Litr benzyny za 10 złotych? Świat myśli, jak odetkać cieśninę Ormuz
Na jednej z kluczowych dla gospodarki tras transportowych Iran założył blokadę. Szlaban nie został opuszczony fizycznie, ale same ostrzeżenia przed próbami sforsowania blokady zadziałały skutecznie. Po obu stronach szlabanu stoi kolejka do przejazdu, na Zatoce Omańskiej i na Zatoce Perskiej parkują setki supertankowców, a światu w oczy zagląda kryzys energetyczny. Możliwe, że jego rozmiar wyjdzie poza skalę, ale możliwe też, że światu uda się uciec gospodarczej śmierci spod kosy. Dla przyszłych scenariuszy kluczowy jest czas.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego, choć paraliż jest morski, armagedon może być ekonomiczny?
- Dlaczego na sytuację w Iranie rynek ropy naftowej na razie reaguje nerwami, ale nie paniką?
- Dlaczego czas jest kluczowy dla tego, żeby benzyna nie kosztowała 10 złotych za litr?
Zanim o czasie, najpierw o miejscu. Konkretnie o wąskim gardle, cieśninie łączącej dwie zatoki: Perską i Omańską. Na mapie światowych szlaków morskich to jeden z najpilniej obserwowanych punktów. To Cieśnina Ormuz - wąskie przejście morskie szerokości mniej więcej 50 kilometrów, w najwęższym miejscu około 30 kilometrów. Na południowym brzegu cieśniny leżą Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie, na północnym - Iran. Zaś nad samą Zatoką Perską: Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i na krótkim odcinku linii brzegowej - Irak. Czyli potentaci bliskowschodniej produkcji ropy.
W Kuwejcie znajdują się największe na świecie złoża gazu, Arabia Saudyjska to czołowy producent ropy naftowej. Iran chociaż oficjalnie ropą handlować nie może, od lat korzysta z szarej strefy i sprzedaje surowiec mimo amerykańskich sankcji. Irak – choć ma tylko 60 kilometrów dostępu do Zatoki, przez terminale morskie wysyła 90 procent swoje ropy. Przez Ormuz jeździ w świat jedna piąta całego światowego eksportu ropy naftowej i mniej więcej tyle samo eksportu gazu. Przez Ormuz płyną na wschód statki z LNG dla Indii i Chin, a na zachód przez Morze Czerwone i kanał Sueski - dla Europy. I rzecz w tej historii najważniejsza - innej drogi transportu bliskowschodniej ropy i gazu prawie nie ma. Prawie - bo są też rurociągi, w tym co najmniej trzy z których państwa producenci mogą skorzystać. Ale najpierw o możliwych scenariuszach.
Dlaczego rynki nie panikują
Gdy w weekend Izraelczycy i Amerykanie wystrzeliwali w stronę Iranu pierwsze pociski, rynki były zamknięte na kłódkę - był więc czas na refleksję. W poniedziałek ropa podrożała znacząco, ale paniki nie było. Dlaczego? Powodów jest kilka.
Po pierwsze: świat siedzi na ropie. Na morzach i oceanach zaparkowana jest jej wielka ilość, na którą brak było chętnych. W dużej części to ropa rosyjska, irańska, w mniejszej wenezuelska, obłożona sankcjami, więc niełatwo zbywalna. Ale na bezrybiu i rak ryba. Ropa stoi i czeka na lepsze czasy, które właśnie mogły dla niej nadejść. Zwłaszcza, że po tym jak Amerykanie obalili w Wenezueli reżim Maduro, wenezuelska ropa wypadła z czarnej listy. Wenezuela może teoretycznie produkować i sprzedawać ile się jej podoba, problem w tym, że urządzenia do jej wydobywania pamiętają lepsze czasy. Zanim rdzewiejące szyby zostaną postawione do pionu, miną lata. Ale potencjał jest.
Po drugie: od czasu poprzedniej blokady cieśniny Ormuz, w latach 80. ubiegłego wieku, Bliski Wschód dorobił się alternatywnych rurociągów. Może ropę pompować na prawo i wysyłać statkami z Zatoki Perskiej lub na lewo i ładować ją na Morzu Czerwonym. Taką alternatywę ma jeden z największych na świecie producentów, czyli Arabia Saudyjska. Zjednoczone Emiraty Arabskie mają możliwość przekierowania produkcji do portu nad Zatoką Omańską i ominięcia feralnej cieśniny. A Irak ma połączenie z Turcją i Morzem Śródziemnym.
