeszcze dłużej, niż naprawa istniejących, więc nie wchodzi w grę. Plus rynek będzie odczuwać skutki blokady transportu morskiego także po jej zdjęciu. Jak długo? To zależy. Wiadomo za to, że jako pierwsze ofiarą niedoborów padną… urodzinowe balony.
źródło: TOK FM