Śląscy górnicy jadą do Australii. Za 140 tys. dolarów rocznie!
Rekrutacja rozpoczęła się na początku października. Do tej pory zgłosiło się 250 osób, pierwsze sito przeszło 10. - W przyszłym tygodniu jest pierwsze spotkanie z docelowym pracodawcą i zakładamy, że w ciągu trzech miesięcy górnik już powinien rozpocząć pracę w Australii - mówi Krzysztof Adamus z firmy Randstad. Zdecydowanym na wyjazd górnikom pracodawca zapewnia transport, pomoc przy załatwianiu wizy, dofinansowanie mieszkania. Umowa o pracę jest zawierana na 2 lata, z możliwością przedłużenia na kolejne cztery.
Poszukiwani są : wykwalifikowany górnik oraz sztygar-brygadzista, czyli pracownicy o średnich i wysokich kwalifikacjach zawodowych, których w Australii brakuje.
Randstad to nie pierwsza firma, która chce zwerbować polskich górników do pracy w Australii. W połowie tego roku rekrutację do kopalń na Antypodach, na zlecenie australijskiej firmy Mastermyne, rozpoczęła agencja Pran. - To nasza konkurencja, ale na rynku jest sporo miejsca - mówi Adamus z firmy Randstad. Na pierwsze ogłoszenie firmy Pran zgłosiło się wtedy 600 osób. - Skusili mnie. Dobra praca, zarobki w przeliczeniu na złotówki to ponad 300 tys. W Polsce zarabiam 10 razy mniej - mówił wtedy TOKFM jeden z kandydatów.
- Nie obawiamy się, że do Australii uciekną pracownicy z naszych kopalń. Jest zupełnie odwrotnie. W ciągu dwóch ostatnich lat do naszej firmy trafiło do nas 30 tys. podań o pracę - mówi Zbigniew Made, rzecznik Kompanii Węglowej.
W australijskich kopalniach pracuje się na ogół w znacznie przyjemniejszych warunkach niż w polskich kopalniach. Pokłady znajdują się płytko, ściany o szerokości 300m mają pięć metrów wysokości. Specjaliści oceniają, że australijskie górnictwo będzie potrzebować jeszcze ponad 80 tys. pracowników w ciągu najbliższych 10 lat.