Po trzecie: Amerykanie wydobywają najwięcej ropy w historii. Od chwili opublikowania przez CIA raportu o kluczowym dla świata znaczeniu cieśniny Ormuz, Stany Zjednoczone przeszły łupkową rewolucję. Ropę wydobywają nie tylko w Zatoce Meksykańskiej, ale także na lądzie. Jest też Kanada z jej rosnącą produkcją, więc na amerykańskich stacjach benzynowych paliwa nie zabraknie, co najwyżej może być droższe, bo kryzys naftowy będzie powszechny. W Ameryce zaś zbliżają się kluczowe politycznie "połówkowe" wybory do Kongresu. Cena benzyny dla Amerykanów jest jedną z podstawowych kategorii wyborczych.
Po czwarte: największa gospodarka na świecie ma historycznie wielkie zapasy. Chiny zgromadziły w magazynach miliard baryłek ropy naftowej, czyli zapas wystarczający na kwartał, przy założeniu braku dostaw, gdy tymczasem Chiny kupują ropę w Rosji, dostarczaną rurociągiem, to aż jedna piąta chińskiego importu. Są też inni producenci, jak na przykład kraje afrykańskie, w tym Nigeria czy Angola.
Stada tankowców do konwojowania
Podsumowując - nie jest źle. A czy może być gorzej? I jak bardzo? I jakie znaczenie ma tutaj czas? Otóż może być... fatalnie! I to stosunkowo szybko. Ale nie z powodów, które mogą wam teraz przychodzić do głowy. Surowcowe nieszczęście może spaść na świat nie dlatego, że w drogę nie wyruszą statki z ropą załadowane w arabskich portach, ale dlatego że nie wpłyną do niej puste.
Bliski Wschód pomimo wojny pompuje ropę na pełnych obrotach. W regionie stanęła wprawdzie największa saudyjska rafineria, ale dla wysyłki surowej ropy jej postój nie ma znaczenia. Odbiór ropy od producentów powinien zatem odbywać się regularnie. Mogłoby tak być, gdyby do arabskich terminali naftowych wpływały tankowce pod odbiór surowca. Gdyby. Na razie wszystko wskazuje na to, że w najbliższych dniach zapas pustych statków się skończy. Wszystkie zostaną załadowane i staną w ogonku "do wyjazdu". Region zacznie pompować "na magazyn", ale ilość miejsca w zbiornikach jest ograniczona. Nie ma też zapotrzebowania na gotowe produkty, ropy nie można więc wysłać do rafinerii, przerobić i sprzedać, na przykład liniom lotniczym, które paliwa nie potrzebują, bo w ten rejon świata nie latają. Wkrótce więc Bliski Wschód może mieć ropy "pod korek" i zacznie ograniczać produkcję. A to droga jednokierunkowa.
Wznowienie produkcji po jej wstrzymaniu to dla nafciarzy koszmar logistyczny i techniczny. Nie wystarczy "odkręcić kurka" - to operacja przypominająca wieloetapową reanimację. I dlatego "odetkanie" strategicznej cieśniny to geopolitycznie absolutny priorytet. Jakie są opcje? Najbardziej prawdopodobna to konwojowanie. Zachodnia marynarka wojenna już raz w historii ćwiczyła ten scenariusz. Polega na zbieraniu tankowców w stada i eskortowanie ich przez sojusznicze okręty wojenne na drugą stronę Ormuz. Do Zatoki Perskiej już płynie francuski lotniskowiec, a Amerykanie mają rozmawiać o takim scenariuszu z państwami regionu. Decyzje muszą zapadać szybko, w przeciwnym razie ropa będzie kosztować trzy razy tyle, ile kosztuje dzisiaj, a cena benzyny przekroczy 10 złotych. I nie będzie to jedyny z gospodarczych problemów. W tej sprawie bowiem czas nie bierze żadnych jeńców.
źródło: TOK FM