"Najważniejsza firma technologiczna, o której nigdy nie słyszałeś". Bez niej sztuczna inteligencja zniknie
Jako trzecia w historii, holenderska firma ASML przebiła psychologiczny próg pół biliona dolarów wartości i stała się największą europejską firmą. Co takiego produkuje firma z niewielkiego miasteczka w Brabancji, że stoi do niej globalna kolejka, a notowania jej akcji wystrzeliły? Chodzi o maszyny fotolitograficzne EUV, które są niezbędne do produkcji najmniejszych, najbardziej wydajnych półprzewodników, bez których nie ożyje sztuczna inteligencja i nie zadziała nasz smartfon.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego firma jest kluczowa dla całego świata technologicznego, a po jej produkty stoi kolejka?
- Jak to się stało, że właśnie została największą firmą w Europie, wartą ponad pół biliona dolarów?
Na początek - trochę historii. ASML powstało w 1984 roku w Eindhoven w Holandii jako niewielki start-up który stworzyły wspólnie Philips - gigant elektroniki - oraz ASMI, producent maszyn do produkcji układów scalonych. W ten sposób powstała ASML - czyli po rozwinięciu skrótowca - Advanced Semiconductor Materials Lithography. Młoda firma miała pracować nad maszynami litograficznymi dla raczkującego wówczas segmentu technologicznego, czyli - mówiąc wprost - miała pracować przy produkcji mikroprocesorów. Początki nie były łatwe: branża była młoda, klientów niewielu, nakłady na badania i rozwój niewielkie. Pieniędzy w kasie brakowało tak bardzo, że firma poprosiła o zastrzyk finansowy ówczesnego członka zarządu Philipsa. Zastrzyk zadziałał, firma ruszyła, może jeszcze nie z kopyta, ale na całego.
Maszyna za 400 milionów dolarów
ASML, po kilkunastu latach i blisko 6 miliardach dolarów wpompowanych w badania, wynalazła rewolucyjną maszynę potrzebną do produkcji najmniejszych półprzewodników, tych bez których nie zadziała nasz smartfon, komputer, w szpitalach sprzęt medyczny, a w armii - nowoczesne systemy obronne. To był przełom - maszyna fotolitograficzna EUV, czyli maszyna do ekstremalnej ultrafioletowej litografii. Brzmi skomplikowanie? Już wyjaśniamy.
Taka maszyna waży tyle ile dwa samoloty, którymi latamy na wakacje i kosztuje tyle, ile cztery takie samoloty - prawie 400 milionów dolarów, czyli jakieś 1,5 miliarda złotych. Jest naszpikowana elektroniką, produkuje się ją w pół roku, a do jej złożenia potrzeba kilkuset inżynierów pracujących w sterylnych kombinezonach.
Maszyna drukuje na krzemowej płytce linie których grubość liczy się w nanometrach, linie ponad 10 tysięcy razy cieńsze niż kartka papieru. A im więcej linii na takiej płytce się zmieści, tym więcej wejdzie na nią tranzystorów, tym bardziej wydajny jest mikroprocesor, tym szybsze przetwarzanie danych i większa pamięć. To Rolls-Royce'y w świecie mikroprocesorów. Te maszyny firma sprzedaje największym na świecie producentom czipów i w produkcji tych maszyn holenderska firma jest światowym monopolistą. Nic dziwnego, że w dobie sztucznej inteligencji, w której mikroprocesory są droższe od złota, po urządzenia ASML stoi światowa kolejka.
W kolejce tej stoją inni światowi giganci: Intel, Samsung oraz - najważniejszy dla naszej dzisiejszej historii - tajwański producent mikroprocesorów TSMC. Produkuje czipy dla iPhone'ów czy NVidii - matki rewolucji sztucznej inteligencji. I właśnie wątek tajwańskiego producenta jest kluczowy dla tego, że ASML stał się ostatnio największą firmą w Europie.
Bo tajwański producent mikroprocesorów podał fenomenalne wyniki oraz jeszcze bardziej fenomenalne prognozy. Jego taśmy produkcyjne pracują pełną parą produkując mikroprocesory dla przeżywającej eksplozję branży sztucznej inteligencji i pędzącej branży technologicznej, a prognozy mówią, że te taśmy będą musiały jeszcze przyspieszyć, takie jest globalne zapotrzebowanie. A żeby te czipy produkować, potrzebne są?
No właśnie - maszyny holenderskiego producenta, który na tym rynku jest jedyny, a tajwański koncern jest jego największym klientem. I tu wracamy do wydarzeń z ostatnich dni, które wyniosły "najważniejszą firmę technologiczną, o której nigdy nie słyszałeś" na szczyty. Bo po zapowiedziach tajwańskiego producenta chipów giełdowe notowania ASML wystrzeliły.
Doskonałe perspektywy
Holenderskie przedsiębiorstwo rośnie jak na drożdżach, jest najcenniejszą europejską firmą, która ostatnio przebiła pół biliona dolarów wartości. Może niewiele w porównaniu z amerykańską NVidią, która jest dziesięciokrotnie większa, ale jak na europejskie warunki to fenomenalny wynik. Jak dotąd w historii tylko dwóm firmom z naszego kontynentu udało się przebić - na chwilę - pułap pół biliona dolarów: francuskiemu producentowi luksusu LVMH, temu od Louisa Vuittona, Diora, Guerlaina, Sephory, oraz duńskiemu koncernowi farmaceutycznemu NovoNordisk, temu od Ozempicu. Akcje ASML wzrosły w ostatnim roku o 80 procent, a od początku tego roku - czyli w kilka tygodni - o jedną czwartą. A perspektywy są jeszcze lepsze: amerykański bank inwestycyjny Morgan Stanley w swoim optymistycznym scenariuszu zakłada dalszy wzrost o 70 procent, ponieważ wydatki producentów chipów nadal rosną, aby sprostać zapotrzebowaniu na sztuczną inteligencję. W tym scenariuszu akcje mogłyby wzrosnąć z obecnych 1400 do 2000 euro. Jeśli oczywiście nie wydarzy się nic, co ten scenariusz zakłóci - na przykład kolejne odsłony wojny celnej Trumpa.
W ten sposób Europa ma swoją gwiazdę sztucznej inteligencji, tym cenniejszą, że bez niej wszystkie inne natychmiastowo spadłyby z firmamentu. Bez maszyn holenderskiej firmy nie włączysz komputera, nie zadasz pytania sztucznej inteligencji, nie pojedziesz samochodem, nie skorzystasz z zaawansowanego sprzętu medycznego, nie posłuchasz podcastu, ani nie sprawdzisz w telefonie co nowego w mediach społecznościowych. W ten sposób skomplikowane maszyny wyjeżdżające z 50-tysięcznego miasteczka Veldhoven w północnej Brabancji - na końcu pozwalają nam na co dzień korzystać z technologii: od tych największych, po te najmniejsze w naszych smartfonach.
źródło: TOK FM