"Japońska Margaret Thatcher". Sanae Takaichi napiszę rolę kobiet na nowo?
Japonia będzie miała premiera kobietę tudzież premierkę. Taki komunikat poszedł w świat i jak to zwykle bywa - nie bardzo wiadomo co o tym sądzić. A skoro tak, to najłatwiej przerobić na mocno wyślizgany temat rodem z tzw. pism kobiecych. Że tacy konserwatywni, a tu proszę, kobiety górą, nareszcie itp. - mówił Jakub Janiszewski z TOK FM w audycji "Dłuższa rozmowa".
W rzeczywistości politycznej tego rodzaju gesty tymczasem zwykle znaczą mniej niż by się chciało. Owszem, robią swoje na poziomie symbolicznym, odblokowują czasami myślenie o pozycji kobiet w społeczeństwie, ale niekoniecznie przekładają się na cokolwiek więcej. Konserwatywne premierostwa kobiet nie naruszają konserwatywnych rozdań społecznych, czego najlepszym przykładem, już nawet nie Wielka Brytania czasów Thatcher, ale Polska czasów Hanny Suchockiej. Nic szczególnego z jej premierowania dla pozycji polskich kobiet nie wyniknęło, choć zarazem można zawsze powiedzieć: ale było i swoje zrobiło w głowach ludzi. Oby.
Czy Sanae Takaichi będzie chciała napisać rolę kobiet w Japonii na nowo? Sądząc po jej konserwatywnej afiliacji raczej nie. Sądząc po jej biografii - być może. Sądząc zaś po zapotrzebowaniu japońskiego rynku pracy, któremu straszliwie daje się we znaki starzenie społeczeństwa - będzie musiała. Będzie musiała wzmocnić to i parę innych rzeczy, które mogą się konserwatystom nie spodobać, ale okażą się ekonomiczną koniecznością. Jak choćby dalsze otwarcie rynku pracy dla obcokrajowców - temat, który budzi ogromny opór społeczny.
Ale może się też okazać, że całe to przywództwo i idące za nim premierowanie potrwa krótko. Partia Liberalno-Demokratyczna słabnie, a chętnych do tego, by chwycić za lejce nie brakuje. Czołowym kontrkandydatem Sanae Takaichi był Shindijiro Koizumi - 44 letni, syn byłego premiera, a prawnuk charyzmatycznego Matajiro Koizumiego, ministra poczty i telegrafu z pierwszej połowy XX wieku. Sanae Takaichi wygrała więc z czymś na kształt politycznej dynastii. Ona - 64 letnia kobieta z ludu, kontra 44 letni pieszczoch systemu, który przecież dopiero zaczyna. Połowa piątej dekady życia to w japońskiej polityce dopiero przedszkole, młody Koizumi ma dużo czasu. Ile czasu dostanie Takaichi - to najważniejsze pytanie u progu jej premierowania